czwartek, 27 marca 2014

Odskocznia. :D - Rozdział 1 cz. 1

No to odskoczni autorstwa Patty Howard nadszedł czas. :D


Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w odległej, aczkolwiek pięknej, uroczej krainie zwanej Seaford, żyli sobie król i królowa. Para była młoda i piękna. Darzyła się nawzajem ogromną miłością, której owocem był uroczy chłopiec imieniem Jack. Mijały lata. Chłopczyk rósł, otoczony szczęściem i miłością rodzinną, z dnia na dzień stając się piękniejszym niż kwiat róży. Ciemne, kasztanowe włosy delikatnie opadało na idealnie proporcjonalną twarz, a rozwiana grzywka przykrywała niewysokie wówczas czoło. Całości dopełniały śliczne, odziedziczone po matce oczy w odcieniu mlecznej czekolady, okolone gęstymi, czarnymi jak smoła, długimi rzęsami, dodając umięśnionemu szesnastolatkowi uroku. Czas sprawił, iż młody, rządny przygód książę, stał się ulubieńcem poddanych, którzy czcili go i szanowali jak bóstwo potężne i dobre. Mijały lata. Król i królowa starzeli się z każdym dniem, a siły przydatne do władania krainą, stopniowo zanikały. Pewnego słonecznego dnia, król Filip, ojciec siedemnastoletniego Jack'a, postanowił wydać huczną ucztę, na której nie zabrakło ludzi ważnych i mniej ważnych, poddanych oraz zaufanych przyjaciół.
- Zebraliśmy się tu, gdyż pragnę ogłosić swoją abdykację. - odparł melancholijnym głosem król. Zapadła cisza. Goście struchleli, nie śmiąc wydobyć z siebie najmniejszego dźwięku. Szmer oddechowy zamilkł, a oczy nie ważyły się mrugnąć ni razu.
- Królu! Ale jak to! - oburzył się Teodor, najlepszy przyjaciel ojca młodego księcia.
- Pozwól mi dokończyć. - uciął król. - Mimo mojej abdykacji, nie zostawiam was samych. Pierwotnym dziedzicem tronu zostaje mój pierworodny syn Jack. - dodał mężczyzna, przeczesując gęste, ciemne włosy. Zapanowała wrzawa. Tryskający energią poddani, niemal natychmiast zabrali się do świętowania, polewając wino do kieliszków, umilając sobie czas kosztowaniem indyczego udka.
- To nie wszystko! - huknął król, uderzając ręką w stół, czym ponownie wywołał nieprzeniknioną ciszę. - Jack musi poślubić piękną królewnę, by móc objąć władzę. - sprostował Filip, przygaszając gorący entuzjazm, który objawił się wśród poddanych. 

- Kim jest ta szczęściara? - zapytał Teodor, jako pierwszy zabierając głos.
- To jedna z sióstr Crawford, jednak to Jack podejmie ostateczną decyzję, którą kobietę wybierze. - wyjaśnił król, gestem wskazując na towarzyszącego u jego boku syna.
- Oczywiście. - mruknął pod nosem Teodor. Uczta dobiegała końca. Goście rozeszli się do swoich posiadłości. W ogromnej sali pozostała już tylko królewska rodzina, Filip, Aurora oraz siedemnastoletni Jack.
TYMCZASEM W KRÓLESTWIE CRAWFORD' ÓW:
- Wyjeżdżamy! Lindsay, kochanie pakuj się!! - wrzeszczała Amanda, stawiając na nogi cały dwór. Jasnowłosa kobieta z hukiem biegała po zamku, poszukując walizek, do których jej córka Lindsay miała spakować wszystkie, niezbędne rzeczy, składające się z landrynkowych, różowych sukienek, sięgających kostek, wysokich szpilek oraz tony kosmetyków.
- Mamo! Jeszcze to! - pisnęła tleniona blondynka, wskazując na kilkanaście nowych strojów. Na zamku panował prawdziwy chaos.Dlaczego? Otóż, kilka dni temu, młoda wdowa wraz z córką Lindsay oraz pasierbicą Kimberly, otrzymała listowny nakaz stawienia się w królestwie Brewer'ów wraz z córkami, gdyż książę Jack z pośród jednej z pięknych dam, miał wybrać żonę. Królestwo Seaford słynęło z kosztownych kopalni diamentów, opływało w złoto i srebro, toteż Amanda nie mogła przepuścić tak doskonałej okazji, jednak na drodze została jej tylko jedna przeszkoda. Kim. Blondynka przewyższała Lindsay nie tylko urodą, lecz także dobrym sercem, poczuciem humoru oraz niezliczoną ilością talentów. Piękna Kimberly grywała na harfie, fortepianie, gitarze, pięknie tańczyła i śpiewała niczym Anioł zesłany z samych Niebios. Lindsay, w przeciwieństwie do przyrodniej siostry nie posiadała talentu muzycznego. Jedyne, co potrafiła zrobić, to perfekcyjnie nałożyć tapetę na twarz, używając obszernego zestawu. Na domiar wszystkiego, po otruciu Arnolda, ojca siedemnastoletniej Kimberly, wszystko znacznie się skomplikowało. Wprawdzie Lindsay została ogłoszona księżniczką, jednak ku zdziwieniu wszystkich, ojciec Kimberly pozostawił testament, którego treść jednoznacznie wskazuje na to, iż to Kimberly jest prawowitą następczynią tronu, jednakże obejmie władzę dopiero wówczas, gdy stanie na ślubnym kobiercu z mężczyzną, w którego żyłach płynie błękitna krew. Amanda nie mogła na to pozwolić, nie teraz, gdy natrafiła się ogromna szansa, by to jej ukochana, rozpieszczona córeczka przejęła władzę.
- Macocho, czy ja też mogę pojechać? - zapytała Kimberly, napotykając mknącą korytarzem Amandę... 


środa, 26 marca 2014

Rozdział 13 - Poszukiwania










Zaniosłam torby z zakupami do garderoby i poukładałam ubrania na swoje miejsca. Gdy wróciłam do pokoju zastałam tam......


Jack'a rozwalonego na całym moim łóżku. No cóż czego się dziwić prawie przez cały dzień był na nogach i jeszcze te zakupy. Współczuję biedakowi. No cóż mi pozostało niż położenie się koło niego. Ja sama jestem padnięta. Podeszłam do łóżka i po prostu opadłam na nie i zasnęłam w ekspresowym tempie. Jedyne co pamiętam ostatnie z tego dnia to to że Jack objoł mnie i przyciągnął do siebie.

Następnego dnia:

Obudziłam się tak gdzieś ok. 9. Obróciłam się na drugi bok i co mnie zdziwiło to to że przy mnie nie było Jack'a.   Spanikowałam i poleciałam od razu do kuchni. A tam moje obawy się potwierdziły. Nie było go. Co on uciekł czy co? Ale to był dopiero pikuś. A co mnie jeszcze bardziej zdziwiło  to to, że spałam w koszulce Jack'a. Ale przecież ja zasnęłam w ciuchach.Wyleciałam z kuchni jak strzała. Szukałam go wszędzie. W łazienkach, w pokojach gościnnych i naszych, garderobach i nawet zajrzałam do sekretnego pokoju. Ale nie sprawdziłam jednego pokoju. Pokoju Bena :D Ruszyłam w jego stronę. Weszłam i zobaczyłam przesłodki widok. Ben spał wtulony w Jack'a. I na odwrót. Nie chciałam ich budzić więc powoli się wycofywałam. Lecz przebudził się Jack.
- Kimcia choć do nas.
- Nie chciałam was budzić.
- No co ty?! Ben śpi jak zabity chyba od godziny.
- Ale jak to od godziny to on przedtem nie spał?
- Chodź tutaj to ci opowiem. I nie, nie obudziłaś nas :P
- No dobrze.
   Podeszłam do łóżka i położyłam się z drugiej strony malca. Ben wtulił się we mnie. Matko ale słodko.
- Tak więc to było tak. Słodko spałem w twoim łóżku. I obudziłem się tak ok. 3 w nocy i no normalnie rozebrałem się do bokserek i położyłem się dalej spać.
- No dobra. 
- Ok. Wtedy stwierdziłem, że nie będziesz spała w swoich ciuchach. Rozebrałem cię do bielizny [bez skojarzeń]. I założyłem ci moją bluzkę. A tak przy okazji seksowna bielizna.
Chciałam go walnąć ale bym wtedy też uderzyła Bena. I na dodatek zalałam się rumieńcem "Nie no Kim znowu" - pomyślałam.
- Zamknij się :D
- No dobra, dobra.
- Możesz kontynuować swoją historię.
- Ok. Tak więc położyłem cię spać a potem i ja usnąłem. Tak ok.7 przyszedł zapłakany Ben z misiem w rączce. Ja już wstałem więc wziąłem go na ręce i zaniosłem go do jego pokoju żeby cię nie budzić. Usypiałem go dobrą godzinę. Opowiadał że śniło mu się że pod jego łóżkiem śpi potwór który zjada niegrzeczne dzieci i to właśnie on czeka na niego. I się rozpłakał. Mówił mi że nic nie zrobił, że był grzeczny, że pan "Potwul" może się spytać ciebie czy nie broił. 
Śmiałam się pod nosem.
- I jeszcze kazał mi sprawdzić czy on nadal na niego czeka. Sprawdziłem i powiedziałem, pan "Potwul" już zniknął bo ty powiedziałaś mu przed tem jak się obudziłeś, że pomylił adresy. - gdy to mówił cały czas się śmiał.
Po tej opowieści sama się roześmiałam. Po 15 minutach obudził się nasz maluszek.
- Kim cio ty tu jobiś.
- A przyszłam zobaczyć czy już wszystko wpożątku.
- Dzjekuje ze psependzjilaś pana Potwola. On by mje zjdl.
- Nie kochanie. Pan Potwór pomylił adresy i już nie wróci.
Gdy to powiedziałam Ben od razu się we mnie wtulił. A Jack objął nas i co najlepsze zasnęliśmy. Jeszcze raz :D

+++ Oczami Van +++

 Wstałam dość wcześnie. Ruszyłam do kuchni i zrobiłam sobie sałatkę grecką. Zjadłam ja ze smakiem. Coś mnie niepokoiło. Było zbyt cicho, za cicho. Zerwałam się z miejsca i zaczęłam poszukiwania. Przeszukałam cały dom, ale bez skutku. Zaczęłam od pokoju Kim, ale jej tam nie było, nawet Jack'a. Byłam wszędzie, przeszukałam, każdy kont. Został mi jeszcze pokój Bena. Weszłam. A tam zobaczyłam przesłodki widok. Ben spał wtulony w Kim, Kim tuliła Bena, a Jack obejmował ich wszystkich. ,,TO BYŁO ZBYT PIĘKNE ŻEBY TO SIĘ KOŃCZYŁO WIĘC TRZEBA TO UPAMIĘTNIĆ :D" - pomyślałam. Szybko pobiegłam do swojego pokoju po aparat. Szukałam go wszędzie. Cały pokój przewróciłam do góry nogami. aż go wreszcie znalazłam. a gdzie byłą moja kochana lustrzanka? Na etażerce przy łóżku. Ja głupia nie zwróciłam na to uwagi. Wzięłam ją i pobiegłam do pokoju małego. Skradałam się jak ninja na paluszkach :D Gdy doszłam do łóżka zaczęłam pstrykać im fotki. Po chwili obudziłą się Kim. 

+++ Oczami Kim +++

Błysk... Błysk... Błysk...
Co się dzieje?? Co to za światło?? To na pewno nie sen? Już wiem. Flesz. Co flesz od aparatu? Otworzyłam oczy i co zobaczyłam? Moją siostre pstrykającą nam fotki.
- Van przestań. - powiedziałam.
Ale po czasie to po prostu mnie śmieszyło. Moja starsza siostra pstryka nam zdjęcia. O matko ale siara. Jak to wygląda :D Ale ona nie ustępowała.
- Van przestań już bo zaraz obudzisz resztę brygady.
- No dobrze. Ale MATKO jak wy razem słodko wyglądacie :D
- Mogę to sobie wyobrazić.
Van zrobiła nam jeszcze jedno zdjęcie gdy nagle....

+++++++++++++++++++++
Witam kochani to ja Wika i mam dla was nowy rozdział.
Przepraszam że nie było rozdziału ale muszę się uczyć do testów. Przepraszam. Rozdział mi się nie podoba uważam że jest za krótki. No ale coś muszę dodać tak więc proszę bardzo. Nastepny rozdział pojawi się za tydzień. Tak więc Pamiętaj:

CZYTASZ+KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!! :D 

niedziela, 23 marca 2014

Nowy prolog odskoczni :D

Kochani mamy nowy prolog odskoczni a kto go mi pomógł napisać ...... Nasza kochana Patty Howard. Tak więc oto i on:



On - prawdziwy ideał, nie do zdarcia. Przyjacielski, uczciwy, zabójczo przystojny. Zna swoje miejsce, swoją wartość. Jeśli kocha, to do szaleństwa. Szlachetny, kurczowo trzymający się zasad, mający własną, żelazną etykietę. Pewnego dnia wyrusz na łowy. Ta wyprawa zmieni jego świat...na lepsze.


Ona - piękna, delikatna księżniczka, zawsze lojalna do samego końca. Pewnego dnia świat wywraca jej się do góry nogami, staje w ruinach. Właśnie TO sprawia, że nie przestaje wierzyć w miłość, przestaje kochać, pragnąć kochać i być kochaną. Macocha staje się jej największym koszmarem. Staje się poddana złu, wypływającemu z jej serca, staje się więźniem własnej wieży, lecz w końcu wygrywa. Ucieka i spotyka jego...

poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 12 "ALE MY NIE JESTEŚMY RAZEM!! "

Simka misiaki to ja Wika i mam dla was nowy rozdział czyli 12. Dedykuję go wszystkim czytelnikom i komentatorom. Tak więc zapraszam <3 O to i on: 

Zbliżyliśmy się do siebie. Nasze usta dzieliła kilku centymetrowa szczelina, która tak chcę pokonać. Zaczęliśmy się do siebie niebezpiecznie zbliżać gdy nagle................





Gdy nagle drzwi od windy się otworzyły. a my oderwaliśmy się od siebie. Do windy wsiadł jakiś facet z aktówką, ubrany był w czarny garnitur a włosy miał ułożone na żel. Ja znowu przeklinałam tych którzy nam zawsze muszą przeszkodzić. I znowu musiałam zalać się rumieńcem ,, Naprawdę Kim, Naprawdę" - pomyślałam. Ruszyliśmy dalej. Gdy dojechaliśmy na 10 piętro wyszliśmy z windy i poszliśmy w stronę notariusza. Stanęliśmy przed drzwiami nr. 169.
- Gotowa?? - spytał mnie Jack.
- Z tobą zawsze. - odpowiedziałam mu.
Zapukałam i usłyszałam proste tradycyjne "proszę". Otworzyłam drzwi i zobaczyłam super wypasiony gabinet urządzony w nowoczesnym stylu. Za szklanym biurkiem na skórzanym krześle siedział facet ok 30.   Był ubrany jak chyba każdy w tej firmie notarialnej w czarny garnitur. Włosy miał "ulizane" i miał kozią bródkę. DZIWNEEEE. A teraz wrócimy do wystroju. Z boku pomieszczenia był widok na Seawford [nie wiem jak to się pisze] przez wielkie szklane okno. Przed nim stała wielka sofa w kolorze ekri [nie wiem jak to się pisze], i telewizor plazmowy chyba 45 calowy.  Przed biurkiem stały dwa fotele także w kolorze ekri.
- Kim choć.
Van wskazała mi fotel obok siebie a ja usiadłam. Jack stanął za mną i położył swoje ręce na moich barkach. Ja pogłaskałam jedną z nich. ,, Boże. Jak ja kocham gdy on mnie tak dotyka. Z taką czułością i delikatnością [bez skojarzeń] " - pomyślałam. Ale przecież my nie możemy być razem. Znamy się zaledwie parę dni a ja już zdążyłam się zakochać w moim przyjacielu.
Chyba mogę go już tak nazwać? Czuję jakbym znała go od najmłodszych lat. Ale co z tego gdy nic z tego nie pamiętam. Z transu wybudziła mnie Van pstrykając palcami przed moją twarzą.
- Kim ........ KIM OBUDŹ SIĘ !!! - wykrzyczała chyba na całe Seafword.
- CO?? Co się dzieje?? - spytałam zamulona.
- Kimcia pan Dymitr chce już zaczynać. - powiedział Jack
nachylając się do mojego ucha.
- Ale z was piękna para. - powiedział Dymitr.
Na te słowa od razu wzdrygnęliśmy się.
- ALE MY NIE JESTEŚMY RAZEM!! - wykrzyknęliśmy razem.
- A szkoda, szkoda.
Znów się zarumieniłam. ,, Rany boskie znowu!!" - przeklinałam się w myślach.
- No dobrze w takim razie przejdźmy do testamentu. - powiedział, a my skinęliśmy głowami na znak zgody.
- Wasi rodzice byli naprawdę bogaci w sumie można powiedzieć że byli milionerami a nawet miliarderami. A zarobili 75.000.000.000.00 miliardów dolarów i to postanowili podzielić na waszą czyli : najmłodszego Bena, Kim i najstarszą Vanessę po równo czyli 25 miliardów na łebka.
- Mam proźbę.
- Tak słucham pani Vanesso.
- Czy pieniądze Bena mogą zostać przelane na jego konto oszczędnościowe?
- Tak, ależ oczywiście. Tylko kto będzie miał do niego dostęp?
- Ja i Kim. Z tego co wiem to teraz my jesteśmy jego opiekunkami prawnymi.
- Tak to prawda. Więc zgadzam się przeleję te pieniądze.
- Dobrze.
- Wracając do testamentu. Rodzice mieli 10 wilii i 6 apartamentów w różnych miejscach na świecie. Podzielili je tak: Ben 2 wille w Pekinie i Madrycie 2 apartamenty w Waszyngtonie i Berlinie, Kim 4 wille w Los Angeles, Nowym Yorku, Paryżu i Sopocie 2 apartamenty w  Paryżu i Londynie. - powiedział a ja aż piszczałam w mojej podświadomości. To są te miejsca w których mieszkałam i obiecałam sobie że do nich wrócę. A tu co się okazuję. Mam tam wille i apartamenty. Opowiadałam o tym zawsze rodzicom gdy byłam mała to w tych miastach chcę mieć domy na własność. A tu proszę rodzice zrobili mi taką niespodziankę tylko szkoda że dowiaduję się poprzez testament ale tak dziękują im z całego serca za to.
- Vanessa 4 wille w Barcelonie, Atenach, Rzymie i Buenos Aires 2 apartamenty w Warszawie i Bostonie.
Gdy skończyła biadolenie pomyślałam tak: Mam 4 wille i 2 apartamenty. Będę mogła tam jeździć kiedy będę chciała. O matko to jest życie. Tylko szkoda że zaczyna się je teraz bez rodziców :( 
Van na pewno się ucieszyła tak samo jak ucieszy się Ben gdy się dowie.
- Mam do pana prośbę - powiedziałam.
- Tak słucham??
- Czy pieniądze mógł by pan przelać na moje konto? Przepraszam ze mam taki spóźniony zapłon tylko po prostu jestem w szoku.
- Na moje też - dołączyła się Van.  
- Ależ oczywiście nie ma problemu.
Już było po spotkaniu. Podpisałyśmy wszystkie formalności. A ja cały czas próbowałam obudzić Jack'a z transu.
- Halo Jack! - krzyczałam i machałam przed jego twarzą ręką.
Ale to było na nic. Więc postanowiłam podjąć radykalne kroki. Pocałowałam go w policzek. A on od razu otrząsnął się i spłonął rumieńcem. O tak. 1:0 dla Kim. Tak to zawsze działa.
- Jack jesteś już wśród żywych?? - spytałam go.   
- Co?? Tak, tak już jestem, jestem.
- To dobrze. Co się stało że się tak zawiesiłeś?
- Bo ..... Po prostu się zdziwiłem ile macie domów i kasy.
- ALE CO TO MA ZNACZYĆ??!!!!! - wykrzyczałam z zdziwienia.
To co że jestem dziana to on będzie mnie traktował jak jakąś lafiryndę. O nie ja tak tego nie zostawię. Myślałam, że przyjaźnimy się ze względu na to, że dobrze się rozumiemy a tu co!!
- To co przyjaźnisz się ze mną tylko dla tego, że jestem dziana?
- Nie Kim to nie tak.
- A JAK?? - już nie wytrzymałam i wybuchłam.
- Przyjaźnię się z tobą ze względu na samą ciebie a nie dla tego ze jesteś bogata. Ja znam takie dziewczyny co starzy dają im w łapę. Typowe plastiki, które przejmują się tylko swoim wyglądem i myślą, że pieniądze wszystko załatwią. A ty taka nie jesteś. Dla tego wiedziałem, że masz w sobie to coś.
- To coś? - spytałam zbita już do końca z tropu. 
Zbliżył się do mnie i położył ręce na mojej talii. Swój wzrok utkwił na moich oczach a ja natychmiast zatopiłam się w fabryce nutelli. Wpatrywał się w moje oczy i kontynuował.
- To, że nie jesteś pusta. Nie przejmujesz się swoim wyglądem, nie płaczesz gdy złamiesz paznokieć tylko mówisz "Nic się nie stało, odrośnie". Pomagasz innym, gdy coś się stało, a nie się śmiejesz. nie poniżasz innych. Innymi słowy mówiąc i to podsumowując masz uczucia. 
Jedna łza spłynęła po moim policzku. Czyli byłam w błędzie. On mnie lubi taką jaką jestem.
- Kim co się stało? - zapytał.
- Nic.
- Powiedz mi. - powiedział i zagroził mi palcem. Ja wtuliłam się w niego tak jak w przytulankę.
- Po prostu nikt nigdy nie powiedział mi tak miłych słów. Doceniam to co dla mnie robisz i dziękuję ci za to.
- Nie ma za co Kimcia. - powiedział i przytulił mnie mocniej.
 Ale jak zawsze musi nam ktoś przeszkodzić.
- Aghm. Nie chcę wam przerywać. 
- Ale to robisz Van - warknęłam.
- Dobra, ale musimy jeszcze raz podpisać potwierdzenie testamentu. - powiedziała
- Ok. - powiedziałam i oderwałam się od Jack'a. Na to on zrobił minę smutnego psiaka.
Pierwsza podpisałam się pod potwierdzeniem. Starannie i czytelnie. Potem przyszła kolej na Van. Podpisała się, a notariusz serdecznie nam podziękował. 
- Kim. - odezwała się Van.
- Hmm.
- Nie masz ochoty na mały shopping. [nie wiem jak to się pisze]
- A wiesz, że mam.
- To na co czekamy. Idziemy? - powiedziała Van.
- Tak. Jack prowadzisz i idziesz z nami na zakupy. - powiedziałam.
- Dokładnie. - przytaknęła mi moja siostra.
- Halo. A ja mam tu coś do gadania. - oburzył się "Grecki Bóg" [wiem że to kochacie.]  
- Nie. - powiedziałyśmy równocześnie.
- Znowu to samo. - mruknął.
- Słyszałam. - powiedziałam oschle a on podniósł ręce w geście poddania.
Poszliśmy na parking i wsiedliśmy do mojego żołtego cuda. Jack porowadziła a ja siedziałam obok niego, a Van z tyłu.
- To co Kim zrobimy oblężenie na całą galerię.
- No a jak.
- Mam taką nadzieję.
Dojechaliśmy po 10 minutach. Całkiem blisko mieści się centrum od biura notarialnego. Jack zaparkował gdzieś mojego skarba, a my czekałyśmy na niego przed budynkiem.
- To co jack jesteś gotowy? - spytałam gdy już do nas doszedł.
- Tak jest. - i dla żartu zasalutował.
Spędziliśmy w galerii bite 4 godziny. kupiłam sobie 4 boskie zestawy a oto i one.Pierwszy <---, Drugi <---, Trzeci <----, Czwarty <----. Van kupiła sobie tylko 2 a oto i one.Pierwszy <---- i Drugi <-----. Po udanych zakupach pojechaliśmy od razu do nas do domu. Zadzwoniliśmy do Jerry'ego i spytaliśmy się czy Ben może zostać na noc a on się zgodził. Zaniosłam torby z zakupami do garderoby i poukładałam ubrania na swoje miejsca. Gdy wróciłam do pokoju zastałam tam......

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
No witam was misiaki. Oto nowy rozdział. Strasznie długi mi wyszedł. Chcę podziękować za promowanie mojego bloga osobom które to robią. Rozdział pojawi się nie długo. 
Pamiętaj:
Czytasz + Komentujesz = Motywujesz !! :D

środa, 5 marca 2014

2 Tysiące wyświetleń.

KOCHANI DOBILIŚMY 2 TYSIĘCY WYŚWIETLEŃ. KOCHAM WAS ZA TO ŻE JESTEŚCIE ZE MNĄ I ŻE MNIE NIE OPUŚCILIŚCIE!! TO TRZEBA DOBIĆ DO KOLEJNEGO TYSIAKA A Z OKAZJI TEGO WYDARZENIA PROPONUJĘ ABY POJAWIŁA SIĘ MALUTKA ODSKOCZNIA CO WY NA TO JEŚLI SIĘ ZGADZACIE TO PISZCIE W KOMENTARZACH A JEŚLI NIE TO TEŻ NAPISZCIE. WYBIERZCIE SOBIE JAKI TO MIAŁ BY BYĆ TEMAT TEJ ŻE ODSKOCZNI. JESZCZE RAZ WAM DZIĘKUJĘ. KOCHAM WAS I GORĄCO CAŁUJĘ WASZA VIKA !! <3 :* :D

wtorek, 4 marca 2014

Przeczytaj !!

Witam was moi kochani to ja wasza Vika.  I bardzo mnie cieszy to że jest was coraz więcej. I jestem ciekawa czy w najbliższym czasie dobijemy do tych 2 tysięcy. To co ?? Postaramy się. Chcę wam z całego mojego kochanego serduszka podziękować za przemiłe komentarze które wiele dla mnie znaczą i są bardzo motywujące. Nigdy nikt mi nie powiedział tak miłych rzeczy zwłaszcza te komentatorki które prowadzą także blogi i jestem ich czytelniczką jestem bardzo wdzięczna tym osobom że znalazły chociaż 10 minut żeby poczytać mojego bloga. Dziękuję także za to że zauważyłyście moje komentarze. Tak więc mam wielką nadzieję że dobijemy tych 2 tysięcy wyświetleń. Oraz pamiętajcie o naszym motcie :

Czytasz + Komentujesz = Motywujesz !! :D

poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział 11 "Ruszyliśmy objęci"

Siemka misiaki To ja Vika i zapraszam na rozdział 11, a dedykuję go wszystkim moim wiernym czytelnikom oraz nowym przybyszom.



Wybuchnęłam śmieciem a on zaraz po mnie. Już gdy się ogarnęliśmy ruszyliśmy do mojego domku. Po 5 min. byliśmy już u mnie. Zaprowadziłam go do mnie do pokoju i usiedliśmy na moim wielkim "małżeńskim łożu". Gadaliśmy o wszystkim i o niczym. tematy nam się nie kończyły aż do momentu gdy do pokoju wparował/ała....

Aż do pokoju wparował Ben [haha nie tego się spodziewaliście co] i wskoczył prosto na moje łóżko aż ja sama spadłam. Chłopaki tarzali się z śmiechu.
- Aghm - od chrząknęłam - Może ktoś by mi pomógł ??
- O już Kim. - powiedział Jack. 
Podał mi rękę a ja jak to ja pociągnęłam go do siebie. A co ja się będę też mi się coś od życia należy nie?! Wylądował obok mnie.
- Oj nie Kimcia my się tak nie bawimy - powiedział - A teraz masz za swoje :D
Powiedział i zaczął mnie łaskotać. Ja się śmiałam i nie mogłam przestać. Ben dołączył do niego.
- Ben hahahahaha ty hahahahaaha też hahahahahaha prze hahahaha ciwko hahahahah mnie???? 
Wykrzyczałam. A im to nic nie robiło bo mieli satysfakcję z tego że mogą mi dokuczyć. Do pokoju jak burza wbiegła Van.
- Co tu się do cholery jasnej dzieje.
Chłopacy na te słowa stanęli na baczność i zaczęli się tłumaczyć ale moja kochana siostra nie chciała tego słuchać więc podeszła do mnie i pomogła wstać.
- Kim gadaj co tu się dzieje.
- No bo wiesz ... - zaczęłam jej opowiadać wszystko od A do Z. Na to ona sama wybuchła śmiechem spojrzałam na zegarek a tu już 11 a na 13 jesteśmy umówieni do notariusza. O matko.
- VAN JEST 11 A NA 13 MAMY SPOTKANIE U NOTARIUSZA LEPIEJ SIĘ SZYBKO OGARNIAJ JAK CHCESZ ZDĄŻYĆ. - Wykrzyczałam jej prosto w twarz. 
- O matko dzięki Kim co ja bym bez ciebie zrobiła. Kocham cię sis.
- Ja ciebie też Van a teraz leć się szybko ubierać ja idę zawieść Bena do Jerry'ego a Jack idzie zrobić ci śniadanie ok.
- Ok.
-Halo a ja też mam coś do powiedzenia nie?!
- Nie - wykrzyknęłyśmy w tym samym momencie. Jack podniósł ręce w geście obronnym i się oddalił. Oddalił znaczy usiadł na łóżko z miną typu foch 4ever :D 
Van popędziła szybko do pokoju. Ja poszłam z Benem do jego królestwa i wybrałam mu zacny zestaw. A składał się on z: koszuli w kratę, czarnej marynarki, granatowych jeansów i małych czarnych Vansów. Maluch po kąpieli szybko się ubrał i poszedł do kuchni tam już nasz kochany "GRECKI BÓG" robił naleśniki z owocami i nutellą. Młody dostał z nutellą. A dla Van było z truskawkami i bitą śmietaną. Ben zajadał się swoim smakołykem a do kuchni weszła Van {przepięknie ubrana.} <----(kliknij) 
- Wow Van jak ty pięknie wyglądasz. 
- A to nic takiego dobra ja jem a ty jedź zawieź Bena spotkamy się u notariusza ok.
- Ok. Jack choć.
-Ok.
- Ben, Beni.
- Kimcia ja jestem w samochodzie.
- OK.
Poszliśmy do garażu a w  moim żółtym cudzie siedział Ben. Wsiadłam od strony kierowcy a Jack koło Bena z tyłu. Wyjechałam z podjazdu i ruszyliśmy do domu Jerry'ego. Jechaliśmy nie całe 10 minut. Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy do drzwi. Nawet nie zapukaliśmy a w nich stanął latynos. Krzycząc
- Whooo Kim Jack i Ben witam was.
- Cześć Jerry - Powiedzieliśmy razem z Jack'iem.
- Cesc usaty. - powiedział maluch i podbiegł do Jerry'ego a ten wziął go na rączki.
- Cześć Ben co tam u ciebie.
- A nic tak jak zawse.
- To dobrze.
- Jerry będziemy po niego tak ok.5.
- Nie ma sprawy Ben jest zawsze u nas mile widziany tak jak i ty. Pamiętaj.
- Pamiętam. - powiedziałam i uściskałam latynosa.
- Dobra stary my jedziemy - powiedział Jack.
- No pa.
- Pa.
-Kim!! - krzyknął Ben
- Tak.
- Kjiocham cjie :*
- Ja ciebie też kocham. Ale teraz zostaniesz z wujkiem Jerry'm dobrze.
- Djobzie. Pa Kim.
- Pa. 
Pocałowałam Bena w policzek. Ruszyliśmy do samochodu.Znów ja musiałam prowadzić. Jechaliśmy w ciszy.
- Kim??
- Tak Jack.
- Słuchaj wiesz że jestem z tobą nie?!
- Wiem.
Miałam już zmieniać bieg gdy nasze ręce się spotkały. Popatrzyłam na nasze złączone ręce ale potem się opamiętałam  i od razu je zabrałam i zalałam się rumieńcem. ,,Nie no Kim znowu" - pomyślałam. Dojechaliśmy po 20 minutach jazdy w ciszy. Van czekała już przed budynkiem wielkiego wieżowca. Podeszliśmy do niej.
- Kim musimy już iść jest 13.
- Dobrze Van.
- Ja idę. Spotkamy się w pokoju nr 169.
- Dobrze. - powiedziała i weszła do budynku.
- Jack jeśli nie chcesz nie musisz iść.
- Ależ Kim. Mówiłem ci przecież, że jestem i będę z tobą.
- Tak wiem. - powiedziałam a on mnie obioł.
- Choć Kimcia idziemy.
Ruszyliśmy objęci w stronę notariusza. Hol wieżowca był fenomenalny. Szklany, kryształowy żyrandol. Sekretarka siedziała na skórzanym krześle za biurkiem recepcji. Beżowe fotele i kanapy stały po obu stronach holu. A dwie drogi na rozwidleniu głównej ścieżki prowadzącej do recepcji tworzyły odnogi prowadzące do dwóch wind. Do jednej z nich i my weszliśmy. Wcisnęłam przycisk z numerem 10 i ruszyliśmy do góry.
- Kim?! - odezwał się Jack.
- Hmmm...
- Co będzie jeśli Van postanowi wyjechać a ty i Ben razem z nią?
Odwróciłam się do niego i położyłam swoją rękę na jego policzku.
- Jack. Nigdy bym ci tego nie zrobiła a nawet jeśli to jestem pełnoletnia i mogę decydować o swoim życiu sama.
Zbliżyliśmy się do siebie. Nasze usta dzieliła kilku centymetrowa szczelina, którą tak chcę pokonać. Zaczęliśmy się do siebie niebezpiecznie zbliżać gdy nagle....

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
No witam moje kochane miśki. Przepraszam że tak długo nie było rozdziału ale jak prawie codziennie masz sprawdzian z przedmiotu to co na to poradzić. Bardzo się cieszę ze jest was coraz więcej i dziękuję za tak piękne komentarze. To dla mnie wile znaczy moi kochani. I mam nadzieje że jeszcze będzie was 10 razy tyle także:

Pamiętaj!!!:

Czytasz + Komentujesz = Motywujesz !! :D :)