piątek, 11 kwietnia 2014

Rozdział 14 "SweetFocie"

I oto rozdział 14. Zapraszam do czytania. dedukuję go wszystkim czytelnikom i komentatorom :D
Zapraszam do czytania :

(....) - myśli Kim
[....] - moje komentarze :D

Van zrobiła nam jeszcze jedno zdjęcie gdy nagle....


Gdy nagle obudził się Ben i zaczął biegać po całym pokoju krzycząc:
- Potwul ...... pan Potwul....... on tu jest i mnjie zje ...... !!!!!!!!!!!! - wybiegł z pokoju. My czyli Van, Jack i ja mieliśmy miny typu pokerface ale potem nie wytrzymaliśmy i laliśmy ze śmiechu. 
- Dobra kochani ja idę szukać naszego urwisa nie wiem jak wy :D
- Ja idę się ogarnąć i coś zjeść. Kim??
- Hmm??
- Mogę skorzystać z mojej łazienki bo masz zajebistą wannę??
- A co ja Karitas Polska??
- No prosie? - i zrobił maślane oczka jak ze Schreka. 


(Matko ale on słodko wygląda. )- pomyślałam. było trudno mi się ich oprzeć ale uległam.
- No dobra, dobra tylko tak na mnie nie patrz.
- Dzięki Kimcia. - powiedział i dał mi całusa w policzek.
Szukałam Bena po całym domu, a moja kochana siostrunia nawet nie raczyła dupy ruszyć i mi pomóc. Od razu rozsiadła się na kanapie i oglądała TV.
- Może mi pomożesz??
- Nie mam ochoty. I źle się czuję.
- Co znowu robiłaś, że źle się czujesz. - tak to moja wan, niezdara do potęgi entej i schorowana na każdym kroku.
- Bziusio mnje boli mamo.
- No dobra.
Poszłam do kuchni i wyjęłam z apteczki Nospe i nalałam naszemu chorlakowi wody do szklanki. Z korytarza zgarnełam jeszcze jakiś koc. 
- Masz tutaj tabletkę i popij ją wodą. - powidziałam a potem przykryłam ją kocem.
- Dzięki mamusiu. - odpowiedziała mi jak małe dziecko.
- No jak widać to teraz ja będę pełnić funkcję mamy.
- A ja taty. - zażartowała :D
Zaśmiałyśmy się razem.
- Dobra ty mój kochany "mężu" - zrobił cudzysłów - Idę szukać naszej zguby.
- Idź, idź.
Ruszyłam w stronę mojego pokoju. Nie sprawdziłam jednego miejsca. Sekretnego pokoju.  
Odsunęłam moje sukienki i weszłam do środka.[Do Narnii heh.] Zobaczyłam Bena siedzącego od fortepianem. Płakał i przytulał swojego misia.
  Podeszłam do niego i go przytuliłam. Wtulił się w moją pierś i zaczął znów płakać.
- Chce do mamy. - wyłkał
- Wiem kochanie, wiem. - powiedziałam i przytuliłam malca jeszcze mocniej. Kołysałam go żeby się uspokoił i powoli skutkowało. Po 15 minutach już był spokojny
- Mały chcesz pośpiewać.
- Tjak. - powiedział swoim słodkim głosikiem przy czym przecierał sobie piąstką oczy.
- A co??
- Carry on. Twoją piosenkę, djobzie?
- Dobrze. Tylko pójdę po gitarę.
Posadziłam Bena na fortepianie i podeszłam do stojaków z gitarami. Wzięłam moje czarne cudo. 



Usiadłam na stołku i zaczęłam brzdąkać pierwsze akordy. Rozpoczęłam pierwszą zwrotkę.

Włącz TO!!

There’s always gonna be some canyon in the way
   There’s always gonna be a river I cannot cross
   Somewhere along this path that’s chosen me
   I know I’m gonna fall down, feel lost, feel weak
   But wherever it leads… - Gdy był refren zaczęliśmy śpiewać razem.
No one said this would be ever be easy, my love
   But I will be your side when the impossible rises up
   We will travel this life well worn 
   No matter the cost, no matter how lost
   We will leave our footprints behind
   And carry on, carry on, carry on, carry on - Mały śpiewał carry on po 
swojemu ale co z tego to sprawiało, że jeszcze bardziej się uśmiechałam.
Dalej śpiewałam sama.

* Jack*

Wychodziłem właśnie z łazienki w pełni odświeżony, gdy usłyszałem 
anielski głos. Podszedłem do szafy a tam przeżyłem szok. Były tam drzwi. To z tond wydobywa się ta melodia. Ale przecież nigdy nie było tu tych drzwi. Uchyliłem je i co tam zobaczyłem po prostu ucieszyło mnie.
Kim grała na gitarze i śpiewała a Ben razem z nią.
Słuchałem jej aż do końca. Gdy zaśpiewała.
- Carry on. - zacząłem klaskać. Ona się spłoszyła i spojrzała w stronę 
drzwi.
- Jack? Co ty tu robisz?
- Matko ale ty pięknie śpiewasz. Jak anioł.
- Dzięki. A teraz możesz mi powiedzieć skąd się tu wziąłeś??
- Usłyszałem jak śpiewasz gdy wychodziłem z łazienki i przyszedłem. No to co masz tytaj taki swój sekretny pokoik tak?
- No tak wiem tylko o nim ja, Ben i teraz ty. Nawet Van o nim nie wie. Tylko obiecaj mi że nie powiesz jej o nim. Bo gdy ja miałam 15 a ona 19 lal oznajmiłam jej że już nigdy nie zagram i nie zaśpiewam i tak też się stało. Aż do tego momentu. Już całkiem zapomniałam jak to jest. Matko ale super wrócić znów do muzyki.
- No widziałem.
- A ty grasz?? Bo widziałam u ciebie w pokoju gitary.
- Tak gram. Mogę ci pokazać jeśli chcesz??
- Jasne weź wybierz sobie jakąś gitarę. - powiedziała i wskazał mi 20 gitar. Zrobiłem wielkie oczy. 
- WoW. Dziewczyno nawet ja nie mam tylu gitar co ty.
- No wybieraj.
- A mogę twoją??
- Nie za bardzo ma dla mnie bardzo dużą wartość sentymentalną??
- A dla czego??
- Bo dostałam ja kiedyś od przyjaciela, ale nie widziałam się z nim 3 lata. To dla tego porzuciłam muzykę. Razem graliśmy i śpiewaliśmy prawie cały czas. Aż do momentu gdy on zrobił wielką karierę a ja się wyprowadziłam i się już nigdy nie widzieliśmy kontakt się urwał. A odnośnie gitary to weź tą czerwoną albo granatową :D - posłała mi chyba z najpiękniejszych uśmiechów jak do tej pory.


Wziąłem granatową. Usiadłem na fortepianie obok Bena i zacząłem grać.


Gdy skończyłem kim rzuciła mi się w ramiona. I powiedziała
- To było piękne.
- Dziękuje. Ta piosenka była dla ciebie.
- Naprawdę dziękuję.- powiedziała i pocałowała mnie w policzek. A ben zakrył oczy rączkami mówiąc:
- Fuuuj.. Juz stalcy.
- Oj choć tu mały. - odstawiłem gitarę i wziąłem malca na rączki.
- Chyba czas się kąpać. - powiedziała Kim. Zabierając od mnie malca biorąc go na opa i wyszła z pokoju.
- Jack?? Idziesz bo chcę zamknąć??
- Tak, tak już idę.
*Kim*
Poszłam z malcem do jego łazienki. Wykąpałam go i przebrałam w koszulę w niebiesko - białą kratę, czarne rurki i małe skejty. Włosy zrobiłam na żel. poszłam z Benem do kuchni. Jack robił już śniadanie.
- Jack??
- Hmm...
- Zrobisz śniadanie Benowi idę się przebrać.
- Ok.
Ruszyłam do mojej garderoby. Wybrałam TO. I ruszyłam do łazienki. Po 15 minutowym prysznicu zrobiłam sobie makijaż i upięłam, włosy w wysoką kitkę. Poszłam do salonu a tam zastałam śpiącą Van. Nie chciałam jej budzić więc przykryłam ją jeszcze szczelniej i poszłam do kuchni. Zobaczyłam Jack'a który jeszcze paraduje w samych bokserkach. 
- Jack może być się w końcu ubrał??
Ruszył w stronę schodów i mruknął pod nosem.
- Już mamo.
- Słyszałam. - krzyknęłam.
- Co.... ale jak.... ty ... z .....tam ...tond - jąkał się w odpowiedzi.
- Idź już lepiej.
I zniknął.
- Ben masz może ochote iść na plac zabaw.
- Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak - krzyczał.
- No dobrze pójdziemy tylko nie krzycz bo obudzisz siostrę.
- Och psieplasiam.
- Nic nie szkodzi.
Nasz grecki bóg zawitał po 15 minutach ubrany w biały podkoszulek i koszulę w zielono - białą kratę, czarne rurki i skejty.
- Jack ubieraj się idziemy na plac zabaw.
- Spoko.
- Poczekajcie idę po torebkę i jeszcze coś.
- Ok ja ubiorę Bena.
Poszłam do pokoju po torebkę i lustrzankę. No co?? Przy okazji zrobimy sobie SweetFocie :D. Weszłam jeszcze do pokoju Bena po jego zabawki do piaskownicy i piłkę. Po 10 minutach znalazłam się na dole.
- Dobra chłopaki idziemy.
- Pilkaaaaa - krzyknął Ben i mi ją wyrwał tuląc się do niej i szeptając:
- Moja pila, moja pila i cie nie odjam.
- Tak Ben to twoja piłka i nikt ci jej nie zabierze.
Wyszliśmy trzymając się za ręce. Szłam po lewej stronie Bena a Jack po prawej. Ben marudził jak to go nogi bolą. Dlatego Jack wziął go na barana. Doszliśmy na plac po 15 minutach. Malec od razu pobiegł do piaskownicy biorąc zabawki. My poszliśmy usiąść na ławce.
- Kim??
- Hmm...
- Co wzięłaś??
- A.. Lustrzankę. Może porobimy sobie zdjęcia.
- Jasne czemu nie.
Robiliśmy sobie zdjęcia od 30 minut Ben podchodził do nas żeby poinformować nas że jest cały czas w piaskownicy. Zrobiliśmy chyba z 30 zdjęć ale najbardziej spodobały mi się 2 zdjęcia. To gdy się huśtam i to gdy skacze z murku.



Razem z Jack'iem mieliśmy taki ubaw ale musieliśmy już wracać. Poszliśmy po Bena.
- Ben choć idziemy.
- Już.
Pozbierał zabawki i uszyliśmy w stronę domu gdy Jack wpadł na pomysł żeby iść na lody. Zgodziliśmy się. Doszliśmy do budki. Ja wzięłam 3 gałki tak samo jak Jack, a Ben dostał tylko jedną żeby nam się nie pochorował. Wróciliśmy do domu tak ok.6 wieczorem. O matko na placu byliśmy 4 godziny. WoW podziw.. Ben był już zmęczony i nie mógł iść do pokoju o własnych nogach dlatego Jack go zaniósł po 5 minutach wrócił i oznajmił ze zasnął. Poszliśmy do mnie do pokoju. Jack zaproponował wieczorek filmowy. Zorganizowałam przekąski. Oglądaliśmy do 1 w nocy filmy gdy nagle.....

++++++++++++++++++
Cześć miśki to ja Wika i mam dla was nowy rozdział. Tak wiem ze blog jest zawieszony ale nie mogłam sie powstrzymać przed dodaniem tego rozdziału. Blog nadal będzie zawieszony ale rozdział jest :D

Pamiętaj:

Czytasz + Komentujesz = Motywujesz :D !!



2 komentarze:

  1. Dopiero zauważyłam że jest rozdział :)
    cieszę się że wróciłaś :***
    rozdział boski i taki słit <3 jestem ciekawa co się stało...
    dawaj szybko next ^^
    a tak przy okazji to wpadnij na mojego new bloga www.kick-never-say-never.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. No to kiedy następny rozdział ?
    http://zwarionawa1706.blogspot.com/ zapraszam na mój nowy blog

    OdpowiedzUsuń