Proszę o przeczytanie notki pod rozdziałem --> bardzo ważne.
I oto rozdział 17. Zapraszam do czytania. Dedukuję go wszystkim czytelnikom i komentatorom :D
(....) - myśli bohaterów
[....] - moje komentarze :D
*KIM*
*KIM*
- Matko ale ja jestem głupi. - westchnął.
- Nie przeczę. - zaśmiałam się.
- Toś ty taka. - odłożył już pusty talerz na stolik przed nami i zaczął się do mnie zbliżać.
- Jack co ty chcesz zrobić? - powiedziałam, byłam przerażona.
- To. - powiedział i ............
Powiedział i zaczął się do mnie niebezpiecznie zbliżać. Jego twarz była milimetry od mojej. Poczułam jego miętowy oddech na mojej twarzy. Zaczęłam przymykać oczy, myśląc, że w tym momencie mnie pocałuje. Jednak się pomyliłam. On niespodziewanie, złapał mnie w pasie i zaczął łaskotać, doprowadzając do histerycznego płaczu (Ze śmiechu oczywiście)
Ale tego pragnęłaś. Prawda Kim ??
Odezwał się jakiś głosik w mojej głowie. Nie zwracałam na niego uwagi, myśląc, że to tylko wytwór mojej wyobraźni.
- Jack przestań do cholery! - wykrzyknęłam pomiędzy napadami śmiechu.
- Proszę przestań!
Po wypowiedzeniu tego zdania, zaprzestał swoich czynów. Patrzałam się w jego czekoladowe oczy. Rozpływałam się pod wpływem jego wzroku. Wzdrygnęłam się na myśl o tym, że nie może zobaczyć mojego rumieńca. Dla tego podeszłam do fortepianu i usiadłam na stołu. Uspokoiłam oddech i zaczęłam wybijać jakąś bezsensowną melodię na klawiszach. Nie zauważyłam nawet, że Nutella Men [czyt. Jack] dosiadł się do mnie i powiedział:
- Kim?!
- Hmm.
- Przepraszam cię za moje zachowanie. Zachowałem się głupio i po szczeniacku.
- Nie przeczę. - wypowiedziałam te słowa, cały czas błądząc wzrokiem za moimi palcami
- Kim proszę cię spójrz na mnie. - wyszeptał. Przestałam grać i niepewnie spojrzałam na niego. Jego czekoladowe ślepia były wpatrzone w moje nijakie, brązowe oczy. Otrzosnełam się z tego transu gdy miał mnie już pocałować.
Dziewczyno co ty wyprawiasz?!
Krzyczał głos w mojej głowie. (Och, zamknij się. Nie mogę, nie mogę, no. Co ty chcesz?)
To, że przegapiłaś swoją szansę!
(Siedź cicho. Ale kim ty tak właściwie jesteś?) Spytałam ale nie uzyskałam odpowiedzi.Wstałam i ruszyłam biegiem do garażu. Wsiadłam do mojego auta i jechałam do mojego azylu. (Matko co ja wyprawiam?) Pytam sama siebie. Tak nie może być. Przecież nie możemy być razem. Co z tego, że znamy się zbyt krótko. Ale ja mu po prostu nie ufam. No czego się dziwić jak Grace opowiadała mi o tym jak Jack przeleciał prawie każdą dziewczynę w szkole. No oprócz mnie, Grace i Julii, dziewczyny Miltona.
Zmieniłam kierunek jazdy. Postanowiłam pojechać do dojo. Długo tam nie byłam, trzeba nadrobić stracone treningi. Zaparkowałam na parkingu przed galerią i ruszyłam szybkim krokiem do sali treningowej. Otworzyłam szklane drzwi i zobaczyłam jak nasza cała paczka trenuję. Po cichu na paluszkach przeszłam koło nich dziwne, że nawet mnie nie zauważyli, i usiadłam na ławce, patrząc na ich zacięty trening. Jerry bardzo dobrze radzi sobie z Bo. Milton rozwala już 5 desek a nie 2. Grace jak to Grace we wszystkim sobie dobrze radzi. Tylko jedno mnie zasmuciło. Eddie. Coś złego się z nim dzieje. Kiedyś chodził zapalony na treningi, ale od czasu pogrzebu moich rodziców [ominęłam ten temat bo nie wiedziałam jak go opisać] jest jakiś przygaszony. Nie wiem co się dzieje. Po 10 minutach przyszedł Rudi i ogłosił koniec ich treningu. Odwrócił się w moją stronę i krzyknął jak baba:
- Kim chcesz żebym zawału dostał przez ciebie?! - całą wypowiedź przepiszczał jak mała dziewczynka.
- Hahahhah Rudi. Twoja mina bezcenna. - zwijałam się ze śmiechu tak samo jak reszta. Otarłam łzy śmiechu i powiedziałam - Nie po prostu przyjechałam.
- Aha, dobrze Kim bo jest sprawa.
Zaczął opowiadać mi o .......
+++++++++++++++++++++++++++++
Matko tak bardzo as przepraszam. Nie wiem co się ze mną ostatnio dzieje. Mam takiego lenia, że aż szkoda gadać. Tak więc oto rozdział. Wiem, że jest strasznie krótki ale nie mam weny jak ostatnio. Mam nadzieję, że się podoba, bo następny będzie dopiero pod koniec sierpnia, bo wjeżdżam. I nie wiem czy będę miała dostęp do internetu. Tak więc informuję was od razu. Pozdrawiam Anna.
Czytasz + Komentujesz = Motywujesz !!
Powiedział i zaczął się do mnie niebezpiecznie zbliżać. Jego twarz była milimetry od mojej. Poczułam jego miętowy oddech na mojej twarzy. Zaczęłam przymykać oczy, myśląc, że w tym momencie mnie pocałuje. Jednak się pomyliłam. On niespodziewanie, złapał mnie w pasie i zaczął łaskotać, doprowadzając do histerycznego płaczu (Ze śmiechu oczywiście)
Ale tego pragnęłaś. Prawda Kim ??
Odezwał się jakiś głosik w mojej głowie. Nie zwracałam na niego uwagi, myśląc, że to tylko wytwór mojej wyobraźni.
- Jack przestań do cholery! - wykrzyknęłam pomiędzy napadami śmiechu.
- Proszę przestań!
Po wypowiedzeniu tego zdania, zaprzestał swoich czynów. Patrzałam się w jego czekoladowe oczy. Rozpływałam się pod wpływem jego wzroku. Wzdrygnęłam się na myśl o tym, że nie może zobaczyć mojego rumieńca. Dla tego podeszłam do fortepianu i usiadłam na stołu. Uspokoiłam oddech i zaczęłam wybijać jakąś bezsensowną melodię na klawiszach. Nie zauważyłam nawet, że Nutella Men [czyt. Jack] dosiadł się do mnie i powiedział:
- Kim?!
- Hmm.
- Przepraszam cię za moje zachowanie. Zachowałem się głupio i po szczeniacku.
- Nie przeczę. - wypowiedziałam te słowa, cały czas błądząc wzrokiem za moimi palcami
- Kim proszę cię spójrz na mnie. - wyszeptał. Przestałam grać i niepewnie spojrzałam na niego. Jego czekoladowe ślepia były wpatrzone w moje nijakie, brązowe oczy. Otrzosnełam się z tego transu gdy miał mnie już pocałować.
Dziewczyno co ty wyprawiasz?!
Krzyczał głos w mojej głowie. (Och, zamknij się. Nie mogę, nie mogę, no. Co ty chcesz?)
To, że przegapiłaś swoją szansę!
(Siedź cicho. Ale kim ty tak właściwie jesteś?) Spytałam ale nie uzyskałam odpowiedzi.Wstałam i ruszyłam biegiem do garażu. Wsiadłam do mojego auta i jechałam do mojego azylu. (Matko co ja wyprawiam?) Pytam sama siebie. Tak nie może być. Przecież nie możemy być razem. Co z tego, że znamy się zbyt krótko. Ale ja mu po prostu nie ufam. No czego się dziwić jak Grace opowiadała mi o tym jak Jack przeleciał prawie każdą dziewczynę w szkole. No oprócz mnie, Grace i Julii, dziewczyny Miltona.
Zmieniłam kierunek jazdy. Postanowiłam pojechać do dojo. Długo tam nie byłam, trzeba nadrobić stracone treningi. Zaparkowałam na parkingu przed galerią i ruszyłam szybkim krokiem do sali treningowej. Otworzyłam szklane drzwi i zobaczyłam jak nasza cała paczka trenuję. Po cichu na paluszkach przeszłam koło nich dziwne, że nawet mnie nie zauważyli, i usiadłam na ławce, patrząc na ich zacięty trening. Jerry bardzo dobrze radzi sobie z Bo. Milton rozwala już 5 desek a nie 2. Grace jak to Grace we wszystkim sobie dobrze radzi. Tylko jedno mnie zasmuciło. Eddie. Coś złego się z nim dzieje. Kiedyś chodził zapalony na treningi, ale od czasu pogrzebu moich rodziców [ominęłam ten temat bo nie wiedziałam jak go opisać] jest jakiś przygaszony. Nie wiem co się dzieje. Po 10 minutach przyszedł Rudi i ogłosił koniec ich treningu. Odwrócił się w moją stronę i krzyknął jak baba:
- Kim chcesz żebym zawału dostał przez ciebie?! - całą wypowiedź przepiszczał jak mała dziewczynka.
- Hahahhah Rudi. Twoja mina bezcenna. - zwijałam się ze śmiechu tak samo jak reszta. Otarłam łzy śmiechu i powiedziałam - Nie po prostu przyjechałam.
- Aha, dobrze Kim bo jest sprawa.
Zaczął opowiadać mi o .......
+++++++++++++++++++++++++++++
Matko tak bardzo as przepraszam. Nie wiem co się ze mną ostatnio dzieje. Mam takiego lenia, że aż szkoda gadać. Tak więc oto rozdział. Wiem, że jest strasznie krótki ale nie mam weny jak ostatnio. Mam nadzieję, że się podoba, bo następny będzie dopiero pod koniec sierpnia, bo wjeżdżam. I nie wiem czy będę miała dostęp do internetu. Tak więc informuję was od razu. Pozdrawiam Anna.
Czytasz + Komentujesz = Motywujesz !!