poniedziałek, 23 grudnia 2013

5 Rozdział ,, On zawsze taki nie kumaty :) "

  Siemaneczko kochani. To znowu ja Wika i oto 5 rozdział na blogu. Zapraszam do czytania. Na dole pod rozdziałem pojawi się notka i proszę o jej przeczytanie. :)


   Obudziłam się, a co mnie zdziwiło byłam wtulona w Jack'a. Przyznam podobało mi się to. On jeszcze spał więc wyswobodziłam się z jego uścisku a to było naprawdę trudne. Poszłam do łazienki, wzięłam kąpiel. Nalałam do wanny mojego ulubionego płynu arbuzowego i umyłam włosy szamponem arbuzowym. A co ja się będę co nie? Po kojącej kąpieli wytarłam się dokładnie. Przypomniało mi się, że ja nie wzięłam ubrań, a do garderoby przechodzi się przez mój pokój, więc nie obejdzie się bez spotkania z Jack'iem. Wyszłam z łazienki . Jack'a o dziwo nie było w łóżku "Dziwneee??" pomyślałam. Postanowiłam już pójść do  mojego pokoju mody (garderoby) a nie stać w pokoju w ręczniku :P. Ubrałam się w zestaw, który kupiłam z Grace. Wyszłam z garderoby i udałam się do kuchni a tam przyciągnął mnie zapach gofrów. Jack'a nie było w kuchni gdy weszłam znowu. "Gdzie on się podział?:D" pomyślałam. Wyciągnęłam z szafki talerze. Podeszłam do stołu i ktoś przytulił mnie od tyłu. A tym kotośem był nie kto inny jak Jack. Bardzo się ucieszyłam. Odwróciłam się do niego i powiedziałam:
- Jack jesteśmy przyjaciółmi. Bez zapędów. Ok
.- No ok. - powiedział - Jeszcze jesteśmy - wyszeptał sobie pod nosem ale ja to usłyszałam.
- Co? - udawałam że nie słyszałam.
- Nic, nic. - powiedział. Po śniadaniu Jack się ogarną i ruszyliśmy na komisariat policji, ale najpierw pojechaliśmy po Bena. Wiem, ze on jest jeszcze za malutki na to ale i tak prędzej czy później by się dowiedział. Jack wyrwał mnie z rozmyśleń gdy dojechaliśmy do jakiegoś domu. Nie wiedziałam jaki to dom, bo Jack prowadził ja podałam mu tylko adres na który mieliśmy jechać. Gdy dojechaliśmy Jack się roześmiał w niebo głosy ale to mnie nie ruszało. Spytałam go:
- Z czego się śmiejesz - oschle i z wielką powagą.
- Bo ... Bo... - mówił cały czas się śmiejąc.
- Co bo!! - krzyknęłam
- Bo to dom Jerrego. On ma młodszego brata Andres'a. - powiedział już spokojnie w pełni uspokojony.
- Aha no spoczko. I oto było tyle śmiechu. - powiedziałam. Wyszliśmy z samochodu i ruszyliśmy w stronę drzwi. Fabryka zapukał do nich. Otworzył nam drzwi nie kto inny , a Jerry mówiąc coś w swoim języku:
-  Hi there. ¿Cómo estás? (czyt. Siemanko.Co tam u was?)
- Dobrze Jerry.  
- Uszaty (czt. Jerry). Ja po brata. - powiedziałam już z łzami w oczach, bo wiedziałam, ze teraz trzeba mu to powiedzieć.
- Po Bena. to twój Brat? - Boże jak zawsze nie kumaty. Ale i tak go kocham. ale jak brata.
- Tak Jerry. ben to mój młodszy braciszek. Mam jeszcze siostrę Vaness'ę.- odpowiedziałam mu na pytanie. - On zawsze taki nie kumaty?? - spytałam się go no przecież w Seword mieszkam dopiero tydzień a Jerrego dopiero znam 2 dni. A już zdążyłam się zabujać w Jack'u. Nie no to dopiero miłość od pierwszego wejrzenia. Ale mniejsza z tym. Jerry wpuścił nas do domu i zaprosił nas do salonu. Zdziwiło mnie to że wie co to jest salon. Usiedliśmy na kanapie. Uszaty poszedł po dzieciaki do ogrodu. obserwowałam jak mały Ben gra w piłkę z Andresem. Nie wiem jak mu to powiedzieć. Jedna samotna zła spłyneła po moim policzku. Jack to zauważył i odwrócił moją twarz  mówiąc:
- Kimcia, co jest??
- Nic Jack. Tylko.... - i już wylewałam potok łez.
- Tylko nie wiem jak mam mu powiedzieć o śmierci rodziców.
- Kim. Dasz radę.
- Nie jestem tego taka pewna. 
- KIM - powiedział stanowczo. - Ja w ciebie wieże i wiem że dasz radę. - dodał. a wtedy na mojej twarzy pojawił się pogodny uśmiech.
- Dziękuję Jack. Chociaż znamy się 2 dni czuję że znamy się od urodzenia.
- Kim a wież że czuję to samo w stosunku do ciebie.
 Nasze twarze zbliżyły się do siebie. Od pocałunku dzieliły nas zaledwie milimetry. Chciałam tego gdy nagle...... 



***************************************************** 

Siemka Misiaki. Przepraszam ale to przepraszam ze nie było rozdziałów po prostu nie było czasu kiedy dodać ale obiecuję że rozdziały będą dodawane teraz regularnie. Przykro mi z powody Patty. Ale nic żyje się dalej ale na pewno nie skończy się nasza współpraca na tym jednym blogu na pewno będzie ich więcej. Tak więc życzę zdrowych i wesołych świąt. Pamiętajcie:
Czytasz = Komentujesz = Motywujesz !!!!!!

2 komentarze:

  1. Genialne to! <3
    Ale kto się odważył przerwą mojemu kickowi
    w tak istotny momencie?!
    Czekam na nn;*
    I Masz rację, zawsze służę pomocą :)

    OdpowiedzUsuń