niedziela, 27 lipca 2014

Coś wspaniałego.

Witam kochani. Dodaję ten post ponieważ wybiło nam ponad 4 tysiące wyświetleń.Naprawdę coś wspaniałego. Bardzo mnie to cieszy. Zakładając tego bloga, myślałam, że nikt nie będzie chciał go czytać. Ale najwidoczniej się pomyliłam. Bardzo, ale to bardzo cieszę się z tego. Przepraszam, że nie dodawałam rozdziału bo byłam na wyjeździe, ale w przyszłym tygodniu powinien się pojawić. Pozdrawiam Anna <3

czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 17 "Tak bardzo tęskniłam"

Notka pod rozdziałem. Proszę o jej przeczytanie. 

I oto rozdział 17. Zapraszam do czytania. Dedukuję go wszystkim czytelnikom i komentatorom :D

(....) - myśli bohaterów

[....] - moje komentarze :D

*KIM*

Poczułam jak ktoś obejmuje mnie w tali. Odwróciłam się, a tam zobaczyłam....

Zobaczyłam Noah, który śmieje się głupkowato. Wzięłam drewnianą łyżkę, na której znajdował się sos i pacnęłam go w nos. On się skrzywił i starł go palcem. Odebrał od mnie przyrząd i spróbował sosu pochylając się nad mną.
- Mmmm pycha. - powiedział - Aczkolwiek dodał bym jeszcze trochę pieprzu.
- Ok. - przytaknęłam i dodałam szczyptę przyprawy - A teraz spróbuj. - nabrałam potrawy na łyżkę i włożyłam mu ją do ust.
- Teraz idealnie. - zaśmialiśmy się.
Usłyszałam, że drzwi wejściowe się otwierają. Nie przejęłam się tym zbytnio, tylko się odwróciłam w stronę płyty indukcyjnej. Zamieszałam jeszcze sos i sprawdziłam makaron. A Noah cały czas trzymał mnie w pasie. Szczerze mówiąc mi to tam nie przeszkadza. No co? jest moim kuzynem, jesteśmy dla siebie jak rodzeństwo. Jeśli pomyśleliście, że nas powaliło tym zachowaniem, to was na maxa głowy rozbolały! 
- Noah, odlej makaron. - zarządziłam.
- Muszę? - spytał. No cóż pora to przyznać. Mój kochany "braciszek" to straszny leń. gdybyście byli w jego własnym pokoju, widok zwalił by go z nóg. Istna Stajnia Augiasza. Bynajmniej opisuje to co widziałam po ostatniej wizycie u niego w  Nowym Jorku. No cóż musiał przebyć bardzo długą podróż, aż tutaj, do Seaford które znajduje się w Angli.
- Tak musisz i bez gadania. Ręce ci chyba jeszcze nie uschły. A jeśli nawet to nie masz wyboru po jeśli tego nie zrobisz nie dostaniesz obiadu.
- Co jak to nie dostanę obiadu? Nie zrobisz mi tego!! 
- A właśnie, że zrobię. - powiedziałam i spojrzałam na niego triumfalnie. Chyba nie wspomniałam jeszcze, że Noah to straszny żarłok. Zabił by za jedzenie.  Np. gdy jesteśmy już godzinę po obiedzie to mu jeszcze mało. Wcina przez cały czas. Nie ma umiaru. A najlepsze jest to, że wcale nie tyje. I ja się siebie pytam gdzie on to wszystko mieści?! Jedno jest pewne. Ma przyśpieszony metabolizm, skurczybyk!!  Bo mojej oto jak zacnej analizie, Noah już dawno odlał makaron i nałożył go na talerze.
- Noah masz o jeden talerz za mało. - powiedziałam
- Ale dla czego przecież jest nas czwórka. Ty, Van, Ben i ja. - wyliczył
- Nie bo mieszka z nami od poniedziałku jeszcze mój przyjaciel, Jack. 
- Aha to było tak od razu. - powiedział i sięgnął do szafki po jeszcze jeden talerz i nałożył na niego makaron. - Już.
- Dzięki. - powiedziałam i zaczęłam polewać sosem kluski.
- Noah, posyp to serem.
- Jasne.
Do kuchni wparował Ben. Wdrapał się na krzesło przy wyspie kuchennej i dorwał swój talerz z motywem Kubusia Puchatka. On wie jaki jest jego.
- Mjoge widjelec? - spytał.
- Jasne. - odparł Noah. Ben chyba go nie zauważył bo od razu zerwał się z swojego miejsca i rzucił się na kuzyna.
- Noah, Noah psyjechał. - krzyczał tak głośno, że do kuchni zleciała się reszta. Van stała jak wryta. No czego się dziwić bo przez 3 lata się nie widzieli. Ostatni raz było na jego 16 - stce. Noah jest od mnie o rok starszy ale to taki mały szczegół. Wracając do tematu, nie widzieli się tak jak wcześniej wspomniałam przez 3 lata bo Vanessa tydzień po tym wydarzeniu dostałam rolę w serialu "Słodkie Kłamstewka".  Gdy Noah posadził Bena znów na jego miejscu, Van wpadła w jego ramiona. Jedna samotna łza spłynęła po jej policzku. Widać, że bardzo za sobą tęsknili. Wyściskali się chyba po wszystkie czasy, aż oderwali się od siebie.
- Tak bardzo tęskniłam. - powiedziała.
- Ja też Van, nawet nie wiesz jak bardzo. - podeszłam do nich i wcisnęłam się do ich uścisku.
- Tak bardzo za wami tęskniłem. - powiedział i pocałował mnie w policzek. Nie zauważyłam, że jedna miska znikła z blatu. To oznaczało tylko jedno. Jack. Jack to wszystko widział i nie wiem co sobie pomyślał. Szybko wyszłam z kuchni i poszłam do salonu ale tam go nie było. Jego dotychczasowy pokój. Nic. Inne pokoje. Nadal nic. Nagle przyszło mi coś do głowy. (Pokój muzyczny) Wbiegłam do mojej garderoby jak szalona. Zauważyłam, że moje sukienki, które ukrywały drzwi były rozsunięte. Weszłam do środka i zobaczyłam jedzącego w samotności chłopaka, który siedział sobie na fotelu i nad czymś zawzięcie myślał.
- Nad czym tak dumasz? - spytałam i dosiadłam się do niego.
- Kim, nie rób ze mnie idioty dobrze. - rzucił oschle.
- Jack o co ci chodzi?
- O co mi chodzi? Ty się jeszcze pytasz. Widziałem was po powrocie do domu. Widziałem jak cię obejmował. Jak z nim flirtowałaś. Nawet pewnie nie zauważyłaś tego, że na was patrze. I jeszcze ten buziak. To przelało czarę. Rozumiem to jest twój chłopak. -  opowiadał cały czas ciągnąc się za jego piękne włosy.Po jego wyrzucie zachciało mi się śmiać.
- Jack hahahaha ty na prawdę myślisz, że hahahah mnie coś łączy z Noah? - powiedziałam śmiejąc się.
- A tak nie jest. - wyrzucił.
- Nie, nie jest. I po co ta cała scena zazdrości?
- Jaka scena zazdrości.
- Dobra mniejsza. Noah to mój kuzyn. I nic mnie z nim nie łączy. Jedynie to, że jesteśmy dla siebie jak rodzeństwo. - skończyłam tak jakby się tłumaczyć, a on uderzył się z otwartej dłoni w czoło.
- Matko ale ja jestem głupi. - westchnął.
- Nie przeczę. - zaśmiałam się.
- Toś ty taka. - odłożył już pusty talerz na stolik przed nami i zaczął się do mnie zbliżać. 
- Jack co ty chcesz zrobić? - powiedziałam, byłam przerażona.
- To. - powiedział i ............

******************************************************************************************
Witam miśki. I jak wam się podoba rozdział 17 bo mi bardzo. Proszę o szczerą opinię, którą zostawcie w postaci komentarza. Jedna rzecz bardzo mnie smuci. I to jest właśnie sprawa komentarzy. Jeśli przeczytaliście jaki kol-wiek rozdział napiszcie coś w komentarzu. Nawet ta denną kropkę, ale żeby był. Bardzo mi zależy na waszej opinii. Przyjmuję krytykę, ale dobre słowo też się przyda. :D 
Już nie długo next <3
Czekajcie cierpliwie i pamiętajcie:

Czytasz + komentujesz = Motywujesz <3 !!

niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 16 "Boimy się ciebie"

I oto rozdział 16. Zapraszam do czytania. dedukuję go wszystkim czytelnikom i komentatorom :D

(....) - myśli bohaterów

[....] - moje komentarze :D

*KIM*

O matko co ja mam na twarzy?!! Czy to bita śmietana?? Nie tylko nie bita śmietana!! Mam całą twarz w tym i rękę. Słyszę śmiechy przy wyjściu z pokoju. Podążam wzrokiem za dźwiękiem, i zobaczyłam tam moją kochaną super trójkę. Czyli Van, Bena i Jacka.
- Z czego się tak śmiejecie??
- Bo .... bo..... bo ty - moja siostra nie potrafiła wydobyć z siebie ani jednego słowa.
- Jak nie chcecie gadać, to ja wam coś teraz powiem. Zemszczę się. Więc lepiej przez następny tydzień śpijcie z otwartymi oczami bo na pewno tego gorzko pożałujecie. - powiedziałam to poważnym głosem, a potem skierowałam się do mojego pokoju. (Jak oni mogli? Mają tupet. Pfff. Niech lepiej śpią z otwartymi oczyma. Z Kim Crowford się nie zaczyna. Oni nawet nie wiedzą co ich czeka) Weszłam na początku do łazienki zmyć przysmak z mojej twarzy i rąk. Wytarłam się ręcznikiem i ruszyłam do garderoby. Wybrałam czerwone obcisłe rurki, krótką bluzkę z napisem "Simple" i vansy z motywem galaxy. [Ben plecaka] <-- {kliknij} I znów wróciłam do łazienki. Wzięłam ciepłą kąpiel w olejku arbuzowym (Moim ulubionym). Po 15 minutach relaksu wytarłam moje nagie ciało ręcznikiem i ubrałam się w prędzej wybrany zestaw. Nie robiłam sobie dzisiaj dość mocnego makijażu. Tylko wy-tuszowałam rzęsy czarną maskarą i musnęłam usta brzoskwiniową szminką. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie musli z jogurtem, dodałam do niego trochę borówek i malin. Wzięłam miskę i usiadłam na wyspie zajadając się przysmakiem. Banda wspaniałych nie schodzi na dół. (Dziwneee. Czy aż tak się przestraszyli??) Odłożyłam już opróżnioną miskę do zmywarki. Postanowiłam pojechać w pewne miejsce. Wzięłam kluczyki od domu i mojego cudeńka. Krzyknęłam:
- Wychodzę! Nie czekajcie na mnie z obiadem, bo zjem coś na mieście. - odpowiedziała mi jedynie głucha cisza. (Chyba naprawdę się fochneli.) Wsiadłam do mojego auta i odpaliłam silnik. Włączyłam radio. Wsłuchiwałam się w każdy utwór jak zaczarowana. Dojechałam w upragnione miejsce. Wjechałam w małą drużkę prowadzącą do lasu zaparkowałam i wyszłam z auta. Ruszyłam do upragnionego miejsca.  Przeprawiłam się przez krzaki i osiągnęłam swój cel. Jestem na klifie przy plaży. Nikt o nim nie wie bo trudno się na niego dostać, a najwyraźniej ja odkryłam jako jedyna drogę do tego miejsca. Już mogę chyba to nazywać "moim klifem". Usiadłam przy krawędzi. I zaczęłam rozmyślać nad moim życiem. Co tak naprawdę podkusiło Brody'iego do zerwania ze mną? Naprawdę byłam tego ciekawa.  Czy poradzimy sobie po śmierci rodziców? Ale jestem w 100% pewna, że nigdy, ale to nigdy nie wyprzemy się rodziny. Czy czuję coś więcej do Jack'a niż przyjaźń? Na pewno, ale czy to nie niszczyło by naszej znajomości. Myślałam tak i myślałam od ponad 3 godzin. Zanim się spostrzegłam była już 14. Przyszedł czas wracać do domu. Wróciłam tą samą drogą do auta i pojechałam do domu. Właśnie parkowałam samochód przed domem, gdy dostrzegłam czarne lamborghini zaparkowane na naszym podjeździe.
A wysiadał z niego nie kto inny  jak Noah.[Już dodany został do bohaterów.] Mój kochany kuzyn. Jestem z nim bardzo blisko można by rzec, że jesteśmy dla siebie jak rodzeństwo. Zaparkowałam szybko mojego skarba wyskakując z niego i podbiegając szybko do kuzyna. Rzuciłam się na jego plecy. A on wziął mnie na baran i zaczął się okręcać w okół własnej osi krzycząc:
- Kimiiiii!! - postawił mnie na ziemi i dodał - Tak bardzo tęskniłem. - objął mnie ciasno swoimi ramionami.
- Ja też Noah, ja też. - wtuliłam się w niego, a on zacieśnił uścisk. - Yyyy, Noah dusisz.
- Oooo, tak przepraszam. 
- Trochę przypakowałeś, co?? - zapytałam go, bo coś czułam, że tak. 
- No a co.
- Bo ty. Taki mój kochany Noah, ciamajda i nieśmiały, zmienia się w mężczyznę. - udałam że łkam.
- Oj Kimi, Kimi, Kimi. Ty to się nigdy nie zmienisz co?
- No nie. - gdy to powiedziałam od razu wybuchnęliśmy śmiechem.
- Choć do środka, a nie tu tak stoimy. Bierz walizkę, o ile jej nie zapomniałeś?
- Mam ją, nie bój się.- podszedł do bagażnika i wyciągnął swój bagaż. Weszliśmy do domu, a tak zastaliśmy głuchą ciszę.
- Nie no nie znowu. - mruknęłam pod nosem. - Halo, jest tu kto??!!! - wydarłam się, ale i tak nikt nam nie odpowiedział. Obejrzałam się za siebie i Noah też zniknął.
- Noah??
- Tu jestem. - usłyszałam głos z salonu więc tam ruszyłam. Zobaczyłam, że trzyma w ręku jakąś karteczkę.
- Co to?
- Proszę. - powiedział i podał mi karteczkę, a na niej było napisane:

Kim

Pojechałam wraz z chłopakami po zakupy powinniśmy wrócić za około godzinę. Bo wiesz jak to z Benem bywa :D
                                                                      Kocham cię, Van XXX
P.S. Boimy się ciebie.

Gdy przeczytałam to ostatnie zdanie omało co nie pękłam ze śmiechu tak samo jak Noah. Opadliśmy na kanapę i wytłumaczyłam mu o co chodzi z tym całym "Boimy się ciebie"
- A potem zagroziłam im, że się zemszczę i lepiej żeby spali przez następny tydzień z otwartymi oczami. - zakończyłam opowieść śmiejąc się cały czas. 
- Naprawdę?? O matko, to mają przesrane. Pamiętam jak ja ci kiedyś zrobiłem kawał gdy byłaś u nas na noc. To było dobre.
- Tak i miałam niebieskie włosy przez cały  miesiąc - dodałam już trochę wkurzona.
- No, wieź. Przyznaj, że to było śmieszne.
- No bobra było - powiedziałam dość wesołym głosem.
- Ale moja zemsta to było coś. Przykleiłam ci rękę do twarzy. I żaden rozpuszczalnik nie rozwiązywał działania tego kleju. Ile chodziłeś tak z tą ręką?? - zapytałam go
- Z 2 tygodnie - mruknął i następnie wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
- To było dopiero dobre mój kochany.
- Tak prawda. Więc radzę im się mieć na baczności.
- Noah idź wybierz sobie jakiś pokój gościnny ok?
- Jasne. - powiedział i wziął swoją torbę z przedpokoju i wbiegł na górę. Ja postanowiłam zrobić obiad. Postanowiłam na spaghetti. Wiem, że Noah je uwielbia, tak samo jak i reszta, w tym ja. Wstawiłam wodę na makaron, a potem zajęłam się mięsem i sosem. Poczułam jak ktoś obejmuje mnie w tali. Odwróciłam się, a tam zobaczyłam....

*************************************************************************
No cześć miśki. To ja Ana i prezentuję wam rozdział 16. Jak wam się podoba bo wmiarę. Bo mógł być lepszy. Tak więc proszę o zostawienie swojej opinii w komentarzu. Przyjmuję krytykę, ale dobre komentarze też są mile widziane. ;D Pozdrawiam was wasza Annabeth :D
Dawniej Wikusia Howard.

Czytasz + Komentujesz = Motywujesz ;D

P.S. Zakochałam się w tej piosence:

                                                                                

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 15 "Co to ma znaczyć!!"

I oto rozdział 15. Zapraszam do czytania. dedukuję go wszystkim czytelnikom i komentatorom :D

(....) - myśli bohaterów

[....] - moje komentarze :D

Jack zaproponował wieczorek filmowy. Zorganizowałam przekąski. Oglądaliśmy do 1 w nocy filmy gdy nagle.....


Do pokoju wleciała jak burza Van. Włosy miała po układane chyba na wszystkie strony świata. Po prostu wyglądała jak czarownica. Zaczęliśmy się śmiać i nie mogliśmy przestać.
- Van hahahahahha jak ty wyglądasz.
- Co?? Ja??
- Tak ty idź do lustra w garderobie i zobacz.
Poszła do garderoby i krzyknęła.
- Matko. Wyglądam jak czupiradło.
I nie zauważyliśmy jak do pokoju wpadł Ben.
- Potwul psysedl potwul.!!!! AAAAA ON MJIE ZJE!!!! AAAA. - krzyczał a po chwili zaczął Van okładać misiem. - A mas ty zly potwoze tym jaziem mjie nje dosniajeś. A maś ty paskiudo !!! - nawalał misiem ją przez cały czas. A ja i Jack normalnie nie wytrzymaliśmy ze śmiechu. Van krzyczała, że ma przestać. Ale Ben nic sobie z tego nie robił. Podbiegłam do malca i wzięłam go na ręce tłumacząc, że to tylko Van. A malec powoli się uspakajał.
- Już ciszko. - szeptałam mu do uszka.
- Van proszę cię ogarnij się i idź do łóżka.
Przytaknęła w zgodzie i poszła do swojego pokoju.
- Jack ja idę uspać Bena. Jak chcesz to się już połóż.
- Ok.
Ruszyłam z zasypiającym Benem do jego pokoju.
- Kimi ...
- Tak kochanie - odpowiedziałam mu w tym samym momencie, gdy otwierałam drzwi. Podeszłam do jego łóżka i położyłam go na nim i przykryłam go kołdrą. 
- Mjoge sie cjoś spitać?
Usiadłam na skraju łóżka.
- Mówkaj.
- A ci ty i Jack jestescie jaziem.
- Nie kochanie znamy się zbyt krótko.
- Sikoda.
Zaśmiałam się i położyłam koło niego na drugiej stronie łóżka.
- Choćkaj tu do mnie ty mój mały brzdącu.
Ben podniósł się i przeczołgał się do mojego ciała wtulając się mocno. A ja jak opiekuńcza siostra przytuliłam go bardzo mocno. Malec powoli zasypiał a ja rozmyślałam nad tym co teraz będzie, gdy już przy nas nie ma rodziców. Czy sobie poradzimy?? Tego nie wiem. Jedynie ten na górze wie czy damy radę. Jak na razie trzeba mieć nadzieję. A ona umiera ostatnia. Zanim się zorientowałam Morfeusz porwał mnie do swojej krainy.

*Jack*
Obudziłem się około 8. lecz nie chciało mi się wstawać. Przekręciłem się na drugi bok z zamiarem objęcia Kim. Jednak jedyne co mogłem w tym momencie objąć to puste miejsce na łóżku. Zadałem sobie jedno pytanie.
Gdzie do jasnej cholery jest Kim?? Zerwałem się z łóżka jak poparzony. Zacząłem panikować. A jak sobie coś zrobiła?? A jeśli ją ktoś porwał?? Ta, jasne, Jack. Stuknij się lepiej w głowie. Przecież ona w nocy poszła odprowadzić Bena do łóżka. A najwyżej nie wróciła do mnie, tylko została z bratem. Co za cymbał ze mnie. (I ty śmiesz się nazywać Bogiem) - odezwał się jakiś głosik w mojej głowie. 

- Oj zamknij się. - warknąłem.
Uspokoiłem się i wyszedłem z pokoju wyznaczając trasę do królestwa malca. Otworzyłem drzwi a tam zastałem najsłodszy widok na świecie. 
Malutki Ben wtulający się w pierś Kim, która obejmowała go ciasno ramieniem. No nie mogłem się powstrzymać od strzelenia im fotki. usiadłem na łóżku i wlepiałem gały w ekran mojego telefonu do momentu jak  zorientowałem się, że ktoś stoi za mną. Odwróciłem się i zobaczyłem tam Bena.
- Cześć młody. - przywitałem się. 
- Cjeść Jack. - powiedział nieśmiało, zasłaniając twarz roczkami. (Matko jaki on słodki). Wziąłem go na ręce i posadziłem go na moich kolanach buzią do mnie.
- Ben...
- Tjak 
- Chcesz zrobić kawał Kim.
Pokiwał główką w zgodzie.
- To potrzeba nam bitej śmietany, piórka i Van.
- Aje pjio cjio ci Van??
- A kto uwieczni ten moment??
- Aaaa to chjoć Jack. Sibko. - zeskoczył z moich kolan, łapiąc mnie za rękę i ciągnął w stronę pokoju Van. Otworzył drzwi z takim  hukiem, że dziewczyna spadła z własnego łóżka. (Matko, skąd w nim tyle siły??) Zadałem sobie to pytanie. 
- Matko, pali się czy co!! - wydarła się Vanessa.
- Nie tyko chcemy zrobić Kim kawał a ty jesteś nam potrzebna. - wypaliłem prosto z mostu.
- Po ciul?? - zapytała.
- No przecież ktoś to musi nagrać nie??
- Dobra, niech ci będzie ale za to przez cały dzień gotujesz.
- Ok. Mi taki układ odpowiada. Ale nie będę cały czas tyrał.
- Pożyjemy zobaczymy. - mruknęła pod nosem, w czasie, gdy wyciągała kamerę z futerału.
- Słyszałem - powiedziałem wpatrując się w zdezorientowanego Bena.
- Yyyy, cioooo?? - wypalił.
- Nic, nic - powiedziałem, czochrając jego brązowe włoski. 
- Gotów?? - spytała.
- Tak. - mały stanął na baczność i zasalutował. Szeroki uśmiech wtargnął na moje usta.
- Jep. - odpowiedziałem. - Nie zwlekajmy z tym za długo bo się jeszcze nasza Kimcia obudzi i będzie po zabawie. Ben idź do kuchni po bitą śmietanę. - gdy skończyłem wypowiadać ostatnie zdanie on wybiegł jak burza. I po niespełna 5 minutach był już przed pokojem Bena, w którym spała dzisiejszej nocy, gdzie na niego czekaliśmy. 
- Gotowi?? - zapytałem
- Jak nigdy. - odpowiedziała Van, a Ben tylko przytaknął.
Weszliśmy po cichu do pokoju. Ben po cichu wdrapał się na łóżku z bitą śmietaną w tym samym czasie, gdy Van już zaczęła kamerować. Stanąłem po tej stronie łóżka, gdzie leżała Kim. Dałem znak Benowi, aby zaczynał. Wziął rękę Kim i położył ją delikatnie na materacu. Otworzył bitą śmietanę i zaczął ją wydobywać na kończynę dziewczyny, podjadając przy okazji.
- Jus - powiedział.
Ja powoli nachyliłem się nad śpiącą królewną i połaskotałem ją, prędzej wziętym piórkiem z biurka Bena, po nosie Kim. Dziewczyna uniosła rękę z bitą śmietaną i przejechała nią po całej twarzy. Odszedłem od łóżka, cały rozbawiony. Ben i Van nie mogli powstrzymać śmiechu podobnie jak ja. Dziewczyna otworzyła oczy i usiadła na łóżku i przejechała jeszcze raz tą samą ręką po twarzy. Spojrzała na nią i wykrzyknęła:
- Co to ma znaczyć!! - oho Kim jest wnerwiona to nie wróży nic dobrego.
C.D.N.

*********************
Hejki miśki. Witam was po dość długiej nieobecności. A więc jak wam się podoba rozdział bo mi tak nie za bardzo. No ale żeby wam się podobało.
Liczę na szczere komentarze. Przyjmuję krytykę, ale pozytywna opinia też jest mile widziana.

Pamiętaj!!

Czytasz + Komentujesz = Motywujesz :D