niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 16 "Boimy się ciebie"

I oto rozdział 16. Zapraszam do czytania. dedukuję go wszystkim czytelnikom i komentatorom :D

(....) - myśli bohaterów

[....] - moje komentarze :D

*KIM*

O matko co ja mam na twarzy?!! Czy to bita śmietana?? Nie tylko nie bita śmietana!! Mam całą twarz w tym i rękę. Słyszę śmiechy przy wyjściu z pokoju. Podążam wzrokiem za dźwiękiem, i zobaczyłam tam moją kochaną super trójkę. Czyli Van, Bena i Jacka.
- Z czego się tak śmiejecie??
- Bo .... bo..... bo ty - moja siostra nie potrafiła wydobyć z siebie ani jednego słowa.
- Jak nie chcecie gadać, to ja wam coś teraz powiem. Zemszczę się. Więc lepiej przez następny tydzień śpijcie z otwartymi oczami bo na pewno tego gorzko pożałujecie. - powiedziałam to poważnym głosem, a potem skierowałam się do mojego pokoju. (Jak oni mogli? Mają tupet. Pfff. Niech lepiej śpią z otwartymi oczyma. Z Kim Crowford się nie zaczyna. Oni nawet nie wiedzą co ich czeka) Weszłam na początku do łazienki zmyć przysmak z mojej twarzy i rąk. Wytarłam się ręcznikiem i ruszyłam do garderoby. Wybrałam czerwone obcisłe rurki, krótką bluzkę z napisem "Simple" i vansy z motywem galaxy. [Ben plecaka] <-- {kliknij} I znów wróciłam do łazienki. Wzięłam ciepłą kąpiel w olejku arbuzowym (Moim ulubionym). Po 15 minutach relaksu wytarłam moje nagie ciało ręcznikiem i ubrałam się w prędzej wybrany zestaw. Nie robiłam sobie dzisiaj dość mocnego makijażu. Tylko wy-tuszowałam rzęsy czarną maskarą i musnęłam usta brzoskwiniową szminką. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie musli z jogurtem, dodałam do niego trochę borówek i malin. Wzięłam miskę i usiadłam na wyspie zajadając się przysmakiem. Banda wspaniałych nie schodzi na dół. (Dziwneee. Czy aż tak się przestraszyli??) Odłożyłam już opróżnioną miskę do zmywarki. Postanowiłam pojechać w pewne miejsce. Wzięłam kluczyki od domu i mojego cudeńka. Krzyknęłam:
- Wychodzę! Nie czekajcie na mnie z obiadem, bo zjem coś na mieście. - odpowiedziała mi jedynie głucha cisza. (Chyba naprawdę się fochneli.) Wsiadłam do mojego auta i odpaliłam silnik. Włączyłam radio. Wsłuchiwałam się w każdy utwór jak zaczarowana. Dojechałam w upragnione miejsce. Wjechałam w małą drużkę prowadzącą do lasu zaparkowałam i wyszłam z auta. Ruszyłam do upragnionego miejsca.  Przeprawiłam się przez krzaki i osiągnęłam swój cel. Jestem na klifie przy plaży. Nikt o nim nie wie bo trudno się na niego dostać, a najwyraźniej ja odkryłam jako jedyna drogę do tego miejsca. Już mogę chyba to nazywać "moim klifem". Usiadłam przy krawędzi. I zaczęłam rozmyślać nad moim życiem. Co tak naprawdę podkusiło Brody'iego do zerwania ze mną? Naprawdę byłam tego ciekawa.  Czy poradzimy sobie po śmierci rodziców? Ale jestem w 100% pewna, że nigdy, ale to nigdy nie wyprzemy się rodziny. Czy czuję coś więcej do Jack'a niż przyjaźń? Na pewno, ale czy to nie niszczyło by naszej znajomości. Myślałam tak i myślałam od ponad 3 godzin. Zanim się spostrzegłam była już 14. Przyszedł czas wracać do domu. Wróciłam tą samą drogą do auta i pojechałam do domu. Właśnie parkowałam samochód przed domem, gdy dostrzegłam czarne lamborghini zaparkowane na naszym podjeździe.
A wysiadał z niego nie kto inny  jak Noah.[Już dodany został do bohaterów.] Mój kochany kuzyn. Jestem z nim bardzo blisko można by rzec, że jesteśmy dla siebie jak rodzeństwo. Zaparkowałam szybko mojego skarba wyskakując z niego i podbiegając szybko do kuzyna. Rzuciłam się na jego plecy. A on wziął mnie na baran i zaczął się okręcać w okół własnej osi krzycząc:
- Kimiiiii!! - postawił mnie na ziemi i dodał - Tak bardzo tęskniłem. - objął mnie ciasno swoimi ramionami.
- Ja też Noah, ja też. - wtuliłam się w niego, a on zacieśnił uścisk. - Yyyy, Noah dusisz.
- Oooo, tak przepraszam. 
- Trochę przypakowałeś, co?? - zapytałam go, bo coś czułam, że tak. 
- No a co.
- Bo ty. Taki mój kochany Noah, ciamajda i nieśmiały, zmienia się w mężczyznę. - udałam że łkam.
- Oj Kimi, Kimi, Kimi. Ty to się nigdy nie zmienisz co?
- No nie. - gdy to powiedziałam od razu wybuchnęliśmy śmiechem.
- Choć do środka, a nie tu tak stoimy. Bierz walizkę, o ile jej nie zapomniałeś?
- Mam ją, nie bój się.- podszedł do bagażnika i wyciągnął swój bagaż. Weszliśmy do domu, a tak zastaliśmy głuchą ciszę.
- Nie no nie znowu. - mruknęłam pod nosem. - Halo, jest tu kto??!!! - wydarłam się, ale i tak nikt nam nie odpowiedział. Obejrzałam się za siebie i Noah też zniknął.
- Noah??
- Tu jestem. - usłyszałam głos z salonu więc tam ruszyłam. Zobaczyłam, że trzyma w ręku jakąś karteczkę.
- Co to?
- Proszę. - powiedział i podał mi karteczkę, a na niej było napisane:

Kim

Pojechałam wraz z chłopakami po zakupy powinniśmy wrócić za około godzinę. Bo wiesz jak to z Benem bywa :D
                                                                      Kocham cię, Van XXX
P.S. Boimy się ciebie.

Gdy przeczytałam to ostatnie zdanie omało co nie pękłam ze śmiechu tak samo jak Noah. Opadliśmy na kanapę i wytłumaczyłam mu o co chodzi z tym całym "Boimy się ciebie"
- A potem zagroziłam im, że się zemszczę i lepiej żeby spali przez następny tydzień z otwartymi oczami. - zakończyłam opowieść śmiejąc się cały czas. 
- Naprawdę?? O matko, to mają przesrane. Pamiętam jak ja ci kiedyś zrobiłem kawał gdy byłaś u nas na noc. To było dobre.
- Tak i miałam niebieskie włosy przez cały  miesiąc - dodałam już trochę wkurzona.
- No, wieź. Przyznaj, że to było śmieszne.
- No bobra było - powiedziałam dość wesołym głosem.
- Ale moja zemsta to było coś. Przykleiłam ci rękę do twarzy. I żaden rozpuszczalnik nie rozwiązywał działania tego kleju. Ile chodziłeś tak z tą ręką?? - zapytałam go
- Z 2 tygodnie - mruknął i następnie wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
- To było dopiero dobre mój kochany.
- Tak prawda. Więc radzę im się mieć na baczności.
- Noah idź wybierz sobie jakiś pokój gościnny ok?
- Jasne. - powiedział i wziął swoją torbę z przedpokoju i wbiegł na górę. Ja postanowiłam zrobić obiad. Postanowiłam na spaghetti. Wiem, że Noah je uwielbia, tak samo jak i reszta, w tym ja. Wstawiłam wodę na makaron, a potem zajęłam się mięsem i sosem. Poczułam jak ktoś obejmuje mnie w tali. Odwróciłam się, a tam zobaczyłam....

*************************************************************************
No cześć miśki. To ja Ana i prezentuję wam rozdział 16. Jak wam się podoba bo wmiarę. Bo mógł być lepszy. Tak więc proszę o zostawienie swojej opinii w komentarzu. Przyjmuję krytykę, ale dobre komentarze też są mile widziane. ;D Pozdrawiam was wasza Annabeth :D
Dawniej Wikusia Howard.

Czytasz + Komentujesz = Motywujesz ;D

P.S. Zakochałam się w tej piosence:

                                                                                

3 komentarze:

  1. Hej. Podobał mi się rozdział i lekkość, z jaką jest napisany. Lubię, kiedy bloggerzy dodają te linki, aby zobaczyć, w co była ubrana postać :) Mam nadzieję, że będę pojawiać się tu częściej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzękuję.
      I cieszę się, że ci się podoba.
      Też mam nadzieję, że będziesz częściej wpadać :D

      Usuń
  2. o matko strasznie mi się podoba wcześniej miałam problem z odtworzeniem tego rozdziału ale ok jest BOSKI miśka masz wielki talent :******* ja chcę kICKA KICKA <3 niech to będzie Jack albo Noah i wtedy będzie zazdro ;3 dawaj nexta miśka SZYBKO

    OdpowiedzUsuń