sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 18 "Ale kim ty tak właściwie jesteś?"

Proszę o przeczytanie notki pod rozdziałem --> bardzo ważne.

I oto rozdział 17. Zapraszam do czytania. Dedukuję go wszystkim czytelnikom i komentatorom :D

(....) - myśli bohaterów

[....] - moje komentarze :D

*KIM*


- Matko ale ja jestem głupi. - westchnął.
- Nie przeczę. - zaśmiałam się.
- Toś ty taka. - odłożył już pusty talerz na stolik przed nami i zaczął się do mnie zbliżać. 
- Jack co ty chcesz zrobić? - powiedziałam, byłam przerażona.
- To. - powiedział i ............  

Powiedział i zaczął się do mnie niebezpiecznie zbliżać. Jego twarz była milimetry od mojej. Poczułam jego miętowy oddech na mojej twarzy. Zaczęłam przymykać oczy, myśląc, że w tym momencie mnie pocałuje. Jednak się pomyliłam. On niespodziewanie, złapał mnie w pasie i zaczął łaskotać, doprowadzając do histerycznego płaczu (Ze śmiechu oczywiście)

Ale tego pragnęłaś. Prawda Kim ??

Odezwał się jakiś głosik w mojej głowie. Nie zwracałam na niego uwagi, myśląc, że to tylko wytwór mojej wyobraźni. 

- Jack przestań do cholery! - wykrzyknęłam pomiędzy napadami śmiechu.
- Proszę przestań! 

Po wypowiedzeniu tego zdania, zaprzestał swoich czynów. Patrzałam się w jego czekoladowe oczy. Rozpływałam się pod wpływem jego wzroku. Wzdrygnęłam się na myśl o tym, że nie może zobaczyć mojego rumieńca. Dla tego podeszłam do fortepianu i usiadłam na stołu. Uspokoiłam oddech i zaczęłam wybijać jakąś bezsensowną melodię na klawiszach. Nie zauważyłam nawet, że Nutella Men [czyt. Jack] dosiadł się do mnie i powiedział:
- Kim?!

- Hmm.
- Przepraszam cię za moje zachowanie. Zachowałem się głupio i po szczeniacku.
- Nie przeczę. - wypowiedziałam te słowa, cały czas błądząc wzrokiem za moimi palcami
- Kim proszę cię spójrz na mnie. - wyszeptał. Przestałam grać i niepewnie spojrzałam na niego. Jego czekoladowe ślepia były wpatrzone w moje nijakie, brązowe oczy. Otrzosnełam się z tego transu gdy miał mnie już pocałować.

Dziewczyno co ty wyprawiasz?!

Krzyczał głos w mojej głowie. (Och, zamknij się. Nie mogę, nie mogę, no. Co ty chcesz?)

To, że przegapiłaś swoją szansę!


(Siedź cicho. Ale kim ty tak właściwie jesteś?) Spytałam ale nie uzyskałam odpowiedzi.Wstałam i ruszyłam biegiem do garażu. Wsiadłam do mojego auta i jechałam do mojego azylu. (Matko co ja wyprawiam?) Pytam sama siebie. Tak nie może być. Przecież nie możemy być razem. Co z tego, że znamy się zbyt krótko. Ale ja mu po prostu nie ufam. No czego się dziwić jak Grace opowiadała mi o tym jak Jack przeleciał prawie każdą dziewczynę w szkole. No oprócz mnie, Grace i Julii, dziewczyny Miltona.

Zmieniłam kierunek jazdy. Postanowiłam pojechać do dojo. Długo tam nie byłam, trzeba nadrobić stracone treningi. Zaparkowałam na parkingu przed galerią i ruszyłam szybkim krokiem do sali treningowej. Otworzyłam szklane drzwi i zobaczyłam jak nasza cała paczka trenuję. Po cichu na paluszkach przeszłam koło nich dziwne, że nawet mnie nie zauważyli, i usiadłam na ławce, patrząc na ich zacięty trening. Jerry bardzo dobrze radzi sobie z Bo. Milton rozwala już 5 desek a nie 2. Grace jak to Grace we wszystkim sobie dobrze radzi. Tylko jedno mnie zasmuciło. Eddie. Coś złego się z nim dzieje. Kiedyś chodził zapalony na treningi, ale od czasu pogrzebu moich rodziców [ominęłam ten temat bo nie wiedziałam jak go opisać] jest jakiś przygaszony. Nie wiem co się dzieje. Po 10 minutach przyszedł Rudi i ogłosił koniec ich treningu. Odwrócił się w moją stronę i krzyknął jak baba:
- Kim chcesz żebym zawału dostał przez ciebie?! - całą wypowiedź przepiszczał jak mała dziewczynka.

- Hahahhah Rudi. Twoja mina bezcenna. - zwijałam się ze śmiechu tak samo jak reszta. Otarłam łzy śmiechu i powiedziałam - Nie po prostu przyjechałam.
- Aha, dobrze Kim bo jest sprawa.
Zaczął opowiadać mi o .......

+++++++++++++++++++++++++++++

Matko tak bardzo as przepraszam. Nie wiem co się ze mną ostatnio dzieje. Mam takiego lenia, że aż szkoda gadać. Tak więc oto rozdział. Wiem, że jest strasznie krótki ale nie mam weny jak ostatnio. Mam nadzieję, że się podoba, bo następny będzie dopiero pod koniec sierpnia, bo wjeżdżam. I nie wiem czy będę miała dostęp do internetu. Tak więc informuję was od razu. Pozdrawiam Anna.

Czytasz + Komentujesz = Motywujesz !!
 

niedziela, 27 lipca 2014

Coś wspaniałego.

Witam kochani. Dodaję ten post ponieważ wybiło nam ponad 4 tysiące wyświetleń.Naprawdę coś wspaniałego. Bardzo mnie to cieszy. Zakładając tego bloga, myślałam, że nikt nie będzie chciał go czytać. Ale najwidoczniej się pomyliłam. Bardzo, ale to bardzo cieszę się z tego. Przepraszam, że nie dodawałam rozdziału bo byłam na wyjeździe, ale w przyszłym tygodniu powinien się pojawić. Pozdrawiam Anna <3

czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 17 "Tak bardzo tęskniłam"

Notka pod rozdziałem. Proszę o jej przeczytanie. 

I oto rozdział 17. Zapraszam do czytania. Dedukuję go wszystkim czytelnikom i komentatorom :D

(....) - myśli bohaterów

[....] - moje komentarze :D

*KIM*

Poczułam jak ktoś obejmuje mnie w tali. Odwróciłam się, a tam zobaczyłam....

Zobaczyłam Noah, który śmieje się głupkowato. Wzięłam drewnianą łyżkę, na której znajdował się sos i pacnęłam go w nos. On się skrzywił i starł go palcem. Odebrał od mnie przyrząd i spróbował sosu pochylając się nad mną.
- Mmmm pycha. - powiedział - Aczkolwiek dodał bym jeszcze trochę pieprzu.
- Ok. - przytaknęłam i dodałam szczyptę przyprawy - A teraz spróbuj. - nabrałam potrawy na łyżkę i włożyłam mu ją do ust.
- Teraz idealnie. - zaśmialiśmy się.
Usłyszałam, że drzwi wejściowe się otwierają. Nie przejęłam się tym zbytnio, tylko się odwróciłam w stronę płyty indukcyjnej. Zamieszałam jeszcze sos i sprawdziłam makaron. A Noah cały czas trzymał mnie w pasie. Szczerze mówiąc mi to tam nie przeszkadza. No co? jest moim kuzynem, jesteśmy dla siebie jak rodzeństwo. Jeśli pomyśleliście, że nas powaliło tym zachowaniem, to was na maxa głowy rozbolały! 
- Noah, odlej makaron. - zarządziłam.
- Muszę? - spytał. No cóż pora to przyznać. Mój kochany "braciszek" to straszny leń. gdybyście byli w jego własnym pokoju, widok zwalił by go z nóg. Istna Stajnia Augiasza. Bynajmniej opisuje to co widziałam po ostatniej wizycie u niego w  Nowym Jorku. No cóż musiał przebyć bardzo długą podróż, aż tutaj, do Seaford które znajduje się w Angli.
- Tak musisz i bez gadania. Ręce ci chyba jeszcze nie uschły. A jeśli nawet to nie masz wyboru po jeśli tego nie zrobisz nie dostaniesz obiadu.
- Co jak to nie dostanę obiadu? Nie zrobisz mi tego!! 
- A właśnie, że zrobię. - powiedziałam i spojrzałam na niego triumfalnie. Chyba nie wspomniałam jeszcze, że Noah to straszny żarłok. Zabił by za jedzenie.  Np. gdy jesteśmy już godzinę po obiedzie to mu jeszcze mało. Wcina przez cały czas. Nie ma umiaru. A najlepsze jest to, że wcale nie tyje. I ja się siebie pytam gdzie on to wszystko mieści?! Jedno jest pewne. Ma przyśpieszony metabolizm, skurczybyk!!  Bo mojej oto jak zacnej analizie, Noah już dawno odlał makaron i nałożył go na talerze.
- Noah masz o jeden talerz za mało. - powiedziałam
- Ale dla czego przecież jest nas czwórka. Ty, Van, Ben i ja. - wyliczył
- Nie bo mieszka z nami od poniedziałku jeszcze mój przyjaciel, Jack. 
- Aha to było tak od razu. - powiedział i sięgnął do szafki po jeszcze jeden talerz i nałożył na niego makaron. - Już.
- Dzięki. - powiedziałam i zaczęłam polewać sosem kluski.
- Noah, posyp to serem.
- Jasne.
Do kuchni wparował Ben. Wdrapał się na krzesło przy wyspie kuchennej i dorwał swój talerz z motywem Kubusia Puchatka. On wie jaki jest jego.
- Mjoge widjelec? - spytał.
- Jasne. - odparł Noah. Ben chyba go nie zauważył bo od razu zerwał się z swojego miejsca i rzucił się na kuzyna.
- Noah, Noah psyjechał. - krzyczał tak głośno, że do kuchni zleciała się reszta. Van stała jak wryta. No czego się dziwić bo przez 3 lata się nie widzieli. Ostatni raz było na jego 16 - stce. Noah jest od mnie o rok starszy ale to taki mały szczegół. Wracając do tematu, nie widzieli się tak jak wcześniej wspomniałam przez 3 lata bo Vanessa tydzień po tym wydarzeniu dostałam rolę w serialu "Słodkie Kłamstewka".  Gdy Noah posadził Bena znów na jego miejscu, Van wpadła w jego ramiona. Jedna samotna łza spłynęła po jej policzku. Widać, że bardzo za sobą tęsknili. Wyściskali się chyba po wszystkie czasy, aż oderwali się od siebie.
- Tak bardzo tęskniłam. - powiedziała.
- Ja też Van, nawet nie wiesz jak bardzo. - podeszłam do nich i wcisnęłam się do ich uścisku.
- Tak bardzo za wami tęskniłem. - powiedział i pocałował mnie w policzek. Nie zauważyłam, że jedna miska znikła z blatu. To oznaczało tylko jedno. Jack. Jack to wszystko widział i nie wiem co sobie pomyślał. Szybko wyszłam z kuchni i poszłam do salonu ale tam go nie było. Jego dotychczasowy pokój. Nic. Inne pokoje. Nadal nic. Nagle przyszło mi coś do głowy. (Pokój muzyczny) Wbiegłam do mojej garderoby jak szalona. Zauważyłam, że moje sukienki, które ukrywały drzwi były rozsunięte. Weszłam do środka i zobaczyłam jedzącego w samotności chłopaka, który siedział sobie na fotelu i nad czymś zawzięcie myślał.
- Nad czym tak dumasz? - spytałam i dosiadłam się do niego.
- Kim, nie rób ze mnie idioty dobrze. - rzucił oschle.
- Jack o co ci chodzi?
- O co mi chodzi? Ty się jeszcze pytasz. Widziałem was po powrocie do domu. Widziałem jak cię obejmował. Jak z nim flirtowałaś. Nawet pewnie nie zauważyłaś tego, że na was patrze. I jeszcze ten buziak. To przelało czarę. Rozumiem to jest twój chłopak. -  opowiadał cały czas ciągnąc się za jego piękne włosy.Po jego wyrzucie zachciało mi się śmiać.
- Jack hahahaha ty na prawdę myślisz, że hahahah mnie coś łączy z Noah? - powiedziałam śmiejąc się.
- A tak nie jest. - wyrzucił.
- Nie, nie jest. I po co ta cała scena zazdrości?
- Jaka scena zazdrości.
- Dobra mniejsza. Noah to mój kuzyn. I nic mnie z nim nie łączy. Jedynie to, że jesteśmy dla siebie jak rodzeństwo. - skończyłam tak jakby się tłumaczyć, a on uderzył się z otwartej dłoni w czoło.
- Matko ale ja jestem głupi. - westchnął.
- Nie przeczę. - zaśmiałam się.
- Toś ty taka. - odłożył już pusty talerz na stolik przed nami i zaczął się do mnie zbliżać. 
- Jack co ty chcesz zrobić? - powiedziałam, byłam przerażona.
- To. - powiedział i ............

******************************************************************************************
Witam miśki. I jak wam się podoba rozdział 17 bo mi bardzo. Proszę o szczerą opinię, którą zostawcie w postaci komentarza. Jedna rzecz bardzo mnie smuci. I to jest właśnie sprawa komentarzy. Jeśli przeczytaliście jaki kol-wiek rozdział napiszcie coś w komentarzu. Nawet ta denną kropkę, ale żeby był. Bardzo mi zależy na waszej opinii. Przyjmuję krytykę, ale dobre słowo też się przyda. :D 
Już nie długo next <3
Czekajcie cierpliwie i pamiętajcie:

Czytasz + komentujesz = Motywujesz <3 !!

niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 16 "Boimy się ciebie"

I oto rozdział 16. Zapraszam do czytania. dedukuję go wszystkim czytelnikom i komentatorom :D

(....) - myśli bohaterów

[....] - moje komentarze :D

*KIM*

O matko co ja mam na twarzy?!! Czy to bita śmietana?? Nie tylko nie bita śmietana!! Mam całą twarz w tym i rękę. Słyszę śmiechy przy wyjściu z pokoju. Podążam wzrokiem za dźwiękiem, i zobaczyłam tam moją kochaną super trójkę. Czyli Van, Bena i Jacka.
- Z czego się tak śmiejecie??
- Bo .... bo..... bo ty - moja siostra nie potrafiła wydobyć z siebie ani jednego słowa.
- Jak nie chcecie gadać, to ja wam coś teraz powiem. Zemszczę się. Więc lepiej przez następny tydzień śpijcie z otwartymi oczami bo na pewno tego gorzko pożałujecie. - powiedziałam to poważnym głosem, a potem skierowałam się do mojego pokoju. (Jak oni mogli? Mają tupet. Pfff. Niech lepiej śpią z otwartymi oczyma. Z Kim Crowford się nie zaczyna. Oni nawet nie wiedzą co ich czeka) Weszłam na początku do łazienki zmyć przysmak z mojej twarzy i rąk. Wytarłam się ręcznikiem i ruszyłam do garderoby. Wybrałam czerwone obcisłe rurki, krótką bluzkę z napisem "Simple" i vansy z motywem galaxy. [Ben plecaka] <-- {kliknij} I znów wróciłam do łazienki. Wzięłam ciepłą kąpiel w olejku arbuzowym (Moim ulubionym). Po 15 minutach relaksu wytarłam moje nagie ciało ręcznikiem i ubrałam się w prędzej wybrany zestaw. Nie robiłam sobie dzisiaj dość mocnego makijażu. Tylko wy-tuszowałam rzęsy czarną maskarą i musnęłam usta brzoskwiniową szminką. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie musli z jogurtem, dodałam do niego trochę borówek i malin. Wzięłam miskę i usiadłam na wyspie zajadając się przysmakiem. Banda wspaniałych nie schodzi na dół. (Dziwneee. Czy aż tak się przestraszyli??) Odłożyłam już opróżnioną miskę do zmywarki. Postanowiłam pojechać w pewne miejsce. Wzięłam kluczyki od domu i mojego cudeńka. Krzyknęłam:
- Wychodzę! Nie czekajcie na mnie z obiadem, bo zjem coś na mieście. - odpowiedziała mi jedynie głucha cisza. (Chyba naprawdę się fochneli.) Wsiadłam do mojego auta i odpaliłam silnik. Włączyłam radio. Wsłuchiwałam się w każdy utwór jak zaczarowana. Dojechałam w upragnione miejsce. Wjechałam w małą drużkę prowadzącą do lasu zaparkowałam i wyszłam z auta. Ruszyłam do upragnionego miejsca.  Przeprawiłam się przez krzaki i osiągnęłam swój cel. Jestem na klifie przy plaży. Nikt o nim nie wie bo trudno się na niego dostać, a najwyraźniej ja odkryłam jako jedyna drogę do tego miejsca. Już mogę chyba to nazywać "moim klifem". Usiadłam przy krawędzi. I zaczęłam rozmyślać nad moim życiem. Co tak naprawdę podkusiło Brody'iego do zerwania ze mną? Naprawdę byłam tego ciekawa.  Czy poradzimy sobie po śmierci rodziców? Ale jestem w 100% pewna, że nigdy, ale to nigdy nie wyprzemy się rodziny. Czy czuję coś więcej do Jack'a niż przyjaźń? Na pewno, ale czy to nie niszczyło by naszej znajomości. Myślałam tak i myślałam od ponad 3 godzin. Zanim się spostrzegłam była już 14. Przyszedł czas wracać do domu. Wróciłam tą samą drogą do auta i pojechałam do domu. Właśnie parkowałam samochód przed domem, gdy dostrzegłam czarne lamborghini zaparkowane na naszym podjeździe.
A wysiadał z niego nie kto inny  jak Noah.[Już dodany został do bohaterów.] Mój kochany kuzyn. Jestem z nim bardzo blisko można by rzec, że jesteśmy dla siebie jak rodzeństwo. Zaparkowałam szybko mojego skarba wyskakując z niego i podbiegając szybko do kuzyna. Rzuciłam się na jego plecy. A on wziął mnie na baran i zaczął się okręcać w okół własnej osi krzycząc:
- Kimiiiii!! - postawił mnie na ziemi i dodał - Tak bardzo tęskniłem. - objął mnie ciasno swoimi ramionami.
- Ja też Noah, ja też. - wtuliłam się w niego, a on zacieśnił uścisk. - Yyyy, Noah dusisz.
- Oooo, tak przepraszam. 
- Trochę przypakowałeś, co?? - zapytałam go, bo coś czułam, że tak. 
- No a co.
- Bo ty. Taki mój kochany Noah, ciamajda i nieśmiały, zmienia się w mężczyznę. - udałam że łkam.
- Oj Kimi, Kimi, Kimi. Ty to się nigdy nie zmienisz co?
- No nie. - gdy to powiedziałam od razu wybuchnęliśmy śmiechem.
- Choć do środka, a nie tu tak stoimy. Bierz walizkę, o ile jej nie zapomniałeś?
- Mam ją, nie bój się.- podszedł do bagażnika i wyciągnął swój bagaż. Weszliśmy do domu, a tak zastaliśmy głuchą ciszę.
- Nie no nie znowu. - mruknęłam pod nosem. - Halo, jest tu kto??!!! - wydarłam się, ale i tak nikt nam nie odpowiedział. Obejrzałam się za siebie i Noah też zniknął.
- Noah??
- Tu jestem. - usłyszałam głos z salonu więc tam ruszyłam. Zobaczyłam, że trzyma w ręku jakąś karteczkę.
- Co to?
- Proszę. - powiedział i podał mi karteczkę, a na niej było napisane:

Kim

Pojechałam wraz z chłopakami po zakupy powinniśmy wrócić za około godzinę. Bo wiesz jak to z Benem bywa :D
                                                                      Kocham cię, Van XXX
P.S. Boimy się ciebie.

Gdy przeczytałam to ostatnie zdanie omało co nie pękłam ze śmiechu tak samo jak Noah. Opadliśmy na kanapę i wytłumaczyłam mu o co chodzi z tym całym "Boimy się ciebie"
- A potem zagroziłam im, że się zemszczę i lepiej żeby spali przez następny tydzień z otwartymi oczami. - zakończyłam opowieść śmiejąc się cały czas. 
- Naprawdę?? O matko, to mają przesrane. Pamiętam jak ja ci kiedyś zrobiłem kawał gdy byłaś u nas na noc. To było dobre.
- Tak i miałam niebieskie włosy przez cały  miesiąc - dodałam już trochę wkurzona.
- No, wieź. Przyznaj, że to było śmieszne.
- No bobra było - powiedziałam dość wesołym głosem.
- Ale moja zemsta to było coś. Przykleiłam ci rękę do twarzy. I żaden rozpuszczalnik nie rozwiązywał działania tego kleju. Ile chodziłeś tak z tą ręką?? - zapytałam go
- Z 2 tygodnie - mruknął i następnie wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
- To było dopiero dobre mój kochany.
- Tak prawda. Więc radzę im się mieć na baczności.
- Noah idź wybierz sobie jakiś pokój gościnny ok?
- Jasne. - powiedział i wziął swoją torbę z przedpokoju i wbiegł na górę. Ja postanowiłam zrobić obiad. Postanowiłam na spaghetti. Wiem, że Noah je uwielbia, tak samo jak i reszta, w tym ja. Wstawiłam wodę na makaron, a potem zajęłam się mięsem i sosem. Poczułam jak ktoś obejmuje mnie w tali. Odwróciłam się, a tam zobaczyłam....

*************************************************************************
No cześć miśki. To ja Ana i prezentuję wam rozdział 16. Jak wam się podoba bo wmiarę. Bo mógł być lepszy. Tak więc proszę o zostawienie swojej opinii w komentarzu. Przyjmuję krytykę, ale dobre komentarze też są mile widziane. ;D Pozdrawiam was wasza Annabeth :D
Dawniej Wikusia Howard.

Czytasz + Komentujesz = Motywujesz ;D

P.S. Zakochałam się w tej piosence:

                                                                                

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 15 "Co to ma znaczyć!!"

I oto rozdział 15. Zapraszam do czytania. dedukuję go wszystkim czytelnikom i komentatorom :D

(....) - myśli bohaterów

[....] - moje komentarze :D

Jack zaproponował wieczorek filmowy. Zorganizowałam przekąski. Oglądaliśmy do 1 w nocy filmy gdy nagle.....


Do pokoju wleciała jak burza Van. Włosy miała po układane chyba na wszystkie strony świata. Po prostu wyglądała jak czarownica. Zaczęliśmy się śmiać i nie mogliśmy przestać.
- Van hahahahahha jak ty wyglądasz.
- Co?? Ja??
- Tak ty idź do lustra w garderobie i zobacz.
Poszła do garderoby i krzyknęła.
- Matko. Wyglądam jak czupiradło.
I nie zauważyliśmy jak do pokoju wpadł Ben.
- Potwul psysedl potwul.!!!! AAAAA ON MJIE ZJE!!!! AAAA. - krzyczał a po chwili zaczął Van okładać misiem. - A mas ty zly potwoze tym jaziem mjie nje dosniajeś. A maś ty paskiudo !!! - nawalał misiem ją przez cały czas. A ja i Jack normalnie nie wytrzymaliśmy ze śmiechu. Van krzyczała, że ma przestać. Ale Ben nic sobie z tego nie robił. Podbiegłam do malca i wzięłam go na ręce tłumacząc, że to tylko Van. A malec powoli się uspakajał.
- Już ciszko. - szeptałam mu do uszka.
- Van proszę cię ogarnij się i idź do łóżka.
Przytaknęła w zgodzie i poszła do swojego pokoju.
- Jack ja idę uspać Bena. Jak chcesz to się już połóż.
- Ok.
Ruszyłam z zasypiającym Benem do jego pokoju.
- Kimi ...
- Tak kochanie - odpowiedziałam mu w tym samym momencie, gdy otwierałam drzwi. Podeszłam do jego łóżka i położyłam go na nim i przykryłam go kołdrą. 
- Mjoge sie cjoś spitać?
Usiadłam na skraju łóżka.
- Mówkaj.
- A ci ty i Jack jestescie jaziem.
- Nie kochanie znamy się zbyt krótko.
- Sikoda.
Zaśmiałam się i położyłam koło niego na drugiej stronie łóżka.
- Choćkaj tu do mnie ty mój mały brzdącu.
Ben podniósł się i przeczołgał się do mojego ciała wtulając się mocno. A ja jak opiekuńcza siostra przytuliłam go bardzo mocno. Malec powoli zasypiał a ja rozmyślałam nad tym co teraz będzie, gdy już przy nas nie ma rodziców. Czy sobie poradzimy?? Tego nie wiem. Jedynie ten na górze wie czy damy radę. Jak na razie trzeba mieć nadzieję. A ona umiera ostatnia. Zanim się zorientowałam Morfeusz porwał mnie do swojej krainy.

*Jack*
Obudziłem się około 8. lecz nie chciało mi się wstawać. Przekręciłem się na drugi bok z zamiarem objęcia Kim. Jednak jedyne co mogłem w tym momencie objąć to puste miejsce na łóżku. Zadałem sobie jedno pytanie.
Gdzie do jasnej cholery jest Kim?? Zerwałem się z łóżka jak poparzony. Zacząłem panikować. A jak sobie coś zrobiła?? A jeśli ją ktoś porwał?? Ta, jasne, Jack. Stuknij się lepiej w głowie. Przecież ona w nocy poszła odprowadzić Bena do łóżka. A najwyżej nie wróciła do mnie, tylko została z bratem. Co za cymbał ze mnie. (I ty śmiesz się nazywać Bogiem) - odezwał się jakiś głosik w mojej głowie. 

- Oj zamknij się. - warknąłem.
Uspokoiłem się i wyszedłem z pokoju wyznaczając trasę do królestwa malca. Otworzyłem drzwi a tam zastałem najsłodszy widok na świecie. 
Malutki Ben wtulający się w pierś Kim, która obejmowała go ciasno ramieniem. No nie mogłem się powstrzymać od strzelenia im fotki. usiadłem na łóżku i wlepiałem gały w ekran mojego telefonu do momentu jak  zorientowałem się, że ktoś stoi za mną. Odwróciłem się i zobaczyłem tam Bena.
- Cześć młody. - przywitałem się. 
- Cjeść Jack. - powiedział nieśmiało, zasłaniając twarz roczkami. (Matko jaki on słodki). Wziąłem go na ręce i posadziłem go na moich kolanach buzią do mnie.
- Ben...
- Tjak 
- Chcesz zrobić kawał Kim.
Pokiwał główką w zgodzie.
- To potrzeba nam bitej śmietany, piórka i Van.
- Aje pjio cjio ci Van??
- A kto uwieczni ten moment??
- Aaaa to chjoć Jack. Sibko. - zeskoczył z moich kolan, łapiąc mnie za rękę i ciągnął w stronę pokoju Van. Otworzył drzwi z takim  hukiem, że dziewczyna spadła z własnego łóżka. (Matko, skąd w nim tyle siły??) Zadałem sobie to pytanie. 
- Matko, pali się czy co!! - wydarła się Vanessa.
- Nie tyko chcemy zrobić Kim kawał a ty jesteś nam potrzebna. - wypaliłem prosto z mostu.
- Po ciul?? - zapytała.
- No przecież ktoś to musi nagrać nie??
- Dobra, niech ci będzie ale za to przez cały dzień gotujesz.
- Ok. Mi taki układ odpowiada. Ale nie będę cały czas tyrał.
- Pożyjemy zobaczymy. - mruknęła pod nosem, w czasie, gdy wyciągała kamerę z futerału.
- Słyszałem - powiedziałem wpatrując się w zdezorientowanego Bena.
- Yyyy, cioooo?? - wypalił.
- Nic, nic - powiedziałem, czochrając jego brązowe włoski. 
- Gotów?? - spytała.
- Tak. - mały stanął na baczność i zasalutował. Szeroki uśmiech wtargnął na moje usta.
- Jep. - odpowiedziałem. - Nie zwlekajmy z tym za długo bo się jeszcze nasza Kimcia obudzi i będzie po zabawie. Ben idź do kuchni po bitą śmietanę. - gdy skończyłem wypowiadać ostatnie zdanie on wybiegł jak burza. I po niespełna 5 minutach był już przed pokojem Bena, w którym spała dzisiejszej nocy, gdzie na niego czekaliśmy. 
- Gotowi?? - zapytałem
- Jak nigdy. - odpowiedziała Van, a Ben tylko przytaknął.
Weszliśmy po cichu do pokoju. Ben po cichu wdrapał się na łóżku z bitą śmietaną w tym samym czasie, gdy Van już zaczęła kamerować. Stanąłem po tej stronie łóżka, gdzie leżała Kim. Dałem znak Benowi, aby zaczynał. Wziął rękę Kim i położył ją delikatnie na materacu. Otworzył bitą śmietanę i zaczął ją wydobywać na kończynę dziewczyny, podjadając przy okazji.
- Jus - powiedział.
Ja powoli nachyliłem się nad śpiącą królewną i połaskotałem ją, prędzej wziętym piórkiem z biurka Bena, po nosie Kim. Dziewczyna uniosła rękę z bitą śmietaną i przejechała nią po całej twarzy. Odszedłem od łóżka, cały rozbawiony. Ben i Van nie mogli powstrzymać śmiechu podobnie jak ja. Dziewczyna otworzyła oczy i usiadła na łóżku i przejechała jeszcze raz tą samą ręką po twarzy. Spojrzała na nią i wykrzyknęła:
- Co to ma znaczyć!! - oho Kim jest wnerwiona to nie wróży nic dobrego.
C.D.N.

*********************
Hejki miśki. Witam was po dość długiej nieobecności. A więc jak wam się podoba rozdział bo mi tak nie za bardzo. No ale żeby wam się podobało.
Liczę na szczere komentarze. Przyjmuję krytykę, ale pozytywna opinia też jest mile widziana.

Pamiętaj!!

Czytasz + Komentujesz = Motywujesz :D









środa, 21 maja 2014

Ogłoszenia parafialne.

Witam was kochani po mojej dość długiej nieobecności. Mam dla was dobrą i złą wiadomość. Zacznę od tej złej. Postanowiłam wrócić na tego bloga dopiero w lipcu. Tak wiem, że to szmat czasu. No, ale cóż jak mam podciągnąć oceny to trzeba się poświęcać. A dobra jest taka, że wraz z moją koleżanką postanowiłam założyć nowego bloga. Pytanie: O czym?? A o (werble proszę)...... o Zayn'ie Malik'u. Tak o tym z 1D. To dość nietypowa historia. Ale myślę, że się wam spodoba. Tak więc zapraszam do czytania. 

LINK: http://twolifesonegonepl.blogspot.com/2014/04/prolog.html


piątek, 11 kwietnia 2014

Rozdział 14 "SweetFocie"

I oto rozdział 14. Zapraszam do czytania. dedukuję go wszystkim czytelnikom i komentatorom :D
Zapraszam do czytania :

(....) - myśli Kim
[....] - moje komentarze :D

Van zrobiła nam jeszcze jedno zdjęcie gdy nagle....


Gdy nagle obudził się Ben i zaczął biegać po całym pokoju krzycząc:
- Potwul ...... pan Potwul....... on tu jest i mnjie zje ...... !!!!!!!!!!!! - wybiegł z pokoju. My czyli Van, Jack i ja mieliśmy miny typu pokerface ale potem nie wytrzymaliśmy i laliśmy ze śmiechu. 
- Dobra kochani ja idę szukać naszego urwisa nie wiem jak wy :D
- Ja idę się ogarnąć i coś zjeść. Kim??
- Hmm??
- Mogę skorzystać z mojej łazienki bo masz zajebistą wannę??
- A co ja Karitas Polska??
- No prosie? - i zrobił maślane oczka jak ze Schreka. 


(Matko ale on słodko wygląda. )- pomyślałam. było trudno mi się ich oprzeć ale uległam.
- No dobra, dobra tylko tak na mnie nie patrz.
- Dzięki Kimcia. - powiedział i dał mi całusa w policzek.
Szukałam Bena po całym domu, a moja kochana siostrunia nawet nie raczyła dupy ruszyć i mi pomóc. Od razu rozsiadła się na kanapie i oglądała TV.
- Może mi pomożesz??
- Nie mam ochoty. I źle się czuję.
- Co znowu robiłaś, że źle się czujesz. - tak to moja wan, niezdara do potęgi entej i schorowana na każdym kroku.
- Bziusio mnje boli mamo.
- No dobra.
Poszłam do kuchni i wyjęłam z apteczki Nospe i nalałam naszemu chorlakowi wody do szklanki. Z korytarza zgarnełam jeszcze jakiś koc. 
- Masz tutaj tabletkę i popij ją wodą. - powidziałam a potem przykryłam ją kocem.
- Dzięki mamusiu. - odpowiedziała mi jak małe dziecko.
- No jak widać to teraz ja będę pełnić funkcję mamy.
- A ja taty. - zażartowała :D
Zaśmiałyśmy się razem.
- Dobra ty mój kochany "mężu" - zrobił cudzysłów - Idę szukać naszej zguby.
- Idź, idź.
Ruszyłam w stronę mojego pokoju. Nie sprawdziłam jednego miejsca. Sekretnego pokoju.  
Odsunęłam moje sukienki i weszłam do środka.[Do Narnii heh.] Zobaczyłam Bena siedzącego od fortepianem. Płakał i przytulał swojego misia.
  Podeszłam do niego i go przytuliłam. Wtulił się w moją pierś i zaczął znów płakać.
- Chce do mamy. - wyłkał
- Wiem kochanie, wiem. - powiedziałam i przytuliłam malca jeszcze mocniej. Kołysałam go żeby się uspokoił i powoli skutkowało. Po 15 minutach już był spokojny
- Mały chcesz pośpiewać.
- Tjak. - powiedział swoim słodkim głosikiem przy czym przecierał sobie piąstką oczy.
- A co??
- Carry on. Twoją piosenkę, djobzie?
- Dobrze. Tylko pójdę po gitarę.
Posadziłam Bena na fortepianie i podeszłam do stojaków z gitarami. Wzięłam moje czarne cudo. 



Usiadłam na stołku i zaczęłam brzdąkać pierwsze akordy. Rozpoczęłam pierwszą zwrotkę.

Włącz TO!!

There’s always gonna be some canyon in the way
   There’s always gonna be a river I cannot cross
   Somewhere along this path that’s chosen me
   I know I’m gonna fall down, feel lost, feel weak
   But wherever it leads… - Gdy był refren zaczęliśmy śpiewać razem.
No one said this would be ever be easy, my love
   But I will be your side when the impossible rises up
   We will travel this life well worn 
   No matter the cost, no matter how lost
   We will leave our footprints behind
   And carry on, carry on, carry on, carry on - Mały śpiewał carry on po 
swojemu ale co z tego to sprawiało, że jeszcze bardziej się uśmiechałam.
Dalej śpiewałam sama.

* Jack*

Wychodziłem właśnie z łazienki w pełni odświeżony, gdy usłyszałem 
anielski głos. Podszedłem do szafy a tam przeżyłem szok. Były tam drzwi. To z tond wydobywa się ta melodia. Ale przecież nigdy nie było tu tych drzwi. Uchyliłem je i co tam zobaczyłem po prostu ucieszyło mnie.
Kim grała na gitarze i śpiewała a Ben razem z nią.
Słuchałem jej aż do końca. Gdy zaśpiewała.
- Carry on. - zacząłem klaskać. Ona się spłoszyła i spojrzała w stronę 
drzwi.
- Jack? Co ty tu robisz?
- Matko ale ty pięknie śpiewasz. Jak anioł.
- Dzięki. A teraz możesz mi powiedzieć skąd się tu wziąłeś??
- Usłyszałem jak śpiewasz gdy wychodziłem z łazienki i przyszedłem. No to co masz tytaj taki swój sekretny pokoik tak?
- No tak wiem tylko o nim ja, Ben i teraz ty. Nawet Van o nim nie wie. Tylko obiecaj mi że nie powiesz jej o nim. Bo gdy ja miałam 15 a ona 19 lal oznajmiłam jej że już nigdy nie zagram i nie zaśpiewam i tak też się stało. Aż do tego momentu. Już całkiem zapomniałam jak to jest. Matko ale super wrócić znów do muzyki.
- No widziałem.
- A ty grasz?? Bo widziałam u ciebie w pokoju gitary.
- Tak gram. Mogę ci pokazać jeśli chcesz??
- Jasne weź wybierz sobie jakąś gitarę. - powiedziała i wskazał mi 20 gitar. Zrobiłem wielkie oczy. 
- WoW. Dziewczyno nawet ja nie mam tylu gitar co ty.
- No wybieraj.
- A mogę twoją??
- Nie za bardzo ma dla mnie bardzo dużą wartość sentymentalną??
- A dla czego??
- Bo dostałam ja kiedyś od przyjaciela, ale nie widziałam się z nim 3 lata. To dla tego porzuciłam muzykę. Razem graliśmy i śpiewaliśmy prawie cały czas. Aż do momentu gdy on zrobił wielką karierę a ja się wyprowadziłam i się już nigdy nie widzieliśmy kontakt się urwał. A odnośnie gitary to weź tą czerwoną albo granatową :D - posłała mi chyba z najpiękniejszych uśmiechów jak do tej pory.


Wziąłem granatową. Usiadłem na fortepianie obok Bena i zacząłem grać.


Gdy skończyłem kim rzuciła mi się w ramiona. I powiedziała
- To było piękne.
- Dziękuje. Ta piosenka była dla ciebie.
- Naprawdę dziękuję.- powiedziała i pocałowała mnie w policzek. A ben zakrył oczy rączkami mówiąc:
- Fuuuj.. Juz stalcy.
- Oj choć tu mały. - odstawiłem gitarę i wziąłem malca na rączki.
- Chyba czas się kąpać. - powiedziała Kim. Zabierając od mnie malca biorąc go na opa i wyszła z pokoju.
- Jack?? Idziesz bo chcę zamknąć??
- Tak, tak już idę.
*Kim*
Poszłam z malcem do jego łazienki. Wykąpałam go i przebrałam w koszulę w niebiesko - białą kratę, czarne rurki i małe skejty. Włosy zrobiłam na żel. poszłam z Benem do kuchni. Jack robił już śniadanie.
- Jack??
- Hmm...
- Zrobisz śniadanie Benowi idę się przebrać.
- Ok.
Ruszyłam do mojej garderoby. Wybrałam TO. I ruszyłam do łazienki. Po 15 minutowym prysznicu zrobiłam sobie makijaż i upięłam, włosy w wysoką kitkę. Poszłam do salonu a tam zastałam śpiącą Van. Nie chciałam jej budzić więc przykryłam ją jeszcze szczelniej i poszłam do kuchni. Zobaczyłam Jack'a który jeszcze paraduje w samych bokserkach. 
- Jack może być się w końcu ubrał??
Ruszył w stronę schodów i mruknął pod nosem.
- Już mamo.
- Słyszałam. - krzyknęłam.
- Co.... ale jak.... ty ... z .....tam ...tond - jąkał się w odpowiedzi.
- Idź już lepiej.
I zniknął.
- Ben masz może ochote iść na plac zabaw.
- Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak - krzyczał.
- No dobrze pójdziemy tylko nie krzycz bo obudzisz siostrę.
- Och psieplasiam.
- Nic nie szkodzi.
Nasz grecki bóg zawitał po 15 minutach ubrany w biały podkoszulek i koszulę w zielono - białą kratę, czarne rurki i skejty.
- Jack ubieraj się idziemy na plac zabaw.
- Spoko.
- Poczekajcie idę po torebkę i jeszcze coś.
- Ok ja ubiorę Bena.
Poszłam do pokoju po torebkę i lustrzankę. No co?? Przy okazji zrobimy sobie SweetFocie :D. Weszłam jeszcze do pokoju Bena po jego zabawki do piaskownicy i piłkę. Po 10 minutach znalazłam się na dole.
- Dobra chłopaki idziemy.
- Pilkaaaaa - krzyknął Ben i mi ją wyrwał tuląc się do niej i szeptając:
- Moja pila, moja pila i cie nie odjam.
- Tak Ben to twoja piłka i nikt ci jej nie zabierze.
Wyszliśmy trzymając się za ręce. Szłam po lewej stronie Bena a Jack po prawej. Ben marudził jak to go nogi bolą. Dlatego Jack wziął go na barana. Doszliśmy na plac po 15 minutach. Malec od razu pobiegł do piaskownicy biorąc zabawki. My poszliśmy usiąść na ławce.
- Kim??
- Hmm...
- Co wzięłaś??
- A.. Lustrzankę. Może porobimy sobie zdjęcia.
- Jasne czemu nie.
Robiliśmy sobie zdjęcia od 30 minut Ben podchodził do nas żeby poinformować nas że jest cały czas w piaskownicy. Zrobiliśmy chyba z 30 zdjęć ale najbardziej spodobały mi się 2 zdjęcia. To gdy się huśtam i to gdy skacze z murku.



Razem z Jack'iem mieliśmy taki ubaw ale musieliśmy już wracać. Poszliśmy po Bena.
- Ben choć idziemy.
- Już.
Pozbierał zabawki i uszyliśmy w stronę domu gdy Jack wpadł na pomysł żeby iść na lody. Zgodziliśmy się. Doszliśmy do budki. Ja wzięłam 3 gałki tak samo jak Jack, a Ben dostał tylko jedną żeby nam się nie pochorował. Wróciliśmy do domu tak ok.6 wieczorem. O matko na placu byliśmy 4 godziny. WoW podziw.. Ben był już zmęczony i nie mógł iść do pokoju o własnych nogach dlatego Jack go zaniósł po 5 minutach wrócił i oznajmił ze zasnął. Poszliśmy do mnie do pokoju. Jack zaproponował wieczorek filmowy. Zorganizowałam przekąski. Oglądaliśmy do 1 w nocy filmy gdy nagle.....

++++++++++++++++++
Cześć miśki to ja Wika i mam dla was nowy rozdział. Tak wiem ze blog jest zawieszony ale nie mogłam sie powstrzymać przed dodaniem tego rozdziału. Blog nadal będzie zawieszony ale rozdział jest :D

Pamiętaj:

Czytasz + Komentujesz = Motywujesz :D !!



czwartek, 10 kwietnia 2014

Sorry bardzo sorry ale....

Sorry bardzo sorry kochane, że tak musiało się stać. Otóż zawieszam bloga na miesiąc. Mam teraz masę rzeczy na głowie. Testy kwalifikacyjne do gimnazjum a staram się aby dostać się do klasy o profilu biologiczno - chemicznym więc bądźcie wyrozumiałe. Kocham was ale zrozumcie. Rozdział pojawi się dopiero gdy ogarnę to wszystko. Kocham was i jak na razie to papa :( 


                                                                                                              Wasza Wika <3 :*

czwartek, 27 marca 2014

Odskocznia. :D - Rozdział 1 cz. 1

No to odskoczni autorstwa Patty Howard nadszedł czas. :D


Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w odległej, aczkolwiek pięknej, uroczej krainie zwanej Seaford, żyli sobie król i królowa. Para była młoda i piękna. Darzyła się nawzajem ogromną miłością, której owocem był uroczy chłopiec imieniem Jack. Mijały lata. Chłopczyk rósł, otoczony szczęściem i miłością rodzinną, z dnia na dzień stając się piękniejszym niż kwiat róży. Ciemne, kasztanowe włosy delikatnie opadało na idealnie proporcjonalną twarz, a rozwiana grzywka przykrywała niewysokie wówczas czoło. Całości dopełniały śliczne, odziedziczone po matce oczy w odcieniu mlecznej czekolady, okolone gęstymi, czarnymi jak smoła, długimi rzęsami, dodając umięśnionemu szesnastolatkowi uroku. Czas sprawił, iż młody, rządny przygód książę, stał się ulubieńcem poddanych, którzy czcili go i szanowali jak bóstwo potężne i dobre. Mijały lata. Król i królowa starzeli się z każdym dniem, a siły przydatne do władania krainą, stopniowo zanikały. Pewnego słonecznego dnia, król Filip, ojciec siedemnastoletniego Jack'a, postanowił wydać huczną ucztę, na której nie zabrakło ludzi ważnych i mniej ważnych, poddanych oraz zaufanych przyjaciół.
- Zebraliśmy się tu, gdyż pragnę ogłosić swoją abdykację. - odparł melancholijnym głosem król. Zapadła cisza. Goście struchleli, nie śmiąc wydobyć z siebie najmniejszego dźwięku. Szmer oddechowy zamilkł, a oczy nie ważyły się mrugnąć ni razu.
- Królu! Ale jak to! - oburzył się Teodor, najlepszy przyjaciel ojca młodego księcia.
- Pozwól mi dokończyć. - uciął król. - Mimo mojej abdykacji, nie zostawiam was samych. Pierwotnym dziedzicem tronu zostaje mój pierworodny syn Jack. - dodał mężczyzna, przeczesując gęste, ciemne włosy. Zapanowała wrzawa. Tryskający energią poddani, niemal natychmiast zabrali się do świętowania, polewając wino do kieliszków, umilając sobie czas kosztowaniem indyczego udka.
- To nie wszystko! - huknął król, uderzając ręką w stół, czym ponownie wywołał nieprzeniknioną ciszę. - Jack musi poślubić piękną królewnę, by móc objąć władzę. - sprostował Filip, przygaszając gorący entuzjazm, który objawił się wśród poddanych. 

- Kim jest ta szczęściara? - zapytał Teodor, jako pierwszy zabierając głos.
- To jedna z sióstr Crawford, jednak to Jack podejmie ostateczną decyzję, którą kobietę wybierze. - wyjaśnił król, gestem wskazując na towarzyszącego u jego boku syna.
- Oczywiście. - mruknął pod nosem Teodor. Uczta dobiegała końca. Goście rozeszli się do swoich posiadłości. W ogromnej sali pozostała już tylko królewska rodzina, Filip, Aurora oraz siedemnastoletni Jack.
TYMCZASEM W KRÓLESTWIE CRAWFORD' ÓW:
- Wyjeżdżamy! Lindsay, kochanie pakuj się!! - wrzeszczała Amanda, stawiając na nogi cały dwór. Jasnowłosa kobieta z hukiem biegała po zamku, poszukując walizek, do których jej córka Lindsay miała spakować wszystkie, niezbędne rzeczy, składające się z landrynkowych, różowych sukienek, sięgających kostek, wysokich szpilek oraz tony kosmetyków.
- Mamo! Jeszcze to! - pisnęła tleniona blondynka, wskazując na kilkanaście nowych strojów. Na zamku panował prawdziwy chaos.Dlaczego? Otóż, kilka dni temu, młoda wdowa wraz z córką Lindsay oraz pasierbicą Kimberly, otrzymała listowny nakaz stawienia się w królestwie Brewer'ów wraz z córkami, gdyż książę Jack z pośród jednej z pięknych dam, miał wybrać żonę. Królestwo Seaford słynęło z kosztownych kopalni diamentów, opływało w złoto i srebro, toteż Amanda nie mogła przepuścić tak doskonałej okazji, jednak na drodze została jej tylko jedna przeszkoda. Kim. Blondynka przewyższała Lindsay nie tylko urodą, lecz także dobrym sercem, poczuciem humoru oraz niezliczoną ilością talentów. Piękna Kimberly grywała na harfie, fortepianie, gitarze, pięknie tańczyła i śpiewała niczym Anioł zesłany z samych Niebios. Lindsay, w przeciwieństwie do przyrodniej siostry nie posiadała talentu muzycznego. Jedyne, co potrafiła zrobić, to perfekcyjnie nałożyć tapetę na twarz, używając obszernego zestawu. Na domiar wszystkiego, po otruciu Arnolda, ojca siedemnastoletniej Kimberly, wszystko znacznie się skomplikowało. Wprawdzie Lindsay została ogłoszona księżniczką, jednak ku zdziwieniu wszystkich, ojciec Kimberly pozostawił testament, którego treść jednoznacznie wskazuje na to, iż to Kimberly jest prawowitą następczynią tronu, jednakże obejmie władzę dopiero wówczas, gdy stanie na ślubnym kobiercu z mężczyzną, w którego żyłach płynie błękitna krew. Amanda nie mogła na to pozwolić, nie teraz, gdy natrafiła się ogromna szansa, by to jej ukochana, rozpieszczona córeczka przejęła władzę.
- Macocho, czy ja też mogę pojechać? - zapytała Kimberly, napotykając mknącą korytarzem Amandę... 


środa, 26 marca 2014

Rozdział 13 - Poszukiwania










Zaniosłam torby z zakupami do garderoby i poukładałam ubrania na swoje miejsca. Gdy wróciłam do pokoju zastałam tam......


Jack'a rozwalonego na całym moim łóżku. No cóż czego się dziwić prawie przez cały dzień był na nogach i jeszcze te zakupy. Współczuję biedakowi. No cóż mi pozostało niż położenie się koło niego. Ja sama jestem padnięta. Podeszłam do łóżka i po prostu opadłam na nie i zasnęłam w ekspresowym tempie. Jedyne co pamiętam ostatnie z tego dnia to to że Jack objoł mnie i przyciągnął do siebie.

Następnego dnia:

Obudziłam się tak gdzieś ok. 9. Obróciłam się na drugi bok i co mnie zdziwiło to to że przy mnie nie było Jack'a.   Spanikowałam i poleciałam od razu do kuchni. A tam moje obawy się potwierdziły. Nie było go. Co on uciekł czy co? Ale to był dopiero pikuś. A co mnie jeszcze bardziej zdziwiło  to to, że spałam w koszulce Jack'a. Ale przecież ja zasnęłam w ciuchach.Wyleciałam z kuchni jak strzała. Szukałam go wszędzie. W łazienkach, w pokojach gościnnych i naszych, garderobach i nawet zajrzałam do sekretnego pokoju. Ale nie sprawdziłam jednego pokoju. Pokoju Bena :D Ruszyłam w jego stronę. Weszłam i zobaczyłam przesłodki widok. Ben spał wtulony w Jack'a. I na odwrót. Nie chciałam ich budzić więc powoli się wycofywałam. Lecz przebudził się Jack.
- Kimcia choć do nas.
- Nie chciałam was budzić.
- No co ty?! Ben śpi jak zabity chyba od godziny.
- Ale jak to od godziny to on przedtem nie spał?
- Chodź tutaj to ci opowiem. I nie, nie obudziłaś nas :P
- No dobrze.
   Podeszłam do łóżka i położyłam się z drugiej strony malca. Ben wtulił się we mnie. Matko ale słodko.
- Tak więc to było tak. Słodko spałem w twoim łóżku. I obudziłem się tak ok. 3 w nocy i no normalnie rozebrałem się do bokserek i położyłem się dalej spać.
- No dobra. 
- Ok. Wtedy stwierdziłem, że nie będziesz spała w swoich ciuchach. Rozebrałem cię do bielizny [bez skojarzeń]. I założyłem ci moją bluzkę. A tak przy okazji seksowna bielizna.
Chciałam go walnąć ale bym wtedy też uderzyła Bena. I na dodatek zalałam się rumieńcem "Nie no Kim znowu" - pomyślałam.
- Zamknij się :D
- No dobra, dobra.
- Możesz kontynuować swoją historię.
- Ok. Tak więc położyłem cię spać a potem i ja usnąłem. Tak ok.7 przyszedł zapłakany Ben z misiem w rączce. Ja już wstałem więc wziąłem go na ręce i zaniosłem go do jego pokoju żeby cię nie budzić. Usypiałem go dobrą godzinę. Opowiadał że śniło mu się że pod jego łóżkiem śpi potwór który zjada niegrzeczne dzieci i to właśnie on czeka na niego. I się rozpłakał. Mówił mi że nic nie zrobił, że był grzeczny, że pan "Potwul" może się spytać ciebie czy nie broił. 
Śmiałam się pod nosem.
- I jeszcze kazał mi sprawdzić czy on nadal na niego czeka. Sprawdziłem i powiedziałem, pan "Potwul" już zniknął bo ty powiedziałaś mu przed tem jak się obudziłeś, że pomylił adresy. - gdy to mówił cały czas się śmiał.
Po tej opowieści sama się roześmiałam. Po 15 minutach obudził się nasz maluszek.
- Kim cio ty tu jobiś.
- A przyszłam zobaczyć czy już wszystko wpożątku.
- Dzjekuje ze psependzjilaś pana Potwola. On by mje zjdl.
- Nie kochanie. Pan Potwór pomylił adresy i już nie wróci.
Gdy to powiedziałam Ben od razu się we mnie wtulił. A Jack objął nas i co najlepsze zasnęliśmy. Jeszcze raz :D

+++ Oczami Van +++

 Wstałam dość wcześnie. Ruszyłam do kuchni i zrobiłam sobie sałatkę grecką. Zjadłam ja ze smakiem. Coś mnie niepokoiło. Było zbyt cicho, za cicho. Zerwałam się z miejsca i zaczęłam poszukiwania. Przeszukałam cały dom, ale bez skutku. Zaczęłam od pokoju Kim, ale jej tam nie było, nawet Jack'a. Byłam wszędzie, przeszukałam, każdy kont. Został mi jeszcze pokój Bena. Weszłam. A tam zobaczyłam przesłodki widok. Ben spał wtulony w Kim, Kim tuliła Bena, a Jack obejmował ich wszystkich. ,,TO BYŁO ZBYT PIĘKNE ŻEBY TO SIĘ KOŃCZYŁO WIĘC TRZEBA TO UPAMIĘTNIĆ :D" - pomyślałam. Szybko pobiegłam do swojego pokoju po aparat. Szukałam go wszędzie. Cały pokój przewróciłam do góry nogami. aż go wreszcie znalazłam. a gdzie byłą moja kochana lustrzanka? Na etażerce przy łóżku. Ja głupia nie zwróciłam na to uwagi. Wzięłam ją i pobiegłam do pokoju małego. Skradałam się jak ninja na paluszkach :D Gdy doszłam do łóżka zaczęłam pstrykać im fotki. Po chwili obudziłą się Kim. 

+++ Oczami Kim +++

Błysk... Błysk... Błysk...
Co się dzieje?? Co to za światło?? To na pewno nie sen? Już wiem. Flesz. Co flesz od aparatu? Otworzyłam oczy i co zobaczyłam? Moją siostre pstrykającą nam fotki.
- Van przestań. - powiedziałam.
Ale po czasie to po prostu mnie śmieszyło. Moja starsza siostra pstryka nam zdjęcia. O matko ale siara. Jak to wygląda :D Ale ona nie ustępowała.
- Van przestań już bo zaraz obudzisz resztę brygady.
- No dobrze. Ale MATKO jak wy razem słodko wyglądacie :D
- Mogę to sobie wyobrazić.
Van zrobiła nam jeszcze jedno zdjęcie gdy nagle....

+++++++++++++++++++++
Witam kochani to ja Wika i mam dla was nowy rozdział.
Przepraszam że nie było rozdziału ale muszę się uczyć do testów. Przepraszam. Rozdział mi się nie podoba uważam że jest za krótki. No ale coś muszę dodać tak więc proszę bardzo. Nastepny rozdział pojawi się za tydzień. Tak więc Pamiętaj:

CZYTASZ+KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!! :D 

niedziela, 23 marca 2014

Nowy prolog odskoczni :D

Kochani mamy nowy prolog odskoczni a kto go mi pomógł napisać ...... Nasza kochana Patty Howard. Tak więc oto i on:



On - prawdziwy ideał, nie do zdarcia. Przyjacielski, uczciwy, zabójczo przystojny. Zna swoje miejsce, swoją wartość. Jeśli kocha, to do szaleństwa. Szlachetny, kurczowo trzymający się zasad, mający własną, żelazną etykietę. Pewnego dnia wyrusz na łowy. Ta wyprawa zmieni jego świat...na lepsze.


Ona - piękna, delikatna księżniczka, zawsze lojalna do samego końca. Pewnego dnia świat wywraca jej się do góry nogami, staje w ruinach. Właśnie TO sprawia, że nie przestaje wierzyć w miłość, przestaje kochać, pragnąć kochać i być kochaną. Macocha staje się jej największym koszmarem. Staje się poddana złu, wypływającemu z jej serca, staje się więźniem własnej wieży, lecz w końcu wygrywa. Ucieka i spotyka jego...

poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 12 "ALE MY NIE JESTEŚMY RAZEM!! "

Simka misiaki to ja Wika i mam dla was nowy rozdział czyli 12. Dedykuję go wszystkim czytelnikom i komentatorom. Tak więc zapraszam <3 O to i on: 

Zbliżyliśmy się do siebie. Nasze usta dzieliła kilku centymetrowa szczelina, która tak chcę pokonać. Zaczęliśmy się do siebie niebezpiecznie zbliżać gdy nagle................





Gdy nagle drzwi od windy się otworzyły. a my oderwaliśmy się od siebie. Do windy wsiadł jakiś facet z aktówką, ubrany był w czarny garnitur a włosy miał ułożone na żel. Ja znowu przeklinałam tych którzy nam zawsze muszą przeszkodzić. I znowu musiałam zalać się rumieńcem ,, Naprawdę Kim, Naprawdę" - pomyślałam. Ruszyliśmy dalej. Gdy dojechaliśmy na 10 piętro wyszliśmy z windy i poszliśmy w stronę notariusza. Stanęliśmy przed drzwiami nr. 169.
- Gotowa?? - spytał mnie Jack.
- Z tobą zawsze. - odpowiedziałam mu.
Zapukałam i usłyszałam proste tradycyjne "proszę". Otworzyłam drzwi i zobaczyłam super wypasiony gabinet urządzony w nowoczesnym stylu. Za szklanym biurkiem na skórzanym krześle siedział facet ok 30.   Był ubrany jak chyba każdy w tej firmie notarialnej w czarny garnitur. Włosy miał "ulizane" i miał kozią bródkę. DZIWNEEEE. A teraz wrócimy do wystroju. Z boku pomieszczenia był widok na Seawford [nie wiem jak to się pisze] przez wielkie szklane okno. Przed nim stała wielka sofa w kolorze ekri [nie wiem jak to się pisze], i telewizor plazmowy chyba 45 calowy.  Przed biurkiem stały dwa fotele także w kolorze ekri.
- Kim choć.
Van wskazała mi fotel obok siebie a ja usiadłam. Jack stanął za mną i położył swoje ręce na moich barkach. Ja pogłaskałam jedną z nich. ,, Boże. Jak ja kocham gdy on mnie tak dotyka. Z taką czułością i delikatnością [bez skojarzeń] " - pomyślałam. Ale przecież my nie możemy być razem. Znamy się zaledwie parę dni a ja już zdążyłam się zakochać w moim przyjacielu.
Chyba mogę go już tak nazwać? Czuję jakbym znała go od najmłodszych lat. Ale co z tego gdy nic z tego nie pamiętam. Z transu wybudziła mnie Van pstrykając palcami przed moją twarzą.
- Kim ........ KIM OBUDŹ SIĘ !!! - wykrzyczała chyba na całe Seafword.
- CO?? Co się dzieje?? - spytałam zamulona.
- Kimcia pan Dymitr chce już zaczynać. - powiedział Jack
nachylając się do mojego ucha.
- Ale z was piękna para. - powiedział Dymitr.
Na te słowa od razu wzdrygnęliśmy się.
- ALE MY NIE JESTEŚMY RAZEM!! - wykrzyknęliśmy razem.
- A szkoda, szkoda.
Znów się zarumieniłam. ,, Rany boskie znowu!!" - przeklinałam się w myślach.
- No dobrze w takim razie przejdźmy do testamentu. - powiedział, a my skinęliśmy głowami na znak zgody.
- Wasi rodzice byli naprawdę bogaci w sumie można powiedzieć że byli milionerami a nawet miliarderami. A zarobili 75.000.000.000.00 miliardów dolarów i to postanowili podzielić na waszą czyli : najmłodszego Bena, Kim i najstarszą Vanessę po równo czyli 25 miliardów na łebka.
- Mam proźbę.
- Tak słucham pani Vanesso.
- Czy pieniądze Bena mogą zostać przelane na jego konto oszczędnościowe?
- Tak, ależ oczywiście. Tylko kto będzie miał do niego dostęp?
- Ja i Kim. Z tego co wiem to teraz my jesteśmy jego opiekunkami prawnymi.
- Tak to prawda. Więc zgadzam się przeleję te pieniądze.
- Dobrze.
- Wracając do testamentu. Rodzice mieli 10 wilii i 6 apartamentów w różnych miejscach na świecie. Podzielili je tak: Ben 2 wille w Pekinie i Madrycie 2 apartamenty w Waszyngtonie i Berlinie, Kim 4 wille w Los Angeles, Nowym Yorku, Paryżu i Sopocie 2 apartamenty w  Paryżu i Londynie. - powiedział a ja aż piszczałam w mojej podświadomości. To są te miejsca w których mieszkałam i obiecałam sobie że do nich wrócę. A tu co się okazuję. Mam tam wille i apartamenty. Opowiadałam o tym zawsze rodzicom gdy byłam mała to w tych miastach chcę mieć domy na własność. A tu proszę rodzice zrobili mi taką niespodziankę tylko szkoda że dowiaduję się poprzez testament ale tak dziękują im z całego serca za to.
- Vanessa 4 wille w Barcelonie, Atenach, Rzymie i Buenos Aires 2 apartamenty w Warszawie i Bostonie.
Gdy skończyła biadolenie pomyślałam tak: Mam 4 wille i 2 apartamenty. Będę mogła tam jeździć kiedy będę chciała. O matko to jest życie. Tylko szkoda że zaczyna się je teraz bez rodziców :( 
Van na pewno się ucieszyła tak samo jak ucieszy się Ben gdy się dowie.
- Mam do pana prośbę - powiedziałam.
- Tak słucham??
- Czy pieniądze mógł by pan przelać na moje konto? Przepraszam ze mam taki spóźniony zapłon tylko po prostu jestem w szoku.
- Na moje też - dołączyła się Van.  
- Ależ oczywiście nie ma problemu.
Już było po spotkaniu. Podpisałyśmy wszystkie formalności. A ja cały czas próbowałam obudzić Jack'a z transu.
- Halo Jack! - krzyczałam i machałam przed jego twarzą ręką.
Ale to było na nic. Więc postanowiłam podjąć radykalne kroki. Pocałowałam go w policzek. A on od razu otrząsnął się i spłonął rumieńcem. O tak. 1:0 dla Kim. Tak to zawsze działa.
- Jack jesteś już wśród żywych?? - spytałam go.   
- Co?? Tak, tak już jestem, jestem.
- To dobrze. Co się stało że się tak zawiesiłeś?
- Bo ..... Po prostu się zdziwiłem ile macie domów i kasy.
- ALE CO TO MA ZNACZYĆ??!!!!! - wykrzyczałam z zdziwienia.
To co że jestem dziana to on będzie mnie traktował jak jakąś lafiryndę. O nie ja tak tego nie zostawię. Myślałam, że przyjaźnimy się ze względu na to, że dobrze się rozumiemy a tu co!!
- To co przyjaźnisz się ze mną tylko dla tego, że jestem dziana?
- Nie Kim to nie tak.
- A JAK?? - już nie wytrzymałam i wybuchłam.
- Przyjaźnię się z tobą ze względu na samą ciebie a nie dla tego ze jesteś bogata. Ja znam takie dziewczyny co starzy dają im w łapę. Typowe plastiki, które przejmują się tylko swoim wyglądem i myślą, że pieniądze wszystko załatwią. A ty taka nie jesteś. Dla tego wiedziałem, że masz w sobie to coś.
- To coś? - spytałam zbita już do końca z tropu. 
Zbliżył się do mnie i położył ręce na mojej talii. Swój wzrok utkwił na moich oczach a ja natychmiast zatopiłam się w fabryce nutelli. Wpatrywał się w moje oczy i kontynuował.
- To, że nie jesteś pusta. Nie przejmujesz się swoim wyglądem, nie płaczesz gdy złamiesz paznokieć tylko mówisz "Nic się nie stało, odrośnie". Pomagasz innym, gdy coś się stało, a nie się śmiejesz. nie poniżasz innych. Innymi słowy mówiąc i to podsumowując masz uczucia. 
Jedna łza spłynęła po moim policzku. Czyli byłam w błędzie. On mnie lubi taką jaką jestem.
- Kim co się stało? - zapytał.
- Nic.
- Powiedz mi. - powiedział i zagroził mi palcem. Ja wtuliłam się w niego tak jak w przytulankę.
- Po prostu nikt nigdy nie powiedział mi tak miłych słów. Doceniam to co dla mnie robisz i dziękuję ci za to.
- Nie ma za co Kimcia. - powiedział i przytulił mnie mocniej.
 Ale jak zawsze musi nam ktoś przeszkodzić.
- Aghm. Nie chcę wam przerywać. 
- Ale to robisz Van - warknęłam.
- Dobra, ale musimy jeszcze raz podpisać potwierdzenie testamentu. - powiedziała
- Ok. - powiedziałam i oderwałam się od Jack'a. Na to on zrobił minę smutnego psiaka.
Pierwsza podpisałam się pod potwierdzeniem. Starannie i czytelnie. Potem przyszła kolej na Van. Podpisała się, a notariusz serdecznie nam podziękował. 
- Kim. - odezwała się Van.
- Hmm.
- Nie masz ochoty na mały shopping. [nie wiem jak to się pisze]
- A wiesz, że mam.
- To na co czekamy. Idziemy? - powiedziała Van.
- Tak. Jack prowadzisz i idziesz z nami na zakupy. - powiedziałam.
- Dokładnie. - przytaknęła mi moja siostra.
- Halo. A ja mam tu coś do gadania. - oburzył się "Grecki Bóg" [wiem że to kochacie.]  
- Nie. - powiedziałyśmy równocześnie.
- Znowu to samo. - mruknął.
- Słyszałam. - powiedziałam oschle a on podniósł ręce w geście poddania.
Poszliśmy na parking i wsiedliśmy do mojego żołtego cuda. Jack porowadziła a ja siedziałam obok niego, a Van z tyłu.
- To co Kim zrobimy oblężenie na całą galerię.
- No a jak.
- Mam taką nadzieję.
Dojechaliśmy po 10 minutach. Całkiem blisko mieści się centrum od biura notarialnego. Jack zaparkował gdzieś mojego skarba, a my czekałyśmy na niego przed budynkiem.
- To co jack jesteś gotowy? - spytałam gdy już do nas doszedł.
- Tak jest. - i dla żartu zasalutował.
Spędziliśmy w galerii bite 4 godziny. kupiłam sobie 4 boskie zestawy a oto i one.Pierwszy <---, Drugi <---, Trzeci <----, Czwarty <----. Van kupiła sobie tylko 2 a oto i one.Pierwszy <---- i Drugi <-----. Po udanych zakupach pojechaliśmy od razu do nas do domu. Zadzwoniliśmy do Jerry'ego i spytaliśmy się czy Ben może zostać na noc a on się zgodził. Zaniosłam torby z zakupami do garderoby i poukładałam ubrania na swoje miejsca. Gdy wróciłam do pokoju zastałam tam......

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
No witam was misiaki. Oto nowy rozdział. Strasznie długi mi wyszedł. Chcę podziękować za promowanie mojego bloga osobom które to robią. Rozdział pojawi się nie długo. 
Pamiętaj:
Czytasz + Komentujesz = Motywujesz !! :D