Simka misiaki to ja Wika i mam dla was nowy rozdział czyli 12. Dedykuję go wszystkim czytelnikom i komentatorom. Tak więc zapraszam <3 O to i on:
Zbliżyliśmy się do siebie. Nasze usta dzieliła kilku centymetrowa szczelina, która tak chcę pokonać. Zaczęliśmy się do siebie niebezpiecznie zbliżać gdy nagle................
Gdy nagle drzwi od windy się otworzyły. a my oderwaliśmy się od siebie. Do windy wsiadł jakiś facet z aktówką, ubrany był w czarny garnitur a włosy miał ułożone na żel. Ja znowu przeklinałam tych którzy nam zawsze muszą przeszkodzić. I znowu musiałam zalać się rumieńcem ,, Naprawdę Kim, Naprawdę" - pomyślałam. Ruszyliśmy dalej. Gdy dojechaliśmy na 10 piętro wyszliśmy z windy i poszliśmy w stronę notariusza. Stanęliśmy przed drzwiami nr. 169.
- Gotowa?? - spytał mnie Jack.
- Z tobą zawsze. - odpowiedziałam mu.
Zapukałam i usłyszałam proste tradycyjne "proszę". Otworzyłam drzwi i zobaczyłam super wypasiony gabinet urządzony w nowoczesnym stylu. Za szklanym biurkiem na skórzanym krześle siedział facet ok 30. Był ubrany jak chyba każdy w tej firmie notarialnej w czarny garnitur. Włosy miał "ulizane" i miał kozią bródkę. DZIWNEEEE. A teraz wrócimy do wystroju. Z boku pomieszczenia był widok na Seawford [nie wiem jak to się pisze] przez wielkie szklane okno. Przed nim stała wielka sofa w kolorze ekri [nie wiem jak to się pisze], i telewizor plazmowy chyba 45 calowy. Przed biurkiem stały dwa fotele także w kolorze ekri.
- Kim choć.
Van wskazała mi fotel obok siebie a ja usiadłam. Jack stanął za mną i położył swoje ręce na moich barkach. Ja pogłaskałam jedną z nich. ,, Boże. Jak ja kocham gdy on mnie tak dotyka. Z taką czułością i delikatnością [bez skojarzeń] " - pomyślałam. Ale przecież my nie możemy być razem. Znamy się zaledwie parę dni a ja już zdążyłam się zakochać w moim przyjacielu.
Chyba mogę go już tak nazwać? Czuję jakbym znała go od najmłodszych lat. Ale co z tego gdy nic z tego nie pamiętam. Z transu wybudziła mnie Van pstrykając palcami przed moją twarzą.
- Kim ........ KIM OBUDŹ SIĘ !!! - wykrzyczała chyba na całe Seafword.
- CO?? Co się dzieje?? - spytałam zamulona.
- Kimcia pan Dymitr chce już zaczynać. - powiedział Jack
nachylając się do mojego ucha.
- Ale z was piękna para. - powiedział Dymitr.
Na te słowa od razu wzdrygnęliśmy się.
- ALE MY NIE JESTEŚMY RAZEM!! - wykrzyknęliśmy razem.
- A szkoda, szkoda.
Znów się zarumieniłam. ,, Rany boskie znowu!!" - przeklinałam się w myślach.
- No dobrze w takim razie przejdźmy do testamentu. - powiedział, a my skinęliśmy głowami na znak zgody.
- Wasi rodzice byli naprawdę bogaci w sumie można powiedzieć że byli milionerami a nawet miliarderami. A zarobili 75.000.000.000.00 miliardów dolarów i to postanowili podzielić na waszą czyli : najmłodszego Bena, Kim i najstarszą Vanessę po równo czyli 25 miliardów na łebka.
- Mam proźbę.
- Tak słucham pani Vanesso.
- Czy pieniądze Bena mogą zostać przelane na jego konto oszczędnościowe?
- Tak, ależ oczywiście. Tylko kto będzie miał do niego dostęp?
- Ja i Kim. Z tego co wiem to teraz my jesteśmy jego opiekunkami prawnymi.
- Tak to prawda. Więc zgadzam się przeleję te pieniądze.
- Dobrze.
- Wracając do testamentu. Rodzice mieli 10 wilii i 6 apartamentów w różnych miejscach na świecie. Podzielili je tak: Ben 2 wille w Pekinie i Madrycie 2 apartamenty w Waszyngtonie i Berlinie, Kim 4 wille w Los Angeles, Nowym Yorku, Paryżu i Sopocie 2 apartamenty w Paryżu i Londynie. - powiedział a ja aż piszczałam w mojej podświadomości. To są te miejsca w których mieszkałam i obiecałam sobie że do nich wrócę. A tu co się okazuję. Mam tam wille i apartamenty. Opowiadałam o tym zawsze rodzicom gdy byłam mała to w tych miastach chcę mieć domy na własność. A tu proszę rodzice zrobili mi taką niespodziankę tylko szkoda że dowiaduję się poprzez testament ale tak dziękują im z całego serca za to.
- Vanessa 4 wille w Barcelonie, Atenach, Rzymie i Buenos Aires 2 apartamenty w Warszawie i Bostonie.
Gdy skończyła biadolenie pomyślałam tak: Mam 4 wille i 2 apartamenty. Będę mogła tam jeździć kiedy będę chciała. O matko to jest życie. Tylko szkoda że zaczyna się je teraz bez rodziców :(
Van na pewno się ucieszyła tak samo jak ucieszy się Ben gdy się dowie.
- Mam do pana prośbę - powiedziałam.
- Tak słucham??
- Czy pieniądze mógł by pan przelać na moje konto? Przepraszam ze mam taki spóźniony zapłon tylko po prostu jestem w szoku.
- Na moje też - dołączyła się Van.
- Ależ oczywiście nie ma problemu.
Już było po spotkaniu. Podpisałyśmy wszystkie formalności. A ja cały czas próbowałam obudzić Jack'a z transu.
- Halo Jack! - krzyczałam i machałam przed jego twarzą ręką.
Ale to było na nic. Więc postanowiłam podjąć radykalne kroki. Pocałowałam go w policzek. A on od razu otrząsnął się i spłonął rumieńcem. O tak. 1:0 dla Kim. Tak to zawsze działa.
- Jack jesteś już wśród żywych?? - spytałam go.
- Co?? Tak, tak już jestem, jestem.
- To dobrze. Co się stało że się tak zawiesiłeś?
- Bo ..... Po prostu się zdziwiłem ile macie domów i kasy.
- ALE CO TO MA ZNACZYĆ??!!!!! - wykrzyczałam z zdziwienia.
To co że jestem dziana to on będzie mnie traktował jak jakąś lafiryndę. O nie ja tak tego nie zostawię. Myślałam, że przyjaźnimy się ze względu na to, że dobrze się rozumiemy a tu co!!
- To co przyjaźnisz się ze mną tylko dla tego, że jestem dziana?
- Nie Kim to nie tak.
- A JAK?? - już nie wytrzymałam i wybuchłam.
- Przyjaźnię się z tobą ze względu na samą ciebie a nie dla tego ze jesteś bogata. Ja znam takie dziewczyny co starzy dają im w łapę. Typowe plastiki, które przejmują się tylko swoim wyglądem i myślą, że pieniądze wszystko załatwią. A ty taka nie jesteś. Dla tego wiedziałem, że masz w sobie to coś.
- To coś? - spytałam zbita już do końca z tropu.
Zbliżył się do mnie i położył ręce na mojej talii. Swój wzrok utkwił na moich oczach a ja natychmiast zatopiłam się w fabryce nutelli. Wpatrywał się w moje oczy i kontynuował.
- To, że nie jesteś pusta. Nie przejmujesz się swoim wyglądem, nie płaczesz gdy złamiesz paznokieć tylko mówisz "Nic się nie stało, odrośnie". Pomagasz innym, gdy coś się stało, a nie się śmiejesz. nie poniżasz innych. Innymi słowy mówiąc i to podsumowując masz uczucia.
Jedna łza spłynęła po moim policzku. Czyli byłam w błędzie. On mnie lubi taką jaką jestem.
- Kim co się stało? - zapytał.
- Nic.
- Powiedz mi. - powiedział i zagroził mi palcem. Ja wtuliłam się w niego tak jak w przytulankę.
- Po prostu nikt nigdy nie powiedział mi tak miłych słów. Doceniam to co dla mnie robisz i dziękuję ci za to.
- Nie ma za co Kimcia. - powiedział i przytulił mnie mocniej.
Ale jak zawsze musi nam ktoś przeszkodzić.
- Aghm. Nie chcę wam przerywać.
- Ale to robisz Van - warknęłam.
- Dobra, ale musimy jeszcze raz podpisać potwierdzenie testamentu. - powiedziała
- Ok. - powiedziałam i oderwałam się od Jack'a. Na to on zrobił minę smutnego psiaka.
Pierwsza podpisałam się pod potwierdzeniem. Starannie i czytelnie. Potem przyszła kolej na Van. Podpisała się, a notariusz serdecznie nam podziękował.
- Kim. - odezwała się Van.
- Hmm.
- Nie masz ochoty na mały shopping. [nie wiem jak to się pisze]
- A wiesz, że mam.
- To na co czekamy. Idziemy? - powiedziała Van.
- Tak. Jack prowadzisz i idziesz z nami na zakupy. - powiedziałam.
- Dokładnie. - przytaknęła mi moja siostra.
- Halo. A ja mam tu coś do gadania. - oburzył się "Grecki Bóg" [wiem że to kochacie.]
- Nie. - powiedziałyśmy równocześnie.
- Znowu to samo. - mruknął.
- Słyszałam. - powiedziałam oschle a on podniósł ręce w geście poddania.
Poszliśmy na parking i wsiedliśmy do mojego żołtego cuda. Jack porowadziła a ja siedziałam obok niego, a Van z tyłu.
- To co Kim zrobimy oblężenie na całą galerię.
- No a jak.
- Mam taką nadzieję.
Dojechaliśmy po 10 minutach. Całkiem blisko mieści się centrum od biura notarialnego. Jack zaparkował gdzieś mojego skarba, a my czekałyśmy na niego przed budynkiem.
- To co jack jesteś gotowy? - spytałam gdy już do nas doszedł.
- Tak jest. - i dla żartu zasalutował.
Spędziliśmy w galerii bite 4 godziny. kupiłam sobie 4 boskie zestawy a oto i one.Pierwszy <---, Drugi <---, Trzeci <----, Czwarty <----. Van kupiła sobie tylko 2 a oto i one.Pierwszy <---- i Drugi <-----. Po udanych zakupach pojechaliśmy od razu do nas do domu. Zadzwoniliśmy do Jerry'ego i spytaliśmy się czy Ben może zostać na noc a on się zgodził. Zaniosłam torby z zakupami do garderoby i poukładałam ubrania na swoje miejsca. Gdy wróciłam do pokoju zastałam tam......
++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
No witam was misiaki. Oto nowy rozdział. Strasznie długi mi wyszedł. Chcę podziękować za promowanie mojego bloga osobom które to robią. Rozdział pojawi się nie długo.
Pamiętaj:
Czytasz + Komentujesz = Motywujesz !! :D
Pisze się Seaford :D a co do koloru to nie mam pojęcia. Ja pisze ekri xD
OdpowiedzUsuńRozdział super :d
Fajnie, że nie śpieszysz się z ich połączeniem. Takie szybko są zazwyczaj nudne xD Ja tam wole poczekać :d Wiem dziwna jestem ...
Ale co tam :)
Czekam na nn ^^
Boski!!!
OdpowiedzUsuńkogo ona zastala w pokoju?!
ej kurde przez cb mam skojarzenia!! 169 xd z naciskiem na 69 ;) wbijaj do mn i dawaj next <3
pozdro :**
Specjalnie dałam 69 :D
UsuńCiesze się, że to napisałaś, bałam się, że to tylko ja... :D
UsuńA rozdział super ! :*