wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział 7 ,,bo w nocy nie zasnę z Kim"

Hejki miśaki to ja i oto nowy rozdział. Zapraszam <3


Ktoś podszedł do nas i objął mnie jak i jego. Spojrzałam w górę a tam ujrzałam ......... Jacka. (a myśleliście że kogo :p - kom.od aut. <3) Wziął odemnie malca i usadowił go sobie na kolanach. Malec przytulił się do niego i się uspokoił. Jack jak to Jack przytulił mnie i powiedział:
- Kim ja jadę zawieść Bena do domu. 
- Ok. Czekaj zadzwonię do Vanessy i dowiem się czy jest w domu. OK? - spytałam.
- OK. - Jack wziął Bena na opa i wszedł do domu Jerry'ego.

 Jack:

 Wszedłem z malcem na roczkach do domu uszatego. On jak głupi spytał się:
- Co się stało.?
- Stary słuchaj rodzice Kim nie żyją. Rozumiesz nie żyją. - gdy wypowiadałem te słowa zakryłem maluchowi uszy. Wiedziałem jak to znosi i nie chciałem go jeszcze dobijać.
- Oooooo. Stary ja nie wiedziałem. Strasznie jej współczuję.
- Tak teraz dzwoni do swojej siostry i pyta się czy jest w domu. Bo ja jadę zawieść Bena do domu i Kim przez pewien czas zostanie u ciebie zanim po nią nie przyjadę ok. Ja idę usiąść na sofie mały zasypia. A ty zrób nam kawę ok. Tylko nie mocną bo w nocy nie zasnę z Kim.
- Co? Czy mnie jeszcze słuch nie myli? Powiedziałeś cytuję "bo w nocy nie zasnę z Kim". To co wy już jesteście parą i razem sypiacie. (bez skojarzeń.) Nie no szacun stary.
- Nie w tym sensie Jerry. Mieszkam u Kim przez ten tydzień bo od poniedziałku przyjeżdża Tom. Mój starszy brat na pewno go pamiętasz. Nie??
- Tak jest Tom przyjeżdża.
- Dobra rób już tą kawę ja idę do Kim - powiedziałem i położyłem małego na kanapie bo już odpłyną do krainy Morfeusza. Weszłem do ogrodu a tam zobaczyłem siedzącą Kim w tej samej pozycji na huśtawce taką jaką ją zostawiłem. Usiadłem koło niej ona była zamyślona. Postanowiłem się do niej przytulić. Obiołem ją ramieniem i ona wtuliła się we mnie jak w pluszowego misia.

Kim:

Jack wyszedł z domu Jerry'ego bez Bena co oznaczało że zasnął. Przysiadł się do mnie i obioł ramieniem. To takie  miłe. PO 10 minutach sidzenia w jednej pozycji Jack się odezwał i powiedział:
- Kim dzwoniłaś do Vanessy?
- O matko jack zapomniałam. - powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek- Jesteś wspaniały dodałam -nawet nie wiem jakim uczuciem go darzę. Wziełam telefon i wykręciłam numer do Van. PO 2 sygnałach odebrała.
Rozmowa telefoniczna:
- Hej Van jesteś w domu.
- Hej Kim jestem jestem. A gdzie Ben?
- Ben jest ze mną nie martw się.
- To dobrze. Powiedziałaś mu o rodzicach??
- Tak. - jedna samotna łza spłynęła po moim policzku. Jack jak to Jack zauważył to i mi ją starł swim kciukiem.
- Dobra Van ja kończę. Pa
- Pa siostra kocham cię.
- Pa ja ciebie też.
Koniec rozmowy telefonicznej. 

 - Jack moja siostra już jest w domu chodź odwiedziemy Bena i jedziemy na komisariat ok.
- Ok Kim tylko ja mam inny pomysł.
- Jaki?
- Odwieziemy twojego słodkiego braciszka i wybierzemy się na spacer. Potem pojedziemy na komisariat a następnie do ciebie. Zrobimy kolację posiedzimy trochę z Benem i pójdziemy spać. - powiedział tym swoim uwodzicielskim głosem.
- No dobrze.
Wstał i podał mi dłoń mówiąc:
- No to chodźmy.
Weszliśmy do salonu a tam przeżyłam szok. Zobaczyłam.......... 



Pamiętaj!!!

Czytasz + Komentujesz = Motywujesz!!!!!

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 6 ,,... oni mieszkają także w twoim serduszku..."

Cześć misiaki. A oto nowy rozdział. Dedyk dla:

- Patty Howard (Kc <3 )

- Wiktoria K. Tak więc dziękuję bardzo za komentarze i zapraszam do czytania.


Od pocałunku dzieliły nas zaledwie milimetry. Chciałam tego gdy nagle......   Do pokoju wleciał jak starzała Ben w własnej osobie (nie spodziewaliście się tego co :P ) krzycząc:
- Kimcia co ty tu robisz!!! - odskoczyliśmy od siebie i powiedziałam.
- Przyjechałam po ciebie mój szkrabie. Ale teraz musimy porozmawiać. Choć do ogrodu dobrze. 
- Dobzie Kim.
- Poczekaj na mnie na huśtawce.
- Ok.
Mały szybko pobiegł do ogrodu. Ja zwróciłam się do Jack'a:
- Jack. 
- Tak Kim??
- Chcę mu to powiedzieć jak najdelikatniej tylko nie wiem jak.
- Dasz radę. - podszedł do mnie i ucałował mnie w czoło. - Pamiętaj ja w ciebie wieżę.
- Dobrze.
Poszłam do ogrodu i usiadłam obok malucha na bujanej huśtawce. Usadowiłam, sobie malca na moich kolanach i zaczęłam:
- Beni.
- Tak Kim.
- Nie wiem jak ci to powiedzieć ale... - "Kim weś się w garść" powtarzałam to sobie w myślach. - Chodzi o rodziców kochanie.
- Co?
- No bo chodzi o to że oni już do nas nigdy nie wrócą. - i wtedy łzy już zaczęły spływać po moich policzkach.
- Ale jak to. Gdzie są??
-  Kochanie rodzice są w niebie. - i wtedy wskazałam palcem wskazującym na niebo. - Ale nie zapomnij  o tym że oni mieszkają także w twoim sercu jak i w twoich wspomnieniach. - wskazałam palcem na jego serce a potem na jego główkę - Pamiętaj o tym że zawsze cię kochali. - Przytuliłam go bardziej do siebie. Rozpłakał się i wtulił we mnie ja tak samo jak on rozpłakałam się po nim. Ktoś podszedł do nas i objął mnie jak i jego. Spojrzałam w górę a tam ujrzałam .........


****************************************************************

Cześć kochani to ja Vika. I zapodaję wam rozdział przepraszam że taki krótki ale mam nadzieję że się spodoba. 
       Kogo sobaczyła Kim?
       Czy to przeżywa zmieni ją na zawsze?

Pamiętaj!!

Czytasz=Komentujesz=Motywujesz!!! :) 

wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt

Białe myśli lekkie jak puch
niech anioł przywieje z nieba,
otworzy skrzydłem nadziei
i kolędę zaśpiewa.
Bo dzisiaj jest piękny dzień,
wszystko się rodzi na nowo,
więc w blasku tajemnych świąt
żyj zdrowo i kolorowo.


Życze wam kochani zdrowych i wesołych świąt w nowym roku. Wasza Viki. <3

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Dziękuję :)

 Serdecznie dziękuję za ponad 500 wejść na mojego bloga nie spodziewałam się tego. :) :) :) 

5 Rozdział ,, On zawsze taki nie kumaty :) "

  Siemaneczko kochani. To znowu ja Wika i oto 5 rozdział na blogu. Zapraszam do czytania. Na dole pod rozdziałem pojawi się notka i proszę o jej przeczytanie. :)


   Obudziłam się, a co mnie zdziwiło byłam wtulona w Jack'a. Przyznam podobało mi się to. On jeszcze spał więc wyswobodziłam się z jego uścisku a to było naprawdę trudne. Poszłam do łazienki, wzięłam kąpiel. Nalałam do wanny mojego ulubionego płynu arbuzowego i umyłam włosy szamponem arbuzowym. A co ja się będę co nie? Po kojącej kąpieli wytarłam się dokładnie. Przypomniało mi się, że ja nie wzięłam ubrań, a do garderoby przechodzi się przez mój pokój, więc nie obejdzie się bez spotkania z Jack'iem. Wyszłam z łazienki . Jack'a o dziwo nie było w łóżku "Dziwneee??" pomyślałam. Postanowiłam już pójść do  mojego pokoju mody (garderoby) a nie stać w pokoju w ręczniku :P. Ubrałam się w zestaw, który kupiłam z Grace. Wyszłam z garderoby i udałam się do kuchni a tam przyciągnął mnie zapach gofrów. Jack'a nie było w kuchni gdy weszłam znowu. "Gdzie on się podział?:D" pomyślałam. Wyciągnęłam z szafki talerze. Podeszłam do stołu i ktoś przytulił mnie od tyłu. A tym kotośem był nie kto inny jak Jack. Bardzo się ucieszyłam. Odwróciłam się do niego i powiedziałam:
- Jack jesteśmy przyjaciółmi. Bez zapędów. Ok
.- No ok. - powiedział - Jeszcze jesteśmy - wyszeptał sobie pod nosem ale ja to usłyszałam.
- Co? - udawałam że nie słyszałam.
- Nic, nic. - powiedział. Po śniadaniu Jack się ogarną i ruszyliśmy na komisariat policji, ale najpierw pojechaliśmy po Bena. Wiem, ze on jest jeszcze za malutki na to ale i tak prędzej czy później by się dowiedział. Jack wyrwał mnie z rozmyśleń gdy dojechaliśmy do jakiegoś domu. Nie wiedziałam jaki to dom, bo Jack prowadził ja podałam mu tylko adres na który mieliśmy jechać. Gdy dojechaliśmy Jack się roześmiał w niebo głosy ale to mnie nie ruszało. Spytałam go:
- Z czego się śmiejesz - oschle i z wielką powagą.
- Bo ... Bo... - mówił cały czas się śmiejąc.
- Co bo!! - krzyknęłam
- Bo to dom Jerrego. On ma młodszego brata Andres'a. - powiedział już spokojnie w pełni uspokojony.
- Aha no spoczko. I oto było tyle śmiechu. - powiedziałam. Wyszliśmy z samochodu i ruszyliśmy w stronę drzwi. Fabryka zapukał do nich. Otworzył nam drzwi nie kto inny , a Jerry mówiąc coś w swoim języku:
-  Hi there. ¿Cómo estás? (czyt. Siemanko.Co tam u was?)
- Dobrze Jerry.  
- Uszaty (czt. Jerry). Ja po brata. - powiedziałam już z łzami w oczach, bo wiedziałam, ze teraz trzeba mu to powiedzieć.
- Po Bena. to twój Brat? - Boże jak zawsze nie kumaty. Ale i tak go kocham. ale jak brata.
- Tak Jerry. ben to mój młodszy braciszek. Mam jeszcze siostrę Vaness'ę.- odpowiedziałam mu na pytanie. - On zawsze taki nie kumaty?? - spytałam się go no przecież w Seword mieszkam dopiero tydzień a Jerrego dopiero znam 2 dni. A już zdążyłam się zabujać w Jack'u. Nie no to dopiero miłość od pierwszego wejrzenia. Ale mniejsza z tym. Jerry wpuścił nas do domu i zaprosił nas do salonu. Zdziwiło mnie to że wie co to jest salon. Usiedliśmy na kanapie. Uszaty poszedł po dzieciaki do ogrodu. obserwowałam jak mały Ben gra w piłkę z Andresem. Nie wiem jak mu to powiedzieć. Jedna samotna zła spłyneła po moim policzku. Jack to zauważył i odwrócił moją twarz  mówiąc:
- Kimcia, co jest??
- Nic Jack. Tylko.... - i już wylewałam potok łez.
- Tylko nie wiem jak mam mu powiedzieć o śmierci rodziców.
- Kim. Dasz radę.
- Nie jestem tego taka pewna. 
- KIM - powiedział stanowczo. - Ja w ciebie wieże i wiem że dasz radę. - dodał. a wtedy na mojej twarzy pojawił się pogodny uśmiech.
- Dziękuję Jack. Chociaż znamy się 2 dni czuję że znamy się od urodzenia.
- Kim a wież że czuję to samo w stosunku do ciebie.
 Nasze twarze zbliżyły się do siebie. Od pocałunku dzieliły nas zaledwie milimetry. Chciałam tego gdy nagle...... 



***************************************************** 

Siemka Misiaki. Przepraszam ale to przepraszam ze nie było rozdziałów po prostu nie było czasu kiedy dodać ale obiecuję że rozdziały będą dodawane teraz regularnie. Przykro mi z powody Patty. Ale nic żyje się dalej ale na pewno nie skończy się nasza współpraca na tym jednym blogu na pewno będzie ich więcej. Tak więc życzę zdrowych i wesołych świąt. Pamiętajcie:
Czytasz = Komentujesz = Motywujesz !!!!!!

wtorek, 10 grudnia 2013

Przepraszam :)

   Siemanko kochani. To ja Wika. I chcę bardzo ale to bardzo was przeprosić za to że musicie tak długo czekać na rozdział. Nie dodawałam go ponieważ nie miałam po prostu czasu i (tutaj werble proszę) mama zabrała mi kabel od monitoria. Ale heca. Tak więc już wiecie dla czego nie ma rozdziałów ale no tak wyszło. Dzięki mamusiu :) <3. Rozdział będzie na pewno w tym tygodniu a mogą się pojawić nawet dwa tak wiec to się wszystko okaże w swoim czasie. Tak więc gorąco was całuje i obiecuję że rozdział okaże się w tym tygodniu. 

niedziela, 8 grudnia 2013

Przepraszam!

Przepraszam przede wszystkim Wiktorię, bo obiecałam jej pomóc, ale nie daję sobie rady. Jestem w 3 kl. gimnazjum. Mam masę nauki, korki, przygotowywania do testów oraz bierzmowania. Naprawdę masa nauki. Jak niektórzy z was wiedzą, postanowiłam zakończyć pewne blogi i tak też robię. Przepraszam Wiki, bo nic tu nie dodałam, a miałam taki zamiar, ale po prostu nie dam sb z tym wszystkim rady! Zawsze jestem dostępna na gg i służe pomocą, jednak nie mogę tu zostać.. Przykro mi :(
KC ♥

czwartek, 21 listopada 2013

4 Rozdział ,, ... ona posłusznie wykonała moje polecenie ...

Sziemaneczko misiaki to znowu ja i zapodaje wam nowy rozdział. A dedykuję go Patty Howard, która jest ze mną od początku tego otóż bloga. Serdecznie zapraszam do czytania. <3

   Już pędził na mnie tir gdy nagle... ktoś złapał mnie za rękę. Pociągnęła mnie na trawnik (ta osoba). Leżałam na umięśnionej klacie mojego wybawcy. Otworzyłam oczy a tam przeżyłam szok moim wybawcą był... Jack.?! Uśmiechał się do mnie ale potem ten jego szelmowski uśmieszek zszedł mu z twarzy i powiedział a raczej wykrzyczał:
- Boże dziewczyno co ty chciałaś zrobić? Czyś ty zwariowała.!!
- Chciałam z sobą skończyć. - wyłkałam i zeszłam z Jacka. Usiadłam obok niego i skuliłam się w kłębek. Rozryczałam się.
- Ale dlaczego?
- Powiem ci Jack ale jak stąd pójdziemy nie mam już siły?! - wyłkałam.
- Dobrze Kim.- powiedział i pomógł mi wstać.
- Chodźmy do mnie- już uspokojona ruszyłam do domu a on za mną. Gdy już doszliśmy do mojego domu Jack się głupio zaśmiał.
- Jack o co ci chodzi.
- O to że jesteśmy sąsiadami. Ja mieszkam obok ciebie naprawdę. Powiedział i pokazał mi sąsiedni dom. I dodał jeszcze - Jak coś to ten niebieski samochód jest mój. - a ja mu na to.
- No super ja mam żółte Porsche. Jak chcesz pokaże ci je stoi w garażu. Weszliśmy do mojej willi. W domu nie było ani rodziców ani Bena.(rozdział 3) Poszliśmy do garażu, a Jack zamarł gdy zobaczył mój kochany samochód.
- Kim to twoje auto. Naprawdę?
- Tak to moje skarby. Mój brat ma sentyment do tego auta i mówił że jak będzie miał prawko to kupi sobie takie same auto tylko że czerwone.- ja się do niego uśmiechnęłam.
- A ile twój brat ma lat.?
- Ben ma 5 lat. I jest słodziutki. Na pewno go polubisz i poznasz lecz dzisiaj nie ma go w domu jest u kolegi na noc. I mam wolną chatę bo rodzice pojechali na bardzo ważny bankiet i wrócą za 2 dni.
Gdy kierowaliśmy się do kuchni upadłam na niego i jego klatę. Leżałam tak przez 5 minut. Wstałam z mojej żywej przytulanki. Spojrzałam w jego przepiękne czekoladowe oczy. On jest żywą fabryką NUTELLI!!!!!! Boże co ja mówię. Przecież ja go nienawidzę za jego aroganckoś. A może to coś więcej. To się okaże na razie mogę się przełamać i zostaniemy przyjaciółmi ale nic więcej jak na razie. Poszłam do kuchni a Jack poszedł za mną. Spytałam się go:
- Chcesz coś do picia.?
- Tak chętnie.
- Kawa czy herbata?
- Herbata. Bo po kawie nie zasnę.
- No dobrze. Idź na górę do mojego królestwa.(czyt. pokoju) Te wielkie drzwi na 2 piętrze na końcu korytarza. Ja jak zrobię nam picie to przyjdę dobrze?
- Ok.
Wykonał moje polecenie.  Wstawiłam wodę na herbatę. Wybrałam moją ulubioną - arbuzową. Po 10 minutach czekania na wodę zalałam filiżanki wodą i je położyłam na tacę. Ruszyłam do mojego pokoju. Weszłam i powiedziałam:
- Jack choć na taras na który wchodzi się przez mój pokój poprzez znajdujące się z boku schody. - i wskazałam je mu.
Weszliśmy na taras. Jack powiedział:
Wow. Czyli do dyspozycji masz cały dach, który jest tarasem i masz na dodatek super widok na ocean.
- Tak to prawda. Choć do stołu - wskazałam mu krzesło przy szklanym stole. Położyłam tacę i podałam filiżankę Jackowi. Ja podeszłam do barierki. Ujrzałam przepiękny zachód słońca.
Jack podszedł do mnie.
- Powiesz mi co cię do tego skłoniło aby skoczyć pod pędzącego tira.
- Choć do stołu. - powiedziałam z łzami w oczach. Usiedliśmy.
- N oto powiesz mi co cię skłoniło do tego? - powiedział z troską w głosie. Siedziałam na przeciw Jacka.
- Tak więc... - odpowiedziałam mu całą historię z wiązaną z Brody'm (rozdział 3) od A do Z. Po tym po prostu się rozryczałam.

*************************************Jack***************************************

   Biedna Kim. Podeszłem do niej i kazałem wstać ona posłusznie wykonała moje polecenie. Ja usiadłem na jej krześle i pociągnąłem ją za rękę usadawiając ją przy tym na moich kolanach. Ona jak małe dziecko się wtuliła w mój tors. Siedzieliśmy tam przez 5 min. Postanowiłem ją rozśmieszyć począwszy od:
- Kim, że zrobiłaś moją ulubioną herbatę. Z kąt wiedziałaś, że kocham arbuzy? - powiedziałem przy czym sam się śmiejąc wąchałem jej piękne blond włosy, które pachniały jak koktajl arbuzowy. NAPRAWDĘ!!
- Kochany. Arbuz to mój ulubiony owoc - powiedziała śmiejąc się. I ośągąłem swój cel - zobaczyć uśmiech Kimci.
*******************************************Kim***********************************

  Podszedł do mnie i usadowił na swoich kolanach. To było dziwne, a zarazem miłe. Powiem podoba mi się Jack. Ale mu tego nie powiem. Przypomniał mi się Brody, od razu się popłakałam. Jack to zauważył i powiedział:
- Kim nie płacz przez tego palanta. Nie jest ciebie wart. Co to za facet żeby zrywać z dziewczyną przez telefon. - powiedział i mnie połaskotał. PYTANIE: Skąd on wiedział gdzie je mam? Pobiegłam do mojego pokoju i weszłam do garderoby i weszłam do garderoby. Przeszłam przez szafę (do Narnii :D-kom. od. aut.)  do mojego sekretnego pokoju, który pokazała mi mama gdy przyjechaliśmy. Stał tam czarny fortepian i 4 gitary: elektryczna, klasyczna, akustyczna i basowa. Kocham muzykę. Potajemnie piszę piosenki, nikt o nich nie wie i się nie dowie. Przypomniałam sobie, że Jack cały czas mnie szuka krzyczał:
- Kim gdzie jesteś no nie wygłupiaj się.??!!!!!! - a ja lałam (czyt. śmiałam) z niego. Wyszłam z ukrycia po 15 minutach od momentu gdy to krzyczał. Zauważyłam, że on siedzi na tapczanie w garderobie. Siedział tyłem, wzięłam poduszkę i ..... walnęłam go prosto w głowę. Nie spodziewał się tego :D i powiedziałam:
- No Jack. Nie spodziewałeś się tego co?!! - krzyczałam śmiejąc się. On wstał i powiedział:
- Masz 10 sekund na ucieczkę bo pożałujesz swojego czynu. - ja pobiegłam do ogrodu. Czekałam na niego z 5 minut. Nie wiedziałam co kombinuje. Dlatego zabezpieczyłam się. W rękach miałam wąż ogrodowy który jest z lekka odkręcony, ale na szczęście stałam przy zaworze. Po 10 minutach oczekiwać do ogrody wszedł Jack. Trzymał coś za plecami. Nie zdążyłam się zastanowić co to. A on opryskał mnie bitą śmietaną i posypał kolorową posypką. :D Ja wzięłam moją tajną broń i opryskałam go. On cały mokry wziął mnie na ręce i wrzucił do basenu. Ja cała mokra a zarazem umyta nie do końca wyszłam i pobiegłam do łazienki. jack pobiegł za mną tylko kazałam mu iść do łazienki w sypialni rodziców. Wzięłam prysznic i umyłam włosy od bitej śmietany i posypki. Popryskałam się arbuzową mgiełką. Zeszłam na dół. Za mną stał Jack a ręczniku poprosił mnie o czyste ubrania. Poszliśmy do pokoju rodziców i dałam mu ubrania taty. Szczerze mówiąc polubiłam go. Nawet zaprzyjaźniliśmy się. Poszliśmy do salonu gdy Jack się przebrał. Usiedliśmy na kanapie. Jack spojrzał na telefon i powiedział:
- O matko. To już 20:30 a jutro szkoła! Tylko znając mnie znów się spóźnię i wyląduję w kozie znaczy w "Klubie Jerrego" (kto czytał inne blogi na pewno zrozumie)- powiedział i już wstawał z kanapy gdy ja złapałam go za nadgarstek i powiedziałam:
- Jack słuchaj.
- Tak słucham. - powiedział z pełną powagą. Ja położyłam mu rękę na ramię i powiedział raczej wykrzyczałam:
- JUTRO JEST SOBOTA DURNIU!!!!!! - a on zaczął się śmiać w niebo głosy tak samo jak ja :D Gdy się uspokoiliśmy powiedziała:
- Słuchaj może zostaniesz u mnie na noc?
- No nie wiem czy ci rodzice pozwolą. A poza tym znamy się dopiero jeden dzień a czuję jakbym cię znał całe życie. - powiedział.
- Jack. Z moimi rodzicami nie ma problemu, a czuję się tak samo jak ty.
- To czyli zostaje.
- Tak. Będziesz spał w pokoju gościnnym,który dzieli tylko ściana od mojego pokoju. :D - Uśmiechnęłam się.
- Kim ja idę na chwilę do domu po ciuchy na jutro, Ok- posłał mi swój z najładniejszych uśmiechów i wyszedł. Ja poszłam do kuchni. Zrobiłam przekąski bo zaplanowałam seans filmowy. Zrobiłam popcorn i nalałam coli do szklanek i wysypałam chipsy do miski. Po zrobieniu przekęsek weszłam do salonu. Położyłam smakołyki na stole przy sofie. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Jack przyszedł i powiedziałam:
- Jack ja idę się przebrać jak chcesz to wybierz jakiś film dobrze?!
- Ok. - krzyknął gdy ja byłam na schodach. Weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i umyłam ponownie włosy oraz zęby. Przebrałam się w pidżamę.  Zeszłam na dół, a Jack poleciał do łazienki się ogarnąć, po 15 minutach czekania na niego,(czyli siedzenia na kanapie) zszedł i usiadł obok mnie. Nie miał koszulki. O BOŻE, JAKĄ ON MA KLATĘ!!!!!!!!!! Kim ogar, No w zasadzie co mi do stracenia nie mam przecież chłopaka, mogę sobie pozwolić nie. A teraz mogę patrzeć na sześciopak fabryki. Przez cały czas, to tak jakby mieć z nią indywidualne spotkanie. No ale przecież to jest takie spotkanie Kim myśl.  Z zamyśleń wyrwał mnie Jack.
- Jack. Mam do ciebie pytanie?
- Tak.
- Ty zostajesz u mnie przez cały weekend.
- Jeśli mogę?
- Tak możesz. Jak najbardziej.
- No to zostaję. - powiedział a ja w duchu krzyczałam "O tak. Teraz klata Jacka jest tylko i wyłącznie dla mnie przez te 3 dni. O tak." Z zamyślenia znów wyrwał mnie Jack krzycząc:
- KIM, KIM!!!!! - wrzeszczał na cały dom i machał mi ręką przed oczami.
- Co się dzieje!! - krzyknęłam i wstałam jak oparzona.
- Kimcia, spokojnie zamyśliłaś się.
- No ok. To jaki film oglądamy?
- Paranormal Activity 4. - nie no horrory, ja ich w prost nienawidzę. Chociaż będę mogła się przytulać do umięśnionej klaty Jacka. To będzie coś.
- Nie no spoko, tylko jest jeden tyci,tyci,tyci szczegół.
- Jaki? - spytał Jack.
- Ja nienawidzę horrorów. - krzyknęłam mu do ucha ale \potem oznajmiłam mu:
- Jack jak będą straszne momenty to nie moja wina jak będę się do ciebie tulić! - powiedziałam i zalałam się rumieńcem. ZARAZ.... RUMIEŃCEM!!! PRZECIEŻ JA SIĘ NIGDY NIE RUMIENIŁAM. No dobra ale mniejsza z tym. Film się zaczął po kilku minutach Jack już obioł mnie ramieniem. Przy najgorszych momentach przytulałam się do nagiej klaty Jacka. Co mu się podobało. Wyszeptał mi do ucha.:
- Kimcia nie bój żaby. Gdy ja tu jestem nic ci się nie stanie. Obiecuję. - powiedział i przytulił mnie mocniej do siebie. Już miał się film kończyć gdy nagle...




Rozległ się dzwonek do drzwi.(XD) Jack poszedł otworzyć drzwi, a ja zostałam sama na kanapie i zakrywałam twarz dłońmi. Usłyszałam jak czekoladowooki mnie woła więc zatrzymałam film.

***************************************Jack***************************************

   Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, więc poszedłem je otworzyć. Kim została w salonie. Otworzyłam drzwi a tam stało dwóch funkcjonariuszy policji i spytali się mnie:
- Czy zastaliśmy w domu Kimberly Crowford?
- Tak. Zawołać ją.
- Gdyby można było.
- Już. Kim choć ktoś do ciebie!!

************************************Kim******************************************

   Podeszłam do Jacka i ustałam koło niego, tam co zobaczyłam dosłownie mnie zamórowało. Stali tam funkcjonariusze policji. Spytałam się:
- Tak. O co chodzi? - pełna zdziwienia.
- Pani Kim Crowford?
- Tak to ja.
- Mamy dla pani złą wiadomość - nie wiedziałam co mam myśleć. Jack obiął mnie w talii i przybliżył do siebie- otóż..- kontynuował- Amy i Dawid Crowford (rodzice Kim) nie żyją.- na tę informację wtuliłam się w klatkę piersiową Jacka. - Zginęli w wypadku samochodowym. Mam do pani jeszcze jedno pytanie?- spytał się oficer.
- Tak jakie?- wyłkałam
- Czy pani jutro (w sobotę) mogła się pani wstawić na komisariat aby rozpoznać zwłoki czy to na pewno pani rodzice?
- Tak wstawimy się. - odpowiedział za mnie Jack bo ja już nie miałam siły. -Dobranoc.
- Dobranoc.- Jack zamknął drzwi. Ja pobiegłam do salonu i położyłam się na kanapie wtulając się w poduszkę, dałam upust łzą. Jack podszedł do mnie i ukucnął przy mojej głowie.Powiedział:
- Kim tak mi przykro. Choć tutaj. - wstałam i przytuliłam się do niego.
- Cii ... Kim cicho. - uspakajał mnie i kołysał t obyło miłe. Naprawdę!. On z zaskoczenia wziął mnie na ręce. Ja krzyczałam:
- Jack puszczaj mnie.
- Nie- zaniósł mnie mojego pokoju i położył do łóżka. Powiedział:
- Kolorowych snów- powiedział i dał mi buziaka w czoło. Już miał wychodzić gdy ja złapałam go za nadgarstek i powiedziałam:
- Jack.
- Tak Kim.
- Proszę zostań ze mną. Nie chcę być sama. :(
- No dobrze. Ja śpię na tapczanie. Tylko pójdę po pościel. - miał już wychodzić gdy ja znowu złapałam go za nadgarstki.
- Jack. Nie, nie idź będziesz spał ze mną na drugiej połowie łóżka, wiem że jesteśmy przyjaciółmi ale potrzebuje cię.
- Dobrze Kim. - odrzekł i położył się koło mnie. Ja po 15 minutach kręcenia się na łóżku wpadłam w obięcia Morfeusza.

***************************************Jack***************************************

   Położyłem się obok Kim. Blond piękność wierciła się strasznie, ale zasnęła. Ja postanowiłem pójść w jej ślady. Rozmyślałem nad Kim i mną. Dopiero znamy się jeden dzień, a ja już wiem, że razem będziemy się świetnie dogadywać. Bardzo ją lubię Kim, nie ja ją KOCHAM!!!!! Ale jej tego nie powiem. Bardzo mi się podoba, ale nie z wyglądu tylko z charakteru. Co ja plotę z wyglądu też. Kim to najpiękniejsza dziewczyna jaką spotkałem. Rozmyślałem też nad tym jak ona sobie poradzi teraz gdy jej rodzice zginęli. Ma małego braciszka którym na pewno będzie się musiała zająć. Nie wiem jak ona to wszystko połączy: szkoła, dojo,praca mówiła mi, że tak samo jak jej mama jest modelką i za miesiąc wyjeżdża na bardzo ważny kontrakt do Paryża na FaschonWeek(czyt.Faszonłik). Pomogę jej to wszystko utrzymasz w ryzach. Będę ją chronił własną piersią :D Boże jak to brzmi. Po prostu będę ją chronił. Po 30 minutach rozmyśleń wpadłem w obięcia Morfeusza.


*********************************************************************************

Siemaneczko miśki. To ja Wika i oto 4 rozdział na moim blogu. Bardzo długi wiem po prostu taki mi wyszedł ale jestem z niego zadowolona dobra teraz czas na pytania:
Czy rodzice Kim żyją czy nie?
Co będzie z Jackiem i Kim?
Czy ktoś się pojawi w następnych rozdziałach?
Wszystko okaże się w następnych rozdziałach. Serdecznie zapraszam do czytania bloga.
PAMIĘTAJ!!!!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

środa, 13 listopada 2013

Rozdział 3 ,, Patrzyli się we mnie jak w święty obrazek"

  Hejki miśki rozdział dedykuję Patty Howard. Tak więc serdecznie zapraszam do oczytania. 


 Poszłam na salę a tam zobaczyłam .... Gace i straszny układ czirliderek. (ha nie tego się spodziewaliście co!! :D ) Boże one nawet salta do przodu nie potrafią. Matko boska co za cioty. Z wyjątkiem Grace. Jedyna potrafi coś z akrobatyki. Już prawie dochodziłam do mojej przyjaciółki, chyba mogę ją tak nazwać. Odwróciła się i mnie przytuliła. Potem przedstawiła mnie pozostałym dziewczynom z drużyny. Pokazałam im jak się robi szpagat, wstałam i się odwróciłam, zobaczyłam Jacka i chłopaków, którzy wpatrywali się we mnie jak w święty obrazek. Zarumieniłam się z tego powodu. Bili mi brawo a w szczególności Jack. Boże czy on nie może zrozumieć, że ja mam chłopaka- Brody'ego. Grace podeszła do mnie:
- Kim. Choć teraz pokarzesz naszym kochanym dziewczynom jak się  robi salta w przód pod rząd!!
- No dobrze.
- To choć.
Grace pociągnęła mnie za rękę. I zaprowadziła na koniec sali, więc zaczęłam pokaz. Skończyłam dokładnie na drugim końcu sali. Wszystkim szczeka opadła.
No i co wy na to. Oł je Kim Crowford pokazała na co  ja stać. Podbiegła do mnie Grace i mi pogratulowała. Zostało jeszcze tylko 10 minut do końca lekcji, więc szybko pobiegłam do szatni się przebrać w moje ubrania. Zajęło mi to dobre 20 minut bo jeszcze wzięłam prysznic. Grace była taka dobra i specjalnie na mnie poczekała. Postanowiłyśmy iść do Phila Falafela na falafele. Zadzwoniłam do Mamy.

***************************Rozmowa telefoniczna******************************
-Hej mamuś. Słuchaj będę dzisiaj w domu po 20.
- A dlaczego tak późno?!
- Dlatego, że wraz z moją nową przyjaciółką postanowiłam po lekcjach pojechać do miasta na mały shopping. (czyt. szopping).
- No dobrze. Tylko mnie dzisiaj nie ma w domu. Jadę z tatą na bardzo ważny bankiet. Ben jest u kolegi na noc. Masz klucze?!!
- Tak mamo nie bój się.
- To dobrze do zobaczenia jutro. A i jeszcze jedno!
- Tak mamo? - powiedziałam z ironią w głosie.
- Masz pełną lodówkę, nie wracaj do domu masz czas do 22 a nie do 20, przelałam na twoją kartę kredytową 5 tys. i możesz sobie kupić co chcesz.- mówiłam że moi rodzice mają dużo kasy i nie żałują mi anie Benowi. Możemy ją wydawać na rozsądne rzeczy a nie na głupoty typu zdrapki itp.
- No dobrze. Kocham cię!! Całuję!! Papa!
- Papa. Kocham!!

******************Koniec rozmowy telefonicznej**************

Poszłyśmy najpierw do fila coś zjeść. Następnie po zakupy. Kupiłam sobie 4 bluzki, 6 sukienek, 3 pary spodni, 4 pary butów i 2 małe torebki oraz 5 par kolczyków, 3 naszyjniki. A grace kupiła sobie bardzo ładny zestaw. Po zakupach pojechaliśmy do mnie i odstawiliśmy torby. wróciłyśmy się jeszcze raz do galerii bo chciałyśmy pójść na kawę. Gdy już miałyśmy wchodzić do kawiarni zobaczyłam dojo Bobi'ego Wasabi'ego. Spojrzałam na uczniów i wróciły wszystkie wspomnienia. Tak naprawdę nigdy nie przestałam kochać tego sportu. Mam czarny pas II stopnia, ale się tym nie chwalę. Moi rodzice nie zgadzają się na to abym trenowała karate. Kim weź się w garść. Mam 18 lat więc teraz mogę sama podejmować dla mnie ważne decyzje. Postanowiłam znowu zapisać się na treningi. Weszłam do budynku wraz z mną Grace. A tam przeżyłyśmy szok. Na ławkach siedzieli Jerry, Eddie  Milton i ... Jack oraz 2 inne dziewczyny. Dowiedziałam się od przyjaciółki, to największe plastiki w szkole Donna i Lindsey (są już w bohaterach). One chodzą tutaj tylko dla fabryki czekolady. Ale mniejsza z tym. poszłam do gabinetu sense-ja. Zapukałam,  weszłam a Grace mi towarzyszyła.
- Dzień dobry.
- Witam - powiedział gość ok. 30.
- Chciałybyśmy się zapisać na treningi.
- Macie jakieś doświadczenie?
- Tak ja mam czarny pas II stopnia. - powiedziałam u facetowi zrzedła mina. Spytał się Grace:
- A ty?
- Ja mam żółty pas. - powiedziała a on się na tą wiadomość ucieszył jak dziecko gdy dostaje cukierka. 
- To super. Jesteście oficjalnie przyjęte do tego dojo. Nazywam się Rudy. - podał nam rękę.
- Kim
- Grace.
- Miło mi was poznać. A teraz szybko pobiegnijcie się przebrać do szatni.
 Ruszyłyśmy zgodnie z poleceniem lecz wcześniej wręczył nam nasze kimona i pasy. Ja oczywiście czarny a Grace żółty. Po drodze natknęłyśmy się na plastiki. Nic nie powiedziały tylko całe nadąsane ruszyły na przód. Przebrałyśmy się w zabójczym tempie. Rudy i reszta już siedzieli na macie.
- Kochani mamy dwie nowe uczennice, Kim i Grace. Kim ma czarny pas II stopnia, a Grace żółty. Dzisiaj ćwiczymy w parach. Jerry i Milton, Eddie i Donna, Grace i Lindsay oraz Kim i Jack. Zaczynacie według kolejności, na matę pierwsza para.
pierwszą walkę wygrał Jerry, drugą Eddie, trzecią Grac. Przyszła pora na mnie i fejmucha(Jack <3). Walczyliśmy dobre 15 minut. Każdy patrzył się na nas z satysfakcją. Ja obrania-łam, każdy cios Jacka przy czym go męcząc. Zadałam ostateczny cios wtedy gdy był on na maksa wypompowany.  Oberwał od mnie mocnym kopem z pół obrotu. Poleciał na ziemie. Plastiki podbiegły do niego i wykrzyczały:
- Pożałujesz tego Kim. POŻAŁUJESZ - i zwróciły się do Jacka - Jack'uś nic ci nie jest?
- Nie. - wstał i podszedł do mnie. - Kim to była bardzo wyrównana walka szczerze gratuluję - i podał mi rękę. CO JACK BREWER PODAJE MI RĘKĘ?? Po chwili namysłu uścisnęłam ją. On nie jest taki zły. Może się kiedyś do niego przekonam. Ale to czas pokaże. Szczerze nie przejęłam się słowami plastików, które wypowiedziały dobre 5 minut temu :D. Wszyscy pobiegli do mnie i mi pogratulowali. Usłyszałam Ze Jacka nikt nie pokonał od 2 lat. Czyli byłam pierwszą osoba która go pokonała. SUPER!! Podziękowałam i poszłam do szatni. Grac została jeszcze na sali. Już miałam wychodzić z dojo, gdy zadzwonił do mnie telefon. Usiadłam na ławce w dojo. Spojrzałam na wyświetlacz, a tam było napisane że dzwoni Brody więc odebrałam. Ucieszyłam się z tego powodu ale to było jak słońce przed burzą.
*********************Rozmowa telefoniczna*************
- Cześć kochanie. Co tam u ciebie? Nie wiesz jak strasznie tęsknię za tobą. - powiedziałam w pełni uradowana.
- Cześć Kim. - powiedział bardzo przygnębiony. - Musimy porozmawiać.
- Tak Brody? O co chodzi? Nie strasz mnie.?!
- Kim chodzi o to, że... - już powoli napływały mi łzy do oczu.-,że... związki na odległość nie mają przyszłości.
- Brody proszę nie rób mi tego?! - łkałam.
- Kim to koniec. - powiedział i się rozłączył, a ja się po prostu rozryczałam. Wybiegłam z dojo i galerii. Biegłam prosto przed siebie, nie zważając na nic. Stałam na środku drogi. Zobaczyłam jak pędzi prosto na mnie rozpędzony tir. Chciałam ze sobą kończyć. Nie mam po co żyć. Już miał we mnie uderzyć, gdy nagle...

***********************************************************************************
Cześć kochani. To znowu ja. Rozdział dzisiaj z tego powodu, że jutro jestem zajęta i nie będę miała czasu go wstawić. Tak więc jest i o to ten rozdział. Jak widzicie mamy nowy wygląd bloga. Zawdzięczam go Patty Howard. Tak wiem kochana. Dziękuje ci już 3 raz publicznie, 2 raz na blogu i 1 osobiście. No co mam robić jak jest taki piękny.
Pamiętaj!!!
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz!!

Serdecznie zapraszam na blogi naszej kochanej Patty:

Piątego nie mogę znaleźć. Tak więc kochana dziękuję ci z całego serca.

Podziękowanie.

Cześć misiaki. Mam zaszczyt podziękować naszej kochanej Patty Howard za wykonanie przepięknego szablonu na moim blogu. Serdecznie dziękuję z całego serca. I mam nadzieję, że nasza współpraca nie skończy się tylko na szablonach.

czwartek, 7 listopada 2013

Rozdział 2 ,, Wszyscy się na mnie gapili"

 Siemneczko Miśki. dziesięć rozdział dedykuję wszystkim moim czytelnikom CO SA click here Razem Ze mna od początku mojej Przygody z Kick'em. tak Wiec serdecznie zapraszam do czytania.


Obudziła Mnie mama o 7. Nie chciało mi się wstawiać. Ale mus do muz. poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic. Owinęłam się ręcznikiem i poszłam do garderoby po, ubrania.  Ubrałam SIE .  Zrobiłam sobie jeszcze  fryzurę.  Poszłam na dół zjadłam śniadanie. Poszłam do garażu. Wsiadłam do auta . i pojechałam do nowej szkoły. Zaparkowałam samochód na parkingu przy budynku. Weszłam do placówki i każdy, dosłownie każdy chłopak i dziewczyna patrzyli na mnie, jakby mieli zamiar zabić każdego. Ale moja uwagę przykuł jeden chłopak. Siedział na schodach i był on otoczony tabunem dziewczyn. Moim zdaniem to był zwykły casanowa, a takich należy unikać. Dla tego poszłam prosto do gabinetu dyrektora. Po drodze miałam wrażenie że każdy chłopak którego minęłam pożerał mnie wzrokiem. To było na maxa dziwne, ponieważ ja mam już chłopaka i nie mam zamiaru się z nikim wiązać, no ale z kąt mają to wiedzie. Przecież nie czytają w myślach. Nie znają mojego życiorysu, a na dodatek kocham swojego chłopaka. Poszłam do gabinetu dyrektora, który wręczył mi plan zajęć, numer szafki i kod do niej aby ją odtworzyć oraz dostałam wszystkie podręczniki do przedmiotów. Już wiem dla czego nie nie musiałam kupować ich tylko same zeszyty, które miałam w torbie. Dyrektor powiedział, że mam pójść odłożyć wszystkie niepotrzebne książki do szafki i poczekać na niego w holu przed klasą i mam na niego poczekać na niego. Po 5 minutach czekania dyrektor zaprowadził Mnie do klasy nr. 316. Tam miałam mieć biologie z p. Wodson'em. Na oko nie był sympatyczny na dodatek to był mój nowy wychowawca. Przekichane. Tak więc dyrektor z grzeczności odtworzył mi drzwi od klasy. Weszłam, a nauczyciel po prostu na mnie naskoczył:
- Kimberly, na moje lekcje się nie spóźnia. Tak więc to ma być ostatni raz. W ogóle gdzie byłaś dziecko?
- Kim Po prostu Kim. Byłam ...
- Była ze mną Filipie i proszę nie czepiaj się jej. To jej pierwszy dzień  
- Dobrze. Tak więc ...
- Kim.
- Tak Kim, usiądziesz z panem Brewerem w ostatniej ławce -. jak nakazał tak zrobiłam. Usiadłam OBOK na prawdę przystojnego bruneta. Miał gęste brązowe włosy i brązowe oczy, które wyglądały jak fabryka czekolady, ale taka na prawdę prawdziwa fabryka. Tak więc nie słuchałam na lekcji  prowadzoną przez gbura. Szczerze, nie lubię uważać na lekcji. Katorga minęła. Zabrzmiał dzwonek ja wyszłam jako ostatnia z jedną dziewczyną. Nie chcący potknęłam się u upuściłam książki. Ona pomogła mi je pozbierać.
- Przepraszam taka niezdara ze mnie.
- Nic nie szkodzi. Jestem Grace. Ty zapewne Kim? Tak?
- Tak.
- Widać że wpadłaś już komuś w oko!
- Nie? Chyba sobie żartujesz w tym momencie ! - wybuchnęłyśmy razem śmiechem. Ta dziewczyna jest nawet spoczko. Mam nadzieje, że się zaprzyjaźnimy.
- Hej Kim? Nie masz przypadkiem ochoty zapisać się do drużynach czirliderek (Nie wiem jak to się pisze).
- Jasne. Kiedy są treningi?
- Dzisiaj po lekcjach. Co msz Teraz?
- Ja niestety matmę.
- Nie no z jednej Strony super.
- Czemu tak?
- Bo mam ja razem z tobą. Usiądziesz ze mną?
- Tak Jasne. Na dzisiejszy trening też idziemy razem? Tak?
- Tak. Ja jestem kapitanem. Ty jak się dzisiaj spiszesz się możesz być vice kapitanem bo dziewczyna, która nim była wyjechała na stale do Australii.
- No dobrze. Tylko żeby nie było tak ze Kim przyjeżdża i myśli sobie, że może sobie wszystko. Nie chcę żeby to tak wyglądało. Rozumiesz
- Rozumiem. - Zanim już się obejrzałyśmy zabrzmiał dzwonek. Ruszyłyśmy do sali matematycznej. Boże jak ja nie nie znoszę matmy. Z Grace na pewno będziemy najlepszymi przyjaciółkami liczę na to.! :) Po okropnej lekcji najgorszego przedmiotu na Świecie. Ruszyłam wraz z Grace na trening czirliderek. W Tym czasie co słyszałam do chłopaki z naszej klasy mają wf,  w tym: Jack, Jerry, Milton i Eddi oraz pozostali. Tych 4 pierwszych oszołomów zdążyłam trochę poznać na przerwach ,  Boże jak ja nie lubię Jacka. Przez prawie cały dzisiejszy dzień się do mnie przystawiał. Jest strasznie arogancki. Strasznie mnie denerwuje. I jeszcze na dodatek los chciał abyśmy znajdowali się w tym samym miejscu. Gdzie ja byłam tam i on. O matko co za koszmar! Poszłam na salę gimnastyczną i  zobaczyłam tam ....

************************************************** *******************************



Hejki Miśki do Znowu ja Wika.
No i oto 2 rozdział.
Będą się pojawiać w  Czwartki lub Piątki.
Tak Wiec Czas na pytania:
Co Kim zobaczyła?
Moze Brody'ego?
Tak Wiec serdecznie zapraszam do czytania!
PAMIĘTAJ!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ!! <3 <3 <3

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 1 ,, Pierwszy dzień szkoły"

  ****************************Z punktu widzenia głównej bohaterki************************

   Przyjechałam dzisiaj rano do nowego miasta Seword. Przeprowadziłam się do niego z powodu pracy mamy. Jest modelką i dostałą bardzo ważny kontrakt z tutejszą agencją modelek. Ale coś przeczuwam że zostaniemy tu na stałe :) Tata jest w NY. Reżyseruje teraz nowy film. Nie wiem jaką ma nazwę. ale mniejsza z tym. Jechaliśmy limuzyną gdy kierowca zatrzymał się przed ogromną willą. Podszedł do drzwi i otworzył je przy czym wysiadłam i  ujrzałam nasz nowy dom tak przypuszczałam.
(nowy dom rodziny Crowordów )
Dojechaliśmy nocą. Byłam bardzo zmęczona. Tak samo jak i Ben. Podszedł do mnie a ja wzięłam go na rączki. Ma 5 lat. Urodził się gdy ja miałam 13 lat. Teraz mam 18. Skończyłam je miesiąc temu. Mój chłopak Brody wyprawił z tej okazji wielką imprezę. Było przewspaniale. Tęsknię za nim. Z rozmyśleń przerwała mi mama. powiedziała że już czas zobaczyć nasze nowe pokoje. tak więc weszliśmy do domu. Mama postanowiła nas oprowadzić bo ja i malec nie mieliśmy zielonego pojęcia jak wygląda ten dom. Mama przyleciała tu wcześniej aby wybrać i zobaczyć nasz nowy dom. Wiedziała jak wyglądają pomieszczenia. Sama je meblowała i widać to po salonie nie szczędziła pieniędzy na jego wystrój. Jesteśmy bogaci tak więc możemy sobie pozwalać na wile luksusów. W wakacje które się skończył już wczoraj nie szczędziłam kasy na ciuchy i imprezy oraz spa i inne wypady lub wycieczki ze znajomymi.

                                                                            (salon)
Ja i Ben zrobiliśmy wielkie oczy na widok tego salony. A chodziliśmy przez cały czas z otwartą buzią na widok wszystkich pokoi po kolei. Następnym przystankiem była kuchnia.

Potem były cztery pokoje gościnne:






Potem poszliśmy do pokoju rodziców:


Następnie poszliśmy do pokoju Bena:

Mały był bardzo zadowolony z swojego pokoju, który był bardzo duży. Uszczęśliwiło go to że już może się zadomowić a ja jeszcze muszę czekać. Mama wzięła mnie za rękę i prowadziła mnie do końca korytarza. Stanęłyśmy przy wielkich drzwiach jak do wielkiej komnaty. Pomyślałam. I tak była to wielka komnata, no nie do końca bo to był dom a nie zamek więc nie można nazwać pomieszczenia w tym domu komnatami.Ale mniejsza z tym. I tak jak przypuszczałam był to wielki pokój. Mama zaprowadziła mnie do jego wnętrza wyglądał on tak:

Był on przepiękny. Mama powiedziała że to jeszcze nie wszystko zasłoniła mi oczy i zaprowadziła do pomieszczenia do którego wchodziło się przez mój pokój. Odsłoniła mi oczy a ja tylko krzyknęłam ,,WOW"
To była garderoba, która miała 2 części pierwsza wygląda tak:

A druga tak:


Zauważyłam że znajdują się jeszcze drzwi w drugiej części garderoby. Byłam ciekawa do kąt prowadzą. Jak mówią ,, Ciekawość to pierwszy stopień do piekła". Nie przejęłam się tym zbytnio i postanowiłam zobaczyć co tam jest. Otworzyłam drzwi i ujrzałam przepiękną łazienkę. A wyglądała ona tak:

Postanowiłam od razu przetestować nową wannę. Tak więc wzięłam prysznic. Po 20 minutach cudownej kąpieli poszłam do pokoju ale przedtem ubrałam się w szlafrok. Ubrałam się w pidżamę. Po przebraniu wskoczyłam od razu pod pierzynę ale najpierw wysłałam SMS-a do Brody'ego ,, Kocham cię. Tęsknię za tobą. Dobranoc. <3 <3 <3 :* :* :* :* ". Zasnęłam dopiero o 22. Myślałam nad tym czy uczniowie tutejszej szkoły  mnie zaakceptują, bo już jutro będzie mój pierwszy dzień w nowej szkole. Uczniowie tutejszej szkoły za czeli dzisiaj.

*********************************************************************************

Hejki miśki. I jak wam się podoba pierwszy rozdział mojego nowego bloga. Serdecznie zapraszam do jego czytania. Przewiduję że ten blog będzie miał max. 20 rozdziałów. Tak więc pamiętaj
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!!!!

piątek, 1 listopada 2013

Bohaterowie:)

SA bohaterowie Ze starego opowiadania.,
Kimberly (Kim) Crawford - 18 latka, bedzie uczęszczała do Szkoły Bobby'ego Wasabie'go. JEJ najlepszą przyjaciółka zostanie Grace. Żart najładniejszą DZIEWCZYNA w całej szkole. Do Ona wyznacza Nowe trendy w Szkole.
 Jack Brewer - 18 latek, uczęszcza na temat Szkoły Bobby'ego Wasabie'go. Ma czarny pas karate 3 stopnia wag, grac umie zawodowo na gitarze, Jégo najlepszym przyjacielem JEST Jerry, żartem najładniejszym chłopakiem wag całej szkole oraz wice-przewodniczącym Tymczasem w Rady uczniowskiej.Jest babiarzem chodził z kazda laska w Szkole oprócz Kim ppkt i grece. ZAWSZE Byl z Nimi przez tydzien.
 Jerry Martinez - 18-latek, uczęszcza na temat Szkoły Bobby'ego Wasabie'go. Ma Żółty pas W karate. Żart tak Samo Jak najlepszy Przyjaciel babiarzem lecz ma Mniejsze wzięcie. Kocha sie w Grace lecz Ona O Tym Nie Wie i boi sie JEJ wyznać na współfinansowanie czuje. Biegle mowi po hiszpańsku co Dziwne TYLKO jak sie zdenerwuje Albo chce sie po Pisac. NA kartkówkach Z hiszpańskiego Nic nie napisac potrafi.
 Eddie - 18 latek, uczęszcza na temat Szkoły Bobby'ego Wasabie'go. Pas ma Pomarańczowy. Dwa miesiące po rozpoczęciu Roku szkolnego przeprowadza sie do Miami. Jégo przyjaciółmi SA: Kim, Jack, Jerry, Milton, Grace i Rudy.
 Grece - 18 latka, JEJ najlepsza przyjaciółka z Kim. Żart Druga najładniejszą DZIEWCZYNA W całej szkole.Jej przyjaciółmi SA: Kim, Jack, Jerry, Milton i Eddi.
 Milton McKrupnik - 18 latek, uczęszcza na temat Szkoły Bobby'ego Wasabie'go. Ma Żółty pas W karate. Z pochodzenia żart Irlandczykiem. typowy kujon. NIE moze zdobyć ustny poniżej 6.Jego przyjaciółmi SA: Kim, Jack, Jerry, Grace, Eddi i Rudy.
Rudy - 30 latek, uczy sztuk Walki w dojo Bobbi'ego Wasabi'ego. JEST troszkę świrnięty piwo na nic. Jégo przyjaciółmi SA: Kim, Jack, Jerry, Milton i Eddi.

 Brody Anderson - 18-latek, chłopak Kim. mieszka w Miami. JEST największym imprezowiczem miescie tęskni ZA SWOJĄ DZIEWCZYNA dla Tego przyjeżdża do Seword.

Ben Craword - 5 latek, braciszek Kim. Kocha SWOJĄ siostrę nad Życie tak Samo Jak Ona Jégo. GDY Pozna Jacka od razu bedzie chciał uczyć karate ale Jégo SIE NIE bedzie mama by pozwalała mu na.



Donna Tobin - nadąsany plastik w Szkole (o ile nie nie mozna powiedziec w całym miescie: D), Królowa Szkoły. Ubiera SIE JAK (przepraszam ZA na sformułowanie) DZIEWCZYNA Z piętrowe latarni. Chodziła z każdym chłopakiem w Szkole oprócz Jacka. JEST W NIM Zakochana PO uszy. GDY pojawia sie Kim chcę JA ZA wszelką cene zniszczyć lecz JEJ SIE NIE do údaje.


Lindsey Calwano - 18 lataka. Królowa plastików w Szkole o île NIE wag miescie. Kocha sie w Jack'u. GDY pojawia sie Kim postanawia ja zniszczyć na oczach znajomych Jak i całego ŚWIATA.


Vanessa Crowford - 22 latka. Starsza sistra Kim i Bena. Po Śmierci rodziców  wraca do domu, aby pomóc  Kim w obowiązkach i Zając się maluchem. Dostaje główna rola w obsadzie serialu,, Słodkie Kłamstewka ".
             

 

Noah Crofword - kuzyn Kim, Van i Bena. Z Kim jest najbliżej. Można go nazwać jej przyszywanym bratem. Przyjeżdża do Seaford na pogrzeb wujka i cioci. Jest on synem brata ojca Kim. Zostaje u Kim na dość długi okres.




Bohaterowie pojawiać się będą na bieżąco.

Witam.

  Witam to mój drugi blog. Mam nadzieję że akurat tego doprowadzę do końca.Tak więc zaczynajmy. A i jeszcze jedno mogą tu się znajdować zdjęcia z starego bloga. Bohaterowie zostaną tu skopiowani. Tak więc zapraszam. Rozdziały będą się pojawiać co tydzień. <3 :) :*